"Jeżdżący podsłuch" na polskich drogach? Samochód jako gotowiec dla wywiadu
Tomasz Sewastianowicz: Czy chińskie samochody nas szpiegują?
Gen. Maciej Materka, były szef SKW (obecnie ekspert bezpieczeństwa i Przewodniczący Rady Frontline Foundation): W dzisiejszym świecie granica między nowoczesnym gadżetem a narzędziem wywiadowczym niemal całkowicie się zatarła. Kiedyś symbolem inwigilacji był telefon czy laptop, dziś musimy zacząć tak patrzeć na samochody. Współczesny pojazd to w rzeczywistości naszpikowany sensorami komputer na kołach, który posiada zasilanie, łączność i ogromne możliwości zbierania danych w czasie rzeczywistym. Z punktu widzenia służb specjalnych – to "gotowiec". Jeśli wywiad będzie chciał przejąć kontrolę nad takim źródłem informacji, to po prostu to zrobi.
Czy chińskie auta nas szpiegują? Potencjał jest ogromny. Te systemy łączą się z serwerami poza wiedzą użytkownika. I nie trzeba być technikiem, żeby to zrozumieć – wystarczy logika. Skoro samochód ma mikrofony (systemy alarmowe), kamery i stałe łącze, to staje się idealnym instrumentem wywiadowczym. Zresztą, najlepszym dowodem na to, że sprawa jest poważna, jest fakt, że sami Chińczycy zakazali Tesli wjazdu w niektóre rejony u siebie. Wiedzą, co takie auto może "zobaczyć" i "wysłać" dalej.
Dlaczego Pekin zakazał Tesli? Odpowiedź daje do myślenia
Ale podobnie zbudowane są też inne auta. Dlaczego chińskie samochody są postrzegane przez kontrwywiad jako większe zagrożenie niż pojazdy marek europejskich i japońskich?
Oczywiście europejskie czy japońskie samochody też mają mikrofony i systemy łączności. Różnica polega na tym, z kim rywalizujemy. Chiny prowadzą twardą grę z NATO. Służby wywiadowcze na całym świecie działają jak gangsterzy – nie mają zasad i biorą to, co leży na stole. Jeśli mogą mieć darmowe rozpoznanie naszej infrastruktury wojskowej czy logistycznej przez tysiące aut na drogach, to po prostu to robią. Dodatkowo ich prawo pozwala państwu wejść do każdej prywatnej firmy i zażądać danych. To nie jest teoria spiskowa, to ich model państwa.
Ktoś wciśnie "czerwony guzik"? Wizja blokady Polski w godzinie "W"
To w jaki sposób takie auta mogą nam zaszkodzić w godzinie "W", czyli w krytycznym momencie wybuchu konfliktu?
Najbardziej niepokoi mnie kwestia zdalnego sterowania. Widzieliśmy, co stało się w Rosji z autami marek premium po nałożeniu sankcji – nagle można je było unieruchomić. Wyobraźmy sobie sytuację kryzysową, ewakuację albo mobilizację, w której nagle kilka tysięcy aut blokuje kluczowe arterie, bo ktoś wcisnął "czerwony guzik" w biurze po drugiej stronie globu.
Warto też przyjrzeć się systemom zniżek. Czy to przypadek, że dilerzy celują w grupy zawodowe takie jak mundurowi, prawnicy czy lekarze? To gotowa baza osób, które posiadają wrażliwe informacje. Rozmowy przez zestaw głośnomówiący o sprawach wagi państwowej czy zawodowej w aucie, które "wszystko słyszy", to dla wywiadu kopalnia złota.
Problem z chińskimi samochodami w Polsce ma też drugie dno – stricte biznesowe. Trudno się dziwić, że te auta zalewają nasz rynek. Chińczycy dają zarobić, oferują świetne warunki dilerom, którzy wcześniej współpracowali z gigantami pokroju Volkswagena czy Skody. Ludzie pokochali te auta za technologię i cenę, a sieć serwisowa rozwija się błyskawicznie. Mamy więc klasyczny konflikt interesów między gospodarką a bezpieczeństwem państwa.
Samochody jak wybuchowe pagery? Lekcja, której nie wolno przespać
To co z tym zrobić? Czy Polska wszelkie zakazy powinna konsultować z sojusznikami?
Przede wszystkim nie możemy działać w izolacji. Polska nie powinna "wystawiać się na strzał" samotnie wprowadzając radykalne zakazy. Potrzebujemy skoordynowanego, sojuszniczego podejścia w ramach NATO. Bezpieczeństwo jest tak silne, jak jego najsłabsze ogniwo – co z tego, że my wprowadzimy restrykcje, jeśli nasi sojusznicy, z którymi dzielimy bazy czy systemy łączności, tego nie zrobią?
Warto brać przykład z Brytyjczyków czy Izraela, którzy już podejmują konkretne kroki. To nie jest sianie paniki, tylko trzeźwa ocena ryzyka. Tak jak od lat uczymy żołnierzy i funkcjonariuszy dyskrecji w mediach społecznościowych czy zakazujemy wnoszenia telefonów do stref ochronnych, tak samo musimy podejść do kwestii pojazdów. Jeśli ktoś decyduje się na służbę w sektorze bezpieczeństwa, musi liczyć się z pewnymi ograniczeniami. Izolowanie takich aut w wrażliwych strefach to dziś nie wybór, a konieczność.
Ostatnie wydarzenia, chociażby głośna sprawa z "wybuchowymi" pagerami Hezbollahu, pokazują, że technologia może zostać wykorzystana w sposób, którego wcześniej nie braliśmy pod uwagę. Chińskie komponenty są wszędzie – w telefonach, w infrastrukturze 5G. Nie odetniemy się od nich z dnia na dzień, ale musimy zacząć budować kompleksowe prawo i procedury, które ochronią nas w "godzinie prawdy". W tej wielkiej grze wywiadów nie ma miejsca na naiwność.