Polska porażka w drugą rocznicę ujawnienia praktyk Volkswagena. Warszawski sąd okręgowy odrzucił pozew zbiorowy przeciwko niemieckiemu koncernowi z siedzibą w Wolfsburgu. Sędzia Joanna Bitner, przewodnicząca trzyosobowego składu orzekającego, sam pozew określiła przy tym jako, tu cytat: "dziwny wręcz niechlujny".

Co na to przedstawiciele Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagen AG?

- Sąd swoją decyzję uzasadnił brakiem jurysdykcji. To znaczy, że polski wymiar sprawiedliwości nie może ścigać niemieckiego producenta samochodów na terenie Niemiec, gdzie doszło do popełnienia przestępstwa - wyjaśnił nam Kacprzak.

Prawnik zapowiedział, że stowarzyszenie nie składa broni i będzie się odwoływać. - Naszym zdaniem przepisy Unii Europejskiej pozwalają na to, by polski sąd zbadał tę sprawę - przekonuje Kacprzak.

Jeśli jednak tak się nie stanie, wówczas polskim kierowcom, którzy zgłosili się do pozwu trudno byłoby uzyskać jakiekolwiek pieniądze. Każdy z nich musiałby indywidualnie dochodzić swoich roszczeń w niemieckich sądach. - A takie sprawy trwają długo i są bardzo trudne. To ograniczyłoby możliwość uzyskania odszkodowania - ocenił adwokat.

Aferę VW nagłośniła amerykańska Agencja Ochrony Środowiska. We wrześniu 2015 roku Volkswagen przyznał się do zainstalowania w około 11 mln samochodów oprogramowania pomagającego fałszować wyniki pomiarów zawartości tlenków azotu w spalinach silników Diesla. Oprogramowanie pomyślano tak sprytnie, by w celach oszczędnościowych wyłączało system neutralizowania tlenków azotu podczas codziennej jazdy samochodem i włączało go po rozpoznaniu, że silnik poddawany jest testom.

Co na to Volkswagen?

- Koncern Volkswagen szanuje i respektuje decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie - powiedział dziennik.pl Tomasz Tonder, szef biura prasowego VW. - Zaufanie naszych klientów oraz ich zadowolenie są dla nas niezwykle ważne. Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom Volkswagen uzyskał wszystkie niezbędne opinie i decyzje odpowiednich urzędów w sprawie akcji serwisowej dotyczącej pojazdów z silnikami E189. Wdrażanie akcji serwisowej rozpoczęto pod koniec stycznia 2016 roku - oświadczył przedstawiciel niemieckiej marki.

Przypomniał, że chodzi o starsze modele aut (silnik EA189), które nie są oferowane w salonach sprzedaży. Do tej pory akcji serwisowej zostało poddanych 6,28 mln samochodów (stan na 30 października), to jest ok. 70 procent klientów w całej Europie.

- Federalny Urząd ds. Ruchu Drogowego potwierdził w pełnym zakresie, w odniesieniu do wszystkich samochodów objętych akcją, że jej wykonanie nie powoduje zmian zużycia paliwa, osiągów czy poziomu hałasu. Samochody, których dotyczy akcja są technicznie sprawne i bezpieczne, bez ograniczeń mogą poruszać się po drogach, bez przeszkód mogą być także sprzedawane na rynku wtórnym - podkreślił Tonder. Wskazał, że dilerzy do akcji są przygotowani bardzo dobrze, czego potwierdzeniem mają być komentarze kierowców. 

- W ankiecie, która została przeprowadzona na ponad 20 tys. klientów, w których pojazdach wykonano akcję ogólna satysfakcja została oceniona na 1,5 (w skali, gdzie 1 jest notą najwyższą, a 5 najniższą). Odnotowaliśmy tylko niewielką ilość skarg - powiedział nam Tomasz Tonder.

Wskazał, że w Polsce jak dotąd było to 57 reklamacji, czyli 0,1 procenta klientów. I każdy z tych przypadków jest badany indywidualnie ze względu na różny wiek i przebieg samochodu.

- Koncern Volkswagen wywiązuje się ze swoich zobowiązań, nadal będzie wdrażać środki serwisowe i będzie dbał o każdego klienta indywidualnie - skwitował przedstawiciel VW.

Czego domagają się polscy kierowcy?

W dokumentacji zebranej przez polskie stowarzyszenie StopVW.pl mowa o grupie około 4000 poszkodowanych, których łączna wysokość roszczeń wynosi ponad 100 mln zł.

Zdaniem przedstawicieli stowarzyszenia, niemiecki koncern mógł wprowadzić na Polski rynek nawet ok. 200 tys. samochodów z wadliwym oprogramowaniem, które fałszowało poziom emisji spalin. Według Volkswagen Group Polska do naszego kraju trafiło ok. 140 tys. takich pojazdów.

- Każdy z członków grupy domaga się odszkodowania na każdy posiadany wadliwy pojazd w wysokości 30 000 zł - wyjaśnia nam Kacprzak. - Według opinii ekspertów współpracujących ze Stowarzyszeniem Osób Poszkodowanych Przez Spółki Grupy Volkswagen AG jest to kwota, którą każdy posiadacz pojazdu musiałby przeznaczyć na doprowadzenie pojazdu do stanu zgodnego z umową, a także normami prawnymi oraz środowiskowym w zakresie emisji spalin - wyjaśnia mecenas.

Ale Polacy nie tylko "w kupie" chcą dochodzić odszkodowania. Kacprzak przyznaje, że w sądach toczą się sprawy indywidualnych kierowców. - Te przypadki oparte są na podstawie odpowiedzialności sprzedawców z tytułu rękojmi. Wartość pojedynczego roszczenia jest tożsama jak w przypadku pozwu zbiorowego, czyli 30 tys. zł - wyjaśnia nam adwokat.

VW w aktualnie produkowanych silnikach jest najczystszy?

Warto zaznaczyć, że nie tylko Volkswagen ma na sumieniu kombinowanie w przeszłości. Z badania przeprowadzonego w 2016 roku przez organizację pozarządową Transport & Environment wynika, że ok. 29 mln samochodów wyposażonych w silniki Diesla przekracza obowiązujące normy emisji spalin Euro 5 i Euro 6.

Jeśli chodzi o poszczególne marki, to według raportu T&E Volkswagen wypada najlepiej, "tylko" dwukrotnie przekraczając obecnie obowiązujące normy Euro 6 (chodzi o silniki nowe, montowane obecnie). Najgorzej wypadają: Fiat, Alfa Romeo i Suzuki (15-krotne przekroczenie norm), Renault, Dacia i Nissan (ponad 14 razy) oraz Opel-Vauxhall (10 razy).

Najwięcej "podrasowanych" samochodów wyliczono we Francji (5,5 mln), w Niemczech (5,3 mln), Wielkiej Brytanii (4,3 mln) oraz we Włoszech (3,1 mln). Po polskich drogach jeździ 430 tys. takich "brudnych" aut z silnikiem Diesla.