Range Rover SV LWB - test
To największy i najdroższy model w ofercie całego koncernu. Range Rover SV LWB plasuje się na szczycie prestiżowej gamy - nie dziwi więc fakt, że ocieka wręcz luksusem. Długość 5258 mm sprawia, że w kabinie można cieszyć się przestrzenią rodem z limuzyny, a lodówka czy elektrycznie rozkładane stoliki sprawiają, że topowy Range nie tylko kosztuje tyle co mieszkanie, ale i oferuje przynajmniej część wygód typowych dla apartamentów.
Jak na markę z tak bogatymi tradycjami przystało, luksusem można delektować się z dala od utwardzonych dróg, bo choć wersja SV LWB to najcięższy, a przy tym najbardziej "sportowy" wariant, skuteczny napęd na 4 koła, pneumatyczne zawieszenie i potężny silnik V8 pod maską robią wszystko, by dowieźć kierowcę i pasażerów nawet do najbardziej odległych i niedostępnych posiadłości. Na autostradzie, Range Rover jest z kolei piekielnie szybki.
Range Rover SV LWB - wymiary
Patrząc przez pryzmat europejskich standardów, największy Range Rover to auto ogromne. Ma rozstaw osi dostawczaka (3197 mm) i długość blisko 5,3 metra. Szerokość to 2047 mm... nie licząc lusterek. Wysokość 1870 mm sprawia, że nie powinniśmy obawiać się parkingów podziemnych, ale tylko w domyślnym ustawieniu zawieszenia. W trybie offroadowym, samochód wędruje całe 6 cm w górę.
Przy takich liczbach nie dziwi fakt, że wnętrze topowego Range Rovera jest przepastne. Bagażnik mógłby mieć nieco większą pojemność, choć wrażenie ciasnoty w testowanym egzemplarzu powodowane jest obecnością opcjonalnej lodówki w drugim rzędzie siedzeń. Standardowo, kufer ma przyzwoite 725 litrów. To, co naprawdę imponuje to... średnica zawracania. Range Rover ze skrętną tylną osią (to standard w testowanej odmianie) jest nieprawdopodobnie zwrotny. Mimo rozstawu osi grubo ponad 3 metrów, auto zawraca w okręgu o średnicy 11,5 metra.
Trudno powiedzieć o nim, że ukrywa swoje wymiary, ale największy Range Rover z długim rozstawem osi prezentuje się naprawdę zgrabnie. Wyceniony na około 66 tysięcy złotych lakier Sunrise Copper z satynowym wykończeniem to już kwestia gustu, ale potężna bryła brytyjskiego SUV-a jest ponadczasowa - moim zdaniem sylwetka i detale Range Roverów są dla świata SUV-ów tym, czym dla aut sportowych są linie Porsche 911.
Taki jest najdroższy Range Rover
Wnętrze Range Rovera SV LWB można konfigurować na wiele sposobów - w testowanym aucie kompletacja kabiny bezpośrednio nawiązuje do stylu zewnętrznego. Skóra o otwartych porach pachnie oszałamiająco i jest miękka w dotyku - na żywo wygląda jak milion złotych. Przednia część kabiny wykończona jest materiałami w kolorze Rosewood, a tył to klasyczny czarny odcień Ebony. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia - nie jest to konfiguracja dla każdego, ale całość wygląda całkiem spójnie. Materiały wykończeniowe? Bez wpadek - tam, gdzie się dało, użyto skóry. Wykładziny są miękkie, o długim włosiu. Jeśli coś wygląda na aluminium - jest aluminiowe. Tylko maskownice wysokotonowych głośników w przednich drzwiach prezentują się trochę "tanio", oczywiście w porównaniu do całej reszty.
System multimedialny obsługiwany jest dobrze znanym interfejsem Pivi - autorskie rozwiązanie koncernu JLR jest bardzo estetyczne, ale czasami zastanawia się nieco zbyt długo. Obsługa wielu funkcji wymaga przyzwyczajenia, ale za to systemy wsparcia kierowcy da się szybko dostosować do własnych preferencji jednym przyciskiem na kierownicy. Nagłośnienie Meridian brzmi przyjemnie, choć czysto subiektywnie - mimo potężnej mocy zostaje w tyle za układem Burmester w Porsche czy Bowers and Wilkins w Volvo. Fotele są nieziemsko wygodne, a jazda relaksująca - niezależnie od tego, czy jedziemy z przodu czy z tyłu. Choć Range Rover napędzany V8 jest bardzo szybki, prędkości przelotowe większe niż 140 km/h nie mają sensu. Szum wiatru robi się wtedy natarczywy, a w tym samochodzie aż chce się odpocząć.
Range Rover SV LWB - silnik, osiągi, zużycie paliwa
Choć wariant SV LWB jest oferowany również jako hybryda plug-in, pod maską samochodu ze zdjęć pracuje najlepszy wybór do samochodu tej klasy, czyli 4,4-litrowe V8 wspomagane układem miękkiej hybrydy. Charakterystyczna pojemność przywodzi na myśl konstrukcje BMW? To dobry trop - widlasta ósemka w brytyjskim SUV-ie to serce z niemieckim rodowodem. 615 KM i 750 Nm to parametry adekwatne do wymiarów i masy (około 2,7 t) samochodu.
Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 4,7 s, a prędkość maksymalna wynosi 261 km/h. Średnie spalanie w cyklu mieszanym? Dane homologacyjne mówią o 11,9 l/100 km i... taką wartość da się bez trudu uzyskać przy spokojnej jeździe. Najniższa wartość, jaką pokazał komputer pokładowy w czasie testu to 9,8 l/100 km podczas spokojnej jazdy z prędkością 100 km/h. W korkach czy w trybie Dynamic, przekroczenie 25 l/100 km również nie będzie problemem. Range Rover zużywa mniej więcej tyle, ile można się spodziewać. O ile koszt paliwa nie stanowi raczej problemu, tak zasięg może być nieco zbyt skromny. To trochę szukanie wad na siłę - układ napędowy zniewala płynnością, imponuje dynamiką, a wisienką na torcie jest aksamitne brzmienie benzynowej jednostki.
Prowadzenie SUV-a jest pewne, ale Range Rover nie sili się na oszukiwanie praw fizyki. Na zakrętach wyraźnie się przechyla i nawet mimo dość sztywnego zestrojenia w trybie dynamicznym pozostaje samochodem raczej do spokojnego przemierzania kilometrów. Spokój we wnętrzu zaburzają tylko większe, zapadnięte studzienki, które sprawiają, że drgania przenoszone są do wnętrza.
Tyle kosztuje największy Range Rover
Określenia "największy" i "najdroższy" można w przypadku tego samochodu odmieniać przez wszystkie przypadki - i w obu nie ma ani trochę przesady. Cena testowanego auta to niebagatelne 1,7 miliona złotych - kwota umożliwiająca zakup komfortowego, 3 lub 4-pokojowego mieszkania w stolicy. Co więcej, jest ona o około 700 tys. większa niż w przypadku "gołego" Range Rovera - odmiany SWB, z hybrydą plug-in, ale nadal całkiem prestiżowego auta. Czy równowartość kawalerki wyrażona w dodatkowym wyposażeniu i pierwszorzędnych materiałach jest biletem wstępu do ligi aut luksusowych? I bez tych dobrodziejstw, Range Rover rywalizuje raczej z Bentleyem Bentaygą i Lamborghini Urus, a nie z BMW X7 czy Mercedesem GLS.
Czy 1,7 mln zł można więc nazwać rozsądną ceną? W tej lidze rozsądek nie ma większego znaczenia, bo topowy Range to samochód-deklaracja. W klasie aut luksusowych płaci się za doświadczenie, a to na pokładzie Range Rovera rzeczywiście jest wyjątkowe.