Reklama

Syrena przerobiona na kabriolet, a za kierownicą jej właściciel – takie ujęcie pojawiło się w teledysku TVP do piosenki "Jadą wozy kolorowe" z 1970 r. (z okazji festiwalu piosenki w Sopocie). Kierowca pozwał państwową telewizję o 10 tys. zł zadośćuczynienia za pokazanie jego wizerunku w nagraniu bez pytania go o zgodę. Powołał się przy tym na naruszenie przepisów prawa autorskiego – poinformowało biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

TVP wniosła o oddalenie powództwa. Zdaniem stacji kwestionowany fragment wideoklipu z lat 70. XX wieku obejmuje trwającą zaledwie kilka sekund scenę, która obrazuje ruch uliczny. A osoba prowadząca auto ma ciemne okulary, stąd nie była możliwa jej identyfikacja.

Kierowca Syreny kontra TVP

– Wizerunek powoda był ponadto jedynie szczegółem całości, a zatem nie doszło do naruszenia prawa autorskiego. Przerobiony przez powoda samochód nie stanowi zaś utworu w myśl Prawa autorskiego – argumentowała TVP.

Reklama

Sądy drwa razy wzięły stronę TVP. Najpierw Sąd Okręgowy oddalił powództwo w 2014 r. wskazując, celem wideoklipu nie było pokazanie powoda i jego pojazdu, ale przedstawienie w oryginalny sposób artystów i miasta, w tym samochodów, podczas festiwalu. TVP nie musiała zatem uzyskiwać zgody powoda, gdyż wykorzystanie mieściło się w granicach "dozwolonego użytku". Dwa lata później także Sąd Apelacyjny podzielił ustalenia I instancji, że wizerunek jest tylko szczegółem całości.

Sąd dwa razy stawał po stronie TVP, za kierowcą ujął się RPO

Teraz z pomocą kierowcy ruszył Rzecznik Praw Obywatelskich, który całą sprawę postrzega inaczej. RPO powołując się na Konstytucję RP zarzuca sądom rażące naruszenie prawa przez błędną wykładnię.

RPO nie zgadza się z orzeczeniem Sądu Apelacyjnego, bo narusza ono w sposób istotny zasadę demokratycznego państwa prawa urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Narusza bowiem zasadę pewności prawa w ramach dokonanej w nim wykładni zwrotu „osoba stanowiąca jedynie szczegół całości”. Jest to tym samym naruszenie art. 47 Konstytucji RP, który gwarantuje ochronę prawa do prywatności, w tym możliwości decydowania o rozpowszechnianiu własnego wizerunku – argumentuje Rzecznik.

RPO przypomina również, że zgodnie z art. 81 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:

  • osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
  • osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Zdaniem RPO niezrozumiałe jest stwierdzenie uzasadnienia wyroku, że kwestionowany przez powoda fragment audycji obejmuje trwającą kilka sekund scenę, stanowiącą fragment materiału obrazującego ruch uliczny. Według Rzecznika teledysk TVP nie pokazuje ruchu ulicznego, a właśnie kierowcę w Syrenie.

Wizerunek kierowcy Syreny, RPO wytyka błędy sądu

Zdaniem sądu każde ujęcie skadrowanego wizerunku trwające kilka sekund, wykorzystane następnie w dłuższym filmie, byłoby wolne od konieczności uzyskiwania zgody osoby, której wizerunek miałby być rozpowszechniony. Takie stanowisko należy uznać za chybione, nietrafne i rażąco naruszające interpretację i cel przepisu art. 81 ust. 2 pkt 2 ustawy – podkreślił RPO.

Jak podkreśla się w doktrynie: jeżeli mamy do czynienia z portretem konkretnej osoby, tyle że utrwalonym przy okazji imprezy publicznej, czy przebywania na wolnym powietrzu, to wyłączenie ochrony wizerunku nie działa. Dzięki temu media mogą pełnić funkcję informacyjno-prawodawczą oraz dokumentacyjną.

Reklama

Rzecznik jednocześnie wskazuje, że norma ta nie obejmuje wizerunków skadrowanych, a tak w teledysku TVP przedstawiono kierowcę Syreny kabrio.

Rzecznik wniósł skargę do Sądu Najwyższego

Nie jest bowiem dozwolone rozpowszechnianie bez zgody danej osoby ani jej "wizerunków skadrowanych", ani wizerunków stanowiących wprawdzie element relacjonowanej imprezy czy pokazywanego krajobrazu, lecz stworzonych w warunkach naruszenia prawa do prywatności – podkreślił RPO, który wniósł skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego na korzyść kierowcy pozywającego TVP.

Siedziba TVP przy ulicy Woronicza w Warszawie / dziennik.pl / Konrad Żelazowski