- Badanie techniczne po nowemu. UE kończy z prowizorką
- Ministerstwo Infrastruktury kręci bat na kierowców
- Nowe badanie emisji spalin i hałasu. Diagnosta tylko spojrzy
- Wynik negatywny? To będzie nowa rzeczywistość
- System OBFCM, czyli fabryczny "donosiciel" pod maską
Badanie techniczne po nowemu. UE kończy z prowizorką
UE bierze się za gruntowną reformę badań technicznych pojazdów. Skąd ten nagły zryw? Wystarczy spojrzeć na statystyki z naszego podwórka. W 2025 roku w Polsce przeprowadzono blisko 22 mln badań i niemal wszyscy wyjechali z pieczątką w dowodzie rejestracyjnym. Tylko 2,1% aut oblało przegląd.
Dla porównania, w Niemczech kontrole kończą się wynikiem negatywnym nawet dla 15% aut. Skąd bierze się ta przepaść, skoro przepisy są niemal identyczne? Czyżby polskie auta były "zdrowsze" niż niemieckie? Odpowiedź tkwi w tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami stacji diagnostycznych. Dlatego Bruksela chce wyrównać standardy i wprowadzić narzędzia, które wyeliminują czynnik ludzki.
Ministerstwo Infrastruktury kręci bat na kierowców
Zmiany uderzą polskich kierowców wyjątkowo mocno. Resort infrastruktury nie kryje, że nowe krajowe regulacje dotyczące badań technicznych oprze na unijnej rewizji przepisów.
– Ministerstwo Infrastruktury od tych prac uzależnia wypracowanie systemowych rozwiązań dotyczących m.in. pojazdów nadmiernie zanieczyszczających powietrze z powodu usuniętych lub niesprawnych filtrów DPF – powiedział dziennik.pl Rafał Jaśkowski, dyrektor biura komunikacji MI. Jakich zmian powinni spodziewać się zmotoryzowani oraz przedsiębiorcy prowadzący Stacje Kontroli Pojazdów?
Nowe badanie emisji spalin i hałasu. Diagnosta tylko spojrzy
Obecnie badanie emisji spalin to często fikcja. Stosowane na stacjach dymomierze sprawdzają jedynie przepuszczalność światła w spalinach pojazdów z silnikiem Diesla, co w przypadku nowoczesnych jednostek (norma Euro 5 i wyższe) jest całkowicie nieskuteczne. To się jednak skończy.
Zaproponowane w projekcie Komisji Europejskiej zmiany wprowadzają liczniki cząstek stałych, które zastąpią wysłużony sprzęt. To właśnie te urządzenia okażą się "wyrokiem" dla tysięcy kierowców. Mierniki wyłapią nie tylko uszkodzone filtry DPF, ale przede wszystkim ich całkowite wycięcie. Z kolei właścicieli SKP oznacza to poważne wydatki. Zakup jednego urządzenia wiąże się z inwestycją rzędu 30-47 tys. zł netto.
Wynik negatywny? To będzie nowa rzeczywistość
Konsekwencją wprowadzenia nowej technologii będzie nagły skok liczby badań zakończonych negatywnie. Bez sprawnego filtra DPF uzyskanie pieczątki stanie się niemożliwe. Pod lupę, oprócz spalin, trafią także tlenki azotu (NOx) oraz poziom hałasu.
Bruksela idzie o krok dalej. Planuje systemy sensorów, które będąbadać emisję spalin w ruchu ulicznym. Jeśli układ wykryje, że auto drastycznie przekracza normy, wtedy jego właściciel zostanie automatycznie wezwany na kontrolę w SKP lub zatrzymany przez patrol policji wyposażony w mobilny sprzęt pomiarowy.
System OBFCM, czyli fabryczny "donosiciel" pod maską
Kolejnym asem w rękawie urzędników jest system OBFCM (On Board Fuel Consumption Monitoring). To rozwiązanie stało się obowiązkowe w nowych autach po 2021 roku jako bezpośrednie pokłosie afery "dieselgate". W praktyce to cyfrowy rejestrator, który przez cały okres eksploatacji pojazdu skrupulatnie zbiera dane. System monitoruje nie tylko zużycie paliwa, przebieg i prędkość. W przypadku hybryd plug-in oraz aut elektrycznych, OBFCM sprawdza też zużycie energii, częstotliwość ładowania, a nawet to, ile paliwa auto spala przy całkowicie rozładowanej baterii.
Diagnosta dowie się wszystkiego w sekundę
Wszystkie te informacje trafiają od producentów prosto do Komisji Europejskiej. Bruksela uznała, że czas wykorzystać je podczas obowiązkowych badań technicznych.
Dla kierowcy oznacza to jedno: podczas przeglądu diagnosta, po wpięciu komputera do gniazda auta, od razu otrzyma czytelny komunikat. Jeśli parametry zapamiętane przez system będą odbiegać od normy, auto zostanie skierowane na kontrolę emisji spalin. Ukrycie usterki lub manipulacja przy silniku staną się w takim systemie niemożliwe.
– Dzięki temu badania techniczne będą szybsze, dokładniejsze i mniej podatne na błędy ludzkie. Diagności zyskają narzędzia do wykrywania usterek, których tradycyjnymi metodami po prostu nie da się zauważyć – podkreślają przedstawiciele UE.
Nowy harmonogram badań. Starsze auta pod lupą
KE proponuje też zaostrzenie zasad dla aut starszych niż 10 lat. Oto jak ma wyglądać nowy grafik:
- Pierwszy raz: po 4 latach od daty pierwszej rejestracji.
- Młodsze auta: co 2 lata (aż pojazd osiągnie wiek 10 lat).
- Samochód 10-letni i starszy: przegląd obowiązkowy do roku.
Obecnie w Polsce pierwsze badanie techniczne po zakupie nowego samochodu jest obowiązkowe przed upływem 3 lat od daty rejestracji. Następny przegląd należy zrobić po 2 latach. Wreszcie auta starsze niż 5 lat powinny co roku pojawiać się w Stacji Kontroli Pojazdów.
Wspólna baza danych – koniec z kręceniem liczników?
Unijny cyfrowy rejestr połączy stacje diagnostyczne w całej Europie. Przegląd będzie można zaliczyć w dowolnym kraju UE, a dane o przebiegu będą trafiać do jednej bazy. To ma ostatecznie ukrócić proceder odmładzania liczników w autach sprowadzanych z zagranicy.
Kiedy zmiany wejdą w życie? Zegar już tyka
Wiele wskazuje na to, że rok 2026 może być przełomowy. Odpowiedzialna za transport komisja TRAN w Parlamencie Europejskim już debatuje nad nowelizacją. – W ciągu najbliższego miesiąca zostaną zgłoszone poprawki. Następnie głosowanie w marcu oraz na posiedzeniu plenarnym w kwietniu. Później pozostaną negocjacje z Radą UE – zapowiada Dorota Kolińska z biura prasowego PE.