Reklama

Opłata ewidencyjna zostanie zlikwidowana. Takie założenie pojawiło się w projekcie nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. W myśl rządowych deklaracji kierowcy powinni być szczęśliwi, bo zaoszczędzą 50 groszy lub nawet 1 zł przy rejestracji auta, wydaniu prawa jazdy czy na badaniach technicznych lub innych urzędowych sprawach związanych z samochodem. Radosną wizję gasi jednak opłata na CEPiK. O co chodzi?

Firmy ubezpieczeniowe od każdej polisy OC wnoszą 1 euro opłaty na rzecz Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Rząd pomyślał jednak o zmianie.

Nowy ukryty podatek dla kierowców, czyli podwyżka opłaty na CEPiK

– Według propozycji zmian w Prawie o ruchu drogowym, miałoby to być nie 1 euro, a "co najwyżej 1 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej". Oznacza to potencjalne podniesienie kosztu dla każdego kierowcy z niecałych 5 zł (1 euro) aż do 57 zł wylicza Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. To oznacza 12-krotny wzrost jej wysokości.

Reklama
Kierowcy zapłacą więcej / Tomasz Sewastianowicz / Tomasz Sewastianowicz

Ekspert podkreśla, że takim zapisem rządzący otwierają furtkę do podwyżek, które uderzą kierowców po kieszeni.

– Obywatele nie będą więc płacić groszowych opłat, a w zamian za to rząd podniesie im składki za OC. Niektórym nawet dwukrotnie, mimo że nie mieli żadnej stłuczki i jeżdżą bezpiecznie. Co więcej, rząd chce to zrobić sprytnie, tzn. w taki sposób, by to ubezpieczyciele byli uznawani za tych złych – wskazał Prądzyński.

Jego zdaniem to bardzo niekorzystne rozwiązanie. Podkreślmy też, nie chodzi w nim o zwolnienie z opłat za wydanie dokumentu prawa jazdy (100 zł) czy dowodu rejestracyjnego (54 zł). Tylko o opłatę ewidencyjną w wysokości 50 gr/1 zł. Opłata ta stanowi przychód funduszu CEPiK i jest pobierana jednocześnie z opłatą za daną czynność administracyjną.

Reklama

– Dla ubezpieczycieli obowiązek uiszczania opłaty od każdej zawartej umowy ubezpieczenia OC wpisano do ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK. Od prawie dwóch dekad zakłady ubezpieczeń finansują budowę rejestru państwowego (CEPiK). Dotąd z tego tytułu wpłacone zostało ponad 1,5 mld zł – wskazał szef PIU.

Kierowcy zapłacą nowy podatek z polisą OC, składka wzrośnie nawet o 100 proc.

Z danych PIU wynika, że obecnie średnia składka za polisę OC to 488 zł. Dodając do tego 57 zł opłaty ewidencyjnej składka wzrasta do 545 zł, czyli prawie o 12 proc. dla każdego. Również bezszkodowego kierowcy, który jeździ zgodnie z przepisami. Wzrost jest procentowo większy, gdy weźmiemy pod uwagę średnią składkę za małą przyczepkę lub motorower. To ok. 60 zł. Po wprowadzeniu zmian proponowanych projektem ustawy składka ta wzrośnie o niemal 100 proc. (60 zł + 57 zł).

Prądzyński zauważa też, że w myśl uzasadnienia nowych przepisów "kluczowy przychód Funduszu CEPiK stanowi opłata ewidencyjna uiszczana przez zakłady ubezpieczeń z tytułu zawartej umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów". W ocenie szefa PiU zakłady ubezpieczeń uiszczają tę składkę, ale pełnią w tym tylko rolę inkasenta z zebranej od kierowcy składki odliczając równowartość 1 euro w złotówkach i wpłacając ją na konto funduszu CEPiK.

Nowa opłata będzie rosła systematycznie ze wzrostem wynagrodzenia

– W rzeczywistości nie są to więc pieniądze zakładów ubezpieczeń tylko pieniądze każdego kierowcy, który w składce za obowiązkowe ubezpieczenie OC finansuje budowę publicznego rejestru – zwrócił uwagę Prądzyński. – Nie można zgodzić się więc z tym, że zmiany proponowane w projekcie ustawy są ułatwieniami i odciążeniem finansowym dla obywateli. Skoro zniesiona zostanie obecna opłata ewidencyjna w kwocie 50 gr lub 1 zł, ale jednocześnie istotnie podniesiona zostanie opłata uiszczana z tytułu każdej zawartej umowy OC. Dodatkowo kwota ta będzie systematycznie rosła w związku z wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Zmiany uderzą w każdego posiadacza pojazdu – przestrzegł szef PIU.

W tej sytuacji warto przypomnieć cytat. - Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy - powiedziała Margaret Thatcher.

Wyższe kary za brak ubezpieczenia OC

– Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych uzależnia kary za brak OC od minimalnego wynagrodzenia. Warto zauważyć, że w 2023 r. rząd planuje aż dwie zmiany najniższej krajowej. Kierowcy muszą być więc przygotowani nie tylko na wyższe składki OC, ale także na większe kary za brak ubezpieczenia, które w przypadku aut osobowych mogą sięgnąć niemal 7 tys. zł powiedział dziennik.pl Andrzej Mejer, Yanosik.pl

Dowód rejestracyjny samochodu / dziennik.pl / Tomasz Sewastianowicz