Dziś w branży mówi się o software-defined vehicles - ale co to określenie oznacza w praktyce dla klientów Volvo?
– Najprościej mówiąc: coraz lepsze produkty. Składa się na to bardzo wiele drobnych zmian, nad którymi pracujemy m.in. tutaj, w Krakowie. Samochód, który kupujesz, z czasem staje się coraz lepszy – i to właśnie zasługa koncepcji SDV. Nie chodzi wyłącznie o aktualizacje samego systemu w aucie, ale o całe cyfrowe otoczenie. To choćby sposób, w jaki działa widżet w aplikacji w smartfonie, w którym można sprawdzić poziom naładowania baterii, zasięg czy lokalizację samochodu. Dzięki SDV możemy rozwijać i ulepszać auto zgodnie z oczekiwaniami klientów długo po tym, jak wyjedzie ono z fabryki, a nawet wtedy, gdy trafi w ręce drugiego czy kolejnego właściciela.
Trudno jest przekształcić firmę, którą przez lata zajmowała się głównie badaniami i rozwojem mechaniki w firmę zajmującą sięprzede wszystkim rozwojem oprogramowania?
– W skali od 0 do 10? Bez wątpienia – dziesięć. Myślę, że obecna przemiana to największy przełom w dziejach motoryzacji, która od samego początku była przecież zdefiniowana przez silnik spalinowy i jego obecność w samochodzie. Elektryfikacja wymusza zmianę podejścia na wielu płaszczyznach i sprawia, że firma musi ewoluować równie szybko, co produkt.
No właśnie - przypomina mi się moje Volvo C70 z 1999 roku, którym jeździłem kilka lat temu. Aż trudno uwierzyć, nowe EX60 czy EX90 to dzieło tej samej firmy, a w niektórych kwestiach nawet tych samych ludzi…
– Dokładnie - prawda jest taka, że „dzisiejsze” Volvo to firma bliższa technologicznym gigantom takim jak Apple czy Google niż… firmie Volvo z 1999 roku. To ogromne wyzwanie również dlatego, że prace nad oprogramowaniem, które prowadzimy w hubach takich jak ten w Krakowie, trzeba zgrać i pogodzić z pracami inżynierów odpowiedzialnych za napęd, zawieszenie i cały „hardware”, który nadal ma przecież kluczowe znaczenie. Dziś stawiamy na bezkompromisowe podejście do aut elektrycznych, to znaczy platformy opracowane od początku z myślą o elektrykach. Takie podejście daje nam większą swobodę i pozwala tworzyć auta o większym zasięgu, lepszych osiągach i takie, które ładują się szybciej.
Dziś mamy przyjemność rozmawiać właśnie w krakowskim hubie technologicznym Volvo. Jakąrolę w strukturze firmy pełni ten ośrodek?
– Odpowiedź jest dość prosta: chodzi o ludzi. To jeden z kilku naszych hubów, w których pracują zespoły utalentowanych programistów i menedżerów rozwijających kluczowe obszary związane z bezpieczeństwem i koncepcją software-defined vehicles. Wybierając lokalizację, przede wszystkim braliśmy pod uwagę dostęp do talentów. Zadawaliśmy sobie pytanie: gdzie znajdziemy wykwalifikowanych specjalistów, którzy będą chcieli pracować przy takich projektach? Bardzo szybko okazało się, że odpowiedź brzmi: Kraków. Dziś ten hub świętuje już trzecie urodziny i jest jednym z czterech kluczowych ośrodków o globalnym znaczeniu dla Volvo.
Marka Volvo zbudowała tożsamość wokół bezpieczeństwa i bezkompromisowego podejścia do ochrony pasażerów. W jaki sposób elektryfikacja zmienia podejście do tego tematu?
– W kluczowych sprawach – nie zmienia zbyt wiele. To znaczy, że nasze starania nadal koncentrujemy wokół tego, z czego słynie marka. Standardy bezpieczeństwa i nasze założenia w dobie elektryfikacji są dokładnie takie, jak w przypadku samochodów spalinowych czy hybrydowych. Fundamentalna różnica tkwi jednak w tym, jak osiągamy założone cele. Tu, wbrew pozorom, wcale nie jest łatwiej. W samochodzie spalinowym przed kabiną znajduje się duży, ciężki silnik, który stanowi naturalną barierę w razie wypadku. W samochodzie elektrycznym ochrona np. przed czołowym uderzeniem wymaga więcej starań, a wymagany poziom bezpieczeństwa osiągamy w inny sposób. Jesteśmy dumni, że w gamie modeli EX udało nam się rozwiązać te kwestie bez zwiększania wymiarów czy masy samochodu. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa baterii – akumulator też trzeba przecież ochronić przed uderzeniem. O ile efekt końcowy z punktu widzenia kierowcy i pasażerów się nie zmienia, tak osiągnięcie poziomu bezpieczeństwa, z którego słynie Volvo, wymaga więcej wysiłku.
W ciągu ostatnich dwóch lat obserwujemy wyraźne spowolnienie tempa upowszechniania się samochodów elektrycznych w Europie. Sporo zamieszania pojawiło się też wokół regulacji dotyczących emisji - zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Czy wpływa to w jakiś sposób na plany Volvo na najbliższe lata?
– Szczerze mówiąc – nie. W planach na najbliższe lata nie przewidujemy zmian, bo jesteśmy przekonani, że samochody elektryczne wciąż są przyszłością branży i kierunkiem, w którym zmierza cały przemysł motoryzacyjny. Widzimy jednak, że tempo elektryfikacji różni się w zależności od rynku. Są kraje, w których niemal wszystkie nowe samochody to już auta elektryczne, ale są też takie, gdzie transformacja przebiega nieco wolniej. Z myślą o tych rynkach oferujemy pełną gamę hybryd plug-in. Traktujemy je jako pomost między samochodami spalinowymi a elektrycznymi i dlatego pozostaną w naszej ofercie jeszcze przez pewien czas. Patrzyłbym na to w ten sposób: przejście na elektromobilność było początkowo błyskawiczne. Teraz po prostu będzie… szybkie.