Fiat 500 Hybrid - pierwsza jazda
Nowa "pięćsetka" to prawdziwy unikat. O ile konwersje aut spalinowych na elektryczne są spotykane bardzo często, tak niezwykle rzadko zdarza się, by samochód projektowany od podstaw jako elektryczny, po paru latach rynkowego stażu otrzymywał silnik spalinowy. Klienci zagłosowali portfelem - elektryczny Fiat 500 po prostu nie miał szans powtórzyć spektakularnego sukcesu poprzednika, nawet na rodzimym rynku.
Tajemnicą poliszynela jest, że przystosowanie nowej pięćsetki do konwencjonalnego napędu nie było proste. Inżynierowie potrzebowali dwóch lat na opracowanie Fiata 500 Hybrid - auta, które (czasami nawet aż za bardzo) jest wierne dziedzictwu poprzednika. Zacznijmy jednak od tego, co zmieniło się w najmniejszym Fiacie.
Nowy najmniejszy Fiat wjeżdża na rynek
Fiat 500 Hybrid mierzy 3632 mm, ma rozstaw osi 2322 mm i szerokość 1683 mm. Jest wyraźnie większy od modelu poprzedniej generacji, ale w obecnych rynkowych realiach nadal jest to jeden z najmniejszych samochodów oferowanych w salonach. Dodatkowe centymetry nie przeszkadzają mu w miejskich manewrach - nie jest to najbardziej zwrotny model na rynku, ale nawet brak kamery cofania nie przeszkadza tu mieścić się w ciasne luki do parkowania. Proporcje nadwozia i jego linie to prawdziwa uczta dla oczu. Hybrydowa odmiana Fiata 500 wygląda niemal identycznie jak elektryk - różni się wyłącznie wypełnieniem grilla umieszczonego u dołu przedniego zderzaka. Ten w hybrydzie jest ażurowy, by razie potrzeby poprawić efektywność chłodzenia silnika.
W środku miejsca jest wystarczająco dla dorosłych dwóch osób. Model 2+1, zwłaszcza z małym dzieckiem, również poradzi sobie całkiem nieźle, a podróże z najmłodszymi umili obecność mocowania isofix na przednim fotelu. Nie ma tu regulacji wysokości foteli, a szkoda, bo miło byłoby usiąść nieco niżej. Pozycja za kierownicą jest nieznacznie lepsza niż w poprzedniku. Bagażnik ma 185 l pojemności, a oparcia tylnej kanapy można położyć, by powiększyć przestrzeń załadunkową do 550 l.
Fiat 500 Hybrid - wnętrze
Wnętrze nowej pięćsetki jest wierne zasadom, które ukształtowały kokpit poprzednika - spora część deski rozdzielczej jest lakierowana w kolorze nadwozia, detale zdradzają, że designerzy w pewnych kwestiach dostali wolną rękę, a elektrycznie sterowane klamki nie są tu uciążliwe. Cyfrowe zegary nie mają tyle charakteru co klasyczny zestaw wskaźników z poprzednika, ale pozostają czytelne. System multimedialny obsługuje się za pomocą dużego ekranu na środku kokpitu, ale do dyspozycji jest też sporo przycisków i przełączników. Standardem jest bezprzewodowa obsługa Apple CarPlay i Android Auto.
Hybrydowa pięćsetka potrafi zaskoczyć również w kwestii wyciszenia. W kabinie jest niezwykle cicho, nawet podczas jazdy autostradą. To poziom typowych przedstawicieli segmentu C. Fotele są znacznie lepiej wyprofilowane niż w modelu poprzedniej generacji.
Fiat 500 Hybrid - silnik, osiągi, wrażenia z jazdy
Jak upragniony przez klientów silnik spalinowy spisuje się w nowej 500? Jego osiągi są... trochę niedzisiejsze. To właśnie w tej kwestii, nowy Fiat pozostaje aż do przesady wierny oryginałowi, który zmotoryzował Włochy w latach 50... Trzycylindrowy silnik 1.0 stracił 5 KM, a auto przytyło o kilkadziesiąt kilogramów. 65 KM i 92 Nm - takie wartości wprawiają w ruch ważącego nieco ponad tonę Fiata. W praktyce przekłada się to na przyspieszenie do setki w czasie 16,2 s. Wersja Cabrio potrzebuje na to ponad 17 sekund. Prędkość maksymalna? W oficjalnych danych widnieje 155 km/h. To optymistyczne założenie, bo już bardzo niewielkie wzniesienie sprawia, że na piątym i szóstym biegu trudno utrzymać autostradową prędkość podróżowania.
O napędzie można powiedzieć też wiele dobrego. Mizerne osiągi nie przysłaniają faktu, że nowy Fiat z miękką hybrydą dobrze radzi sobie w miejskich warunkach - silnik oferuje niezłą elastyczność i znakomicie radzi sobie z jazdą na niskich obrotach. To procentuje w kwestii ekonomii - 5,3 l/100 km to zupełnie realistyczny wynik. Nawet na trasie szybkiego ruchu nie powinniśmy przekroczyć 6 l/100 km. Brzmienie 3-cylindrowca bywa donośne, ale za to wyjątkowo przyjemne. Praca manualnej skrzyni jest satysfakcjonująca, a charakterystyka sprzęgła - bajecznie prosta nawet dla niedzielnego kierowcy. Spadkobierca kultowej pięćsetki naprawdę przypomina auta z dawnych lat - co nie dla każdego będzie zaletą, ale i nie każdy potraktuje to jako wadę.
Choć na górskich drogach 65-konny Fiat 500 Hybrid musi nieźle się napocić by utrzymać tempo pędzących dostawczaków, deficyty mocy nadrabia zestrojeniem układu jezdnego. Nic dziwnego, że nowa pięćsetka dobrze się prowadzi. Model opracowany jako stosunkowo mocny elektryk musiał poradzić sobie ze znacznie lepszymi osiągami. Zawieszenie jest sprężyste, komfort jazdy bardzo wysoki, jak na auto tej klasy, a praca całego podwozia pozostaje cicha nawet na drogach, które domagały się remontu jeszcze za czasów Berlusconiego.
Tyle kosztuje Fiat 500 Hybrid - cena
Wszystko to brzmi pięknie, ale cena produkowanego w Turynie auta może ostudzić zapał klientów. Wersja hatchback w podstawowej odmianie Pop kosztuje 80 800 zł, natomiast bogatsza Icon została wyceniona na 86 800 zł. W ofercie znajduje się także testowany wariant Torino w cenie 88 900 zł oraz topowa odmiana La Prima, której cena wynosi 97 800 zł. W przypadku nadwozia Cabrio ceny są wyższe – zaczynają się od 93 800 zł za wersję Pop, 99 800 zł za Icon i sięgają 110 800 zł za odmianę La Prima. W późniejszym czasie, do gamy dołączy też praktyczne nadwozie 3+1.
Wyposażenie? Tu jest raczej skromnie. Podstawowa wersja Pop m.in. tylne czujniki parkowania, czujnik zmierzchu, tempomat, bezkluczykowe uruchamianie silnika, manualną klimatyzację oraz cyfrowy zestaw wskaźników. Wymaganym przez prawo standardem jest system autonomicznego hamowania awaryjnego, asystent pasa ruchu oraz inteligentny ogranicznik prędkości. Podstawowy wariant wyjeżdża z salonu na stalowych, 15-calowych felgach oraz z materiałową tapicerką. Widoczny na zdjęciach wzór w pepitę dostępny jest w wersji Torino, a La Prima w standardzie ma dwukolorową, skórzaną tapicerkę.
Mówiąc wprost - jest bardzo włosko i niezwykle stylowo, a przy tym wszystkim - dość drogo. To klasyczny przykład samochodu, który kupuje się sercem, a nie rozumem. Do miejskiej jazdy pasuje idealnie, ale nie jest tak uniwersalny jak wyceniane podobnie auta segmentu B. Tym, którzy liczą na lepsze osiągi pozostaje czekać na spalinowego Abartha. O jego debiucie nie ma jeszcze nawet pogłosek, ale jeśli koncern Stellantis uznał, że przekształci elektryka w auto spalinowe... to znaczy, że dla włosko-amerykańsko-francuskiego giganta, wszystko jest możliwe.