Volkswagen Golf lub Skoda Octavia za niespełna 40 tys. zł – takie ceny panowały w salonach samochodowych pod koniec ubiegłego stulecia. Naturalnie oba modele były w "gołej" wersji z benzynowym wolnossącym 1.4 pod maską. Bez klimatyzacji, za to z ABS-em i wspomaganiem kierownicy. Dziś taka kwota wystarczy na Dacię Sandero lub Citroena C1. Wyposażenie nieznacznie lepsze, ale nie spodziewajmy się luksusów… Polacy celują jednak w znacznie droższe modele. Średnia cena transakcyjna auta w zeszłym roku przekroczyła 120 tys. zł – wylicza Instytut Samar. To o 12 tys. zł więcej niż w 2019. Co prawda, za ponad 70 proc. rynku odpowiadają firmy, ale statystycznego Kowalskiego nikt nie lekceważy. Tym bardziej, że upodobał sobie najróżniejsze crossovery i SUV-y.

Reklama

Z budżetem na poziomie 120 tys. zł jest w czym wybierać. I to nie tylko w popularnych markach, lecz również w tych z metką premium. A biorąc pod uwagę aktualne wyprzedaże, niektóre oferty wyglądają ciekawie...

Volvo XC40

Volvo XC40, najnowszy model szwedzkiego koncernu jest pierwszym w gamie, którego architekturę wykorzystano do zaoferowania wdrożenia napędu benzynowego wspomaganego układem miękkiej hybrydy, układu plug-in, a także wariantu w 100 proc. elektrycznego. Ten ostatni w Polsce powinien pojawić się na kilka miesięcy. W założonym zasięgu do 120 tys. zł jest tylko bazowa odmiana XC40 T3 z manualną skrzynią biegów. Co się kryje pod tym oznaczeniem?

Volvo XC40 / dziennik.pl

Volvo sukcesywnie unowocześnia flotę stawiając na silniki benzynowe, choć jeszcze w zeszłym roku mogliśmy znaleźć XC40 z dieslem. Taka strategia najwidoczniej ma sens, ponieważ najmniejszy SUV szwedzkiej marki pod względem popularności przegonił w Europie XC60 i XC90. Co ciekawe, XC40 przyzwoicie spisuje się nawet bazowej odmianie z trzycylindrowym 1.5 (163 KM i 265 Nm). Napęd na przednią oś przenosi 6-biegowa skrzynia manualna. Taki zespół wystarczy, by pierwsza "setka" pojawiła się na liczniku po 9,6 s. Prędkość ograniczono elektronicznie do 180 km/h. Według producenta, w cyklu mieszanym auto zużywa od 6,8 do 7,6 litra.

Volvo XC40 / Volvo

XC40 wpisuje się w kompaktowe ramy z długością 4,43 m. W środku wystarczająca przestrzeń dla czterech dorosłych. Bagażnik o pojemności 460 litrów wpisuje się w klasową średnią. Plus za foremne kształty i możliwość powiększenia do 1336 l. Dobrze oceniamy też materiały wykończeniowe, których część pochodzi z recyklingu. W standardzie możemy liczyć na cyfrowy zestaw wskaźników, 9-calowy ekran systemu multimedialnego, automatyczną klimatyzację regulowaną w dwóch strefach i reflektory LED. Tak wyposażony szwedzki SUV kosztuje 118 900 zł (w ramach promocji).

Volvo XC40 / Volvo

Ford Kuga

Ford Kuga trzeciej generacji – poza nazwą – w niczym nie przypomina swoich poprzedników. Przede wszystkim, niemieckie auto zyskało układ Mild Hybrid, a także odmianę plug-in z zasięgiem na prądzie ocierającym się o 70 km. Sporo, jeśli weźmiemy pod uwagę dokonania rywali. Mając w skarbonce założony budżet 120 tys. zł i korzystając z aktualnej promocji aut z rocznika 2020, wybór jest całkiem przyzwoity. W zasięgu pozostają zarówno odmiany benzynowe, jak i wysokoprężne. Wszystkie z napędem na przednią oś i manualną lub automatyczną, 8-stopniową przekładnią.

Ford Kuga / dziennik.pl

Benzynowe, to trzycylindrowa konstrukcja 1.5 (120 lub 150 KM). Silnik pracuje kulturalnie, a wibracje przenosi do kabiny tylko przy wyższych obrotach. Kuga na bezołowiową jest dostępna wyłącznie z manualną skrzynią i przednim napędem. Ceny słabszej startują od 96 400 zł. Mocniejsza wymaga dopłaty 4,5 tys. zł i z pewnością jest tego warta. Choćby ze względu na lepszą dynamikę jazdy (przyspieszenie 0-100 km/h trwa niespełna 10 sekund). Diesle są trzy: 1.5/120 KM, 2.0 Mild Hybrid/150 KM i flagowy 2.0/190 KM z napędem 4x4 (jednak o 9 tys. zł wykracza poza założony budżet). Najrozsądniej przedstawia się środkowy wariant w specyfikacji ST-Line – 120 630 zł.

W standardzie producent oferuje cyfrowe wskaźniki o przekątnej 12,3 cala, klimatyzację dwustrefową, system aktywnej redukcji hałasu i kamerę cofania. Niezłe są też multimedia z dotykowym ekranem o przekątnej 8 cali i bezprzewodową łącznością z telefonem. Materiały wykończeniowe przyzwoite, w znacznej mierze miękkie w dotyku. Miejsca w dwóch rzędach z powodzeniem wystarczy dla 4-osobowej rodziny. Kanapa ma regulację wzdłużną, co wpływa na pojemność bagażnika – od 475 do 645 litrów.

Ford Kuga / Ford / Stuart G W Price, www.S-P.tv
Reklama

Honda HR-V

Honda HR-V jest z nami od kilku lat i nie ma nic wspólnego z poprzednikiem, który mieścił na pokładzie nawet sześć osób. Tym razem mamy do czynienia z autem o długości 433,5 cm i napędem na przednią oś. AWD dostępne jest w większym i wyraźnie droższym CR-V. Auto przeszło niedawno delikatny lifting. Zmiany dostrzegą jednak tylko fani tego niezbyt popularnego w Polsce modelu. Kosmetyka objęła zderzaki i reflektory LED. Kabinę zmontowano solidnie i z niezłej klasy tworzyw. Dobrze też wypada bagażnik – od 431 do 1456 l.

Honda HR-V / Honda

Dysponując budżetem na poziomie 120 tys. zł, wybór jest szeroki, choć poza zasięgiem pozostaje wersja doładowana o mocy 182 KM. Niemniej, wolnossący motor benzynowy 1.5 też daje radę. Dysponuje 130 KM i 155 Nm, co przekłada się na niezłe osiągi. Fakt, że trzeba mocno dociskać gaz, by wydobyć rezerwy mocy i zbliżyć się do katalogowych wartości. Jeśli zapędzić wskazówkę obrotomierza pod czerwone pole i sprawnie wbijać kolejne przełożenia w manualnej przekładni, pierwsza setka pojawi się na liczniku po 10,2 s, a maksymalnie auto rozpędzi się do 191 km/h. Przy spokojnej jeździe komputer pokładowy wyświetli 6,6 litra w cyklu mieszanym. Chcąc zwiększyć komfort, można postawić na bezstopniową przekładnię CVT. Pogarsza osiągi, ale sprawdzi się w miejskim ruchu. Plus za dobre właściwości jezdne i bezpośredni układ kierowniczy.

Honda HR-V to solidnie wyposażony samochód, stąd lista dodatków ogranicza się do opcjonalnej tapicerki skórzanej (6790 zł) i koloru nadwozia. Niemal wszystko otrzymujemy w najbogatszej wersji Executive wycenionej na 118 500 zł. Spis obejmuje m.in. w pełni LED-owe reflektory, kamerę cofania, dwustrefową klimatyzację czy multimedia z dotykowym ekranem o przekątnej 7 cali. Szkoda, że nawigacja Garmina nie jest bardziej precyzyjna. Automat kosztuje 5 tys. zł.

Hyundai Tucson

Hyundai Tucson nowej generacji niedawno wjechał na polski rynek. Od poprzednika jest droższy o 20 tys. zł, ale oferuje znacznie więcej. Auto wygląda niczym prototyp wdrożony do produkcji bez mrugnięcia okiem. Futurystyczny design zgrabnie tuszuje gabaryty. SUV mierzy 450 cm długości, 186,5 szerokości, a rozstaw osi wynosi 268 cm. Kufer mieści od 620 do 1799 l. To jeden z najlepszych wyników w segmencie.

Hyundai Tucson / dziennik.pl

Wnętrze zdominowane przez ekrany wygląda równie efektownie co karoseria. W odmianie Smart (od 115 900 zł za auto z 2020) możemy liczyć na klimatyzację dwustrefową, czujnik zmierzchu i deszczu oraz cyfrowe zegary o przekątnej 10,25 cala. Taki sam rozmiar ma centralny ekran zawiadujący multimediami, ale wymaga postawienia na specyfikację Executive (od 125 900 zł) lub wyłożenia 5500 zł na pakiet Navi. Lepiej wybrać bogatszą wersję z reflektorami LED. Obecnie, próżno szukać w Tucsonie wolnossących silników. Podstawą oferty jest 1.6 T-GDI/150 KM (250 Nm) z manualną skrzynią i napędem na przednią oś. Sprint do setki trwa 10,3 sekundy, a średnie zużycie paliwa wynosi 6,6-7 l na 100 km. Na liście opcji znajdziemy dwusprzęgłowy automat. Napęd 4x4 dostępny jest z mocniejszym, 180-konnym silnikiem zaopatrzonym w układ miękkiej hybrydy. Diesel ma tę samą pojemność i skromne 136 KM. Do auta o masie własnej przekraczającej 1500 kg to trochę za mało.

Hyundai Tucson / dziennik.pl
Hyundai Tucson / dziennik.pl

Możliwości jest więcej

Podróżując palcem po mapie trafimy do Japonii i Mazdy. Tam czeka CX-5 z wolnossącymi benzynami o mocy 165 lub 194 KM. Diesel wypadł z oferty. Próg wejścia wynosi 118 900 zł. Dużo zaoszczędzimy stawiając na auta z poprzedniego rocznika.

Mazda CX-5 / Mazda

Kolejny gracz to Toyota RAV4. W naszym zasięgu pozostaje odmiana 2.0/173 KM z napędem na przednią oś i w niezłej wersji Comfort za 119 900 zł (auto z 2020).

Toyota RAV4 / dziennik.pl

Na Starym Kontynencie od ponad dekady dzieli i rządzi Volkswagen Tiguan. Drugie wcielenie po liftingu przeceniono o 15 tys. zł, przez co możemy wybrać 1.5 TSI – 130 lub 150 KM. W standardzie przekładnia manualna, ale niezłą wersję Life z dwusprzęgłowym DSG kupimy za 117 170 zł. Diesle o mocy 150 i 200 KM są wyraźnie droższe. Na szczycie cennika stoi Tiguan R z 4Motion i 2.0 TSI o mocy 320 KM. Pośród niemieckich producentów wyróżnia się też Opel Grandland X (od 105 500 zł za 1.2 Turbo/130 KM).

Volkswagen Tiguan / Volkswagen

Jedną z tańszych i wciąż ciekawych propozycji jest Kia Sportage. Ma kilkuletni staż rynkowy, ale oferuje bogate wyposażenie, komfortowe zawieszenie i opcjonalny napęd na cztery koła. Cennik wyprzedażowy otwiera silnik 1.6 GDI/132 KM – w bazowej wersji zapłacimy 77 490 zł. Doładowana odmiana tej jednostki to już 177 KM - kosztuje przynajmniej 94 990 zł. Napęd 4x4 wymaga dodatkowych 8 tys. Wysokoprężne 1.6 CRDI/136 KM startuje od 94 tys. zł. Wariant z miękką hybrydą jest droższy o 10 tys. zł.

Auto premium w cenie tańszych modeli

Każde auto ma argumenty na swoją korzyść, ale pewnym zupełnie nowym trendem rynkowym jest to, że różnice cenowe pomiędzy segmentem premium a markami popularnymi, ostatnio wyraźnie się zacierają. Wprawdzie bazowe modele Forda, Hyundaia czy Hondy można kupić w wyraźnie niższej cenie niż Volvo, to już przy porównywaniu wersji o podobnej mocy i wyposażeniu – cenniki zaczynają się wyrównywać. Sprawa może się jeszcze mocniej skomplikować, gdy zamiast zakupu decydujemy się na leasing auta bez wykupu. Każdy producent oferuje inne warunki, a na wysokość raty wpływa zarówno polityka koncernu, jak i utrata wartości danego auta. A ta może być zupełnie inna dla określonych marek i modeli.

W ubiegłym roku cały polski rynek skurczył się o 22,9, a segment premium jedynie ponad 4 proc. Rok 2021 będzie kolejnym, w którym droższe marki będą próbowały przejąć część klientów producentów bardziej popularnych. A segment małych SUV-ów to ten obszar rynku, gdzie do takich przetasowań na pewno dojdzie.

Ponadto, z uwagi na coraz bardziej restrykcyjne normy emisji spalin i większą liczbę obowiązkowych systemów bezpieczeństwa, szacuje się, że auta zdrożeją w 2021 o około 20 proc. Biorąc pod uwagę poważne rabaty, to dobry moment na kupno sprawdzonej konstrukcji z niezłym wyposażeniem. Warto jednak odwiedzić kilku dilerów, by mieć punkt odniesienia. W końcu, w upatrzonym samochodzie spędzimy najbliższych kilka lat.

Volvo XC40 / Volvo