- Jelcz inwestuje i daje pracę setkom osób. Stare hale to za mało
- Polskie miasto centrum przemysłu motoryzacyjnego dla wojska
- Polski projekt od podstaw. Tak wygląda Jelcz 3. generacji
- Moc od Maybacha w wojsku. Potężne silniki Diesla ruszą w najtrudniejszy teren
- Pogromca dronów na polskich kołach. SA-35 to nowa jakość na polu walki
Jelcz inwestuje i daje pracę setkom osób. Stare hale to za mało
Jelcz, działający pod skrzydłami Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), nie narzeka na brak zleceń. Dolnośląska spółka ma w ofercie ok. 70 typów podwozi pojazdów wojskowych, które są wykorzystywane w programach Wisła, Narew czy Pilica. Lawina spływających zamówień jest jednak ponad siły głównego zakładu w Jelczu-Laskowicach.
Macierzyste hale są zbyt wąskie dla produkcji militarnych ciężarówek z napędem w układzie 8x8 czy 10x10. Co prawda w ciągu 4–5 lat powinna zostać wybudowana nowa hala, a od niedawna trwa współpraca z Autosanem, dzięki której w Sanoku uruchomiono dodatkową linię montażową. To jednak wciąż nie wystarcza – zwłaszcza że firma planuje do 2028 roku produkować 1000 wozów rocznie.
Polskie miasto centrum przemysłu motoryzacyjnego dla wojska
Stąd decyzja o inwestycji w Raciborzu. – W dawnym Rafako, czyli obecnym RFK, będzie produkowany Jelcz. W tej chwili pierwsze zamówienia już wpływają, a 60 osób już pracuje – powiedział Bartłomiej Babuśka, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim". Docelowo pracę w nowej fabryce pojazdów wojskowych znajdzie przynajmniej 500 osób.
Na podwoziach z Raciborza będą montowane rakiety i radary, m.in. dla programu Narew. Nowa fabryka ma zmniejszyć zależność od zagranicznych komponentów. To oznacza, że legendarny zakład, zamiast zniknąć z mapy, stanie się sercem produkcji dla polskiej armii. Jednocześnie spółka z Dolnego Śląska szykuje się do seryjnej produkcji nowych modeli Jelcza. Co to za pojazdy?
Polski projekt od podstaw. Tak wygląda Jelcz 3. generacji
Nowa, 3. generacja samochodów Jelcz z niezależnym zawieszeniem została stworzona od podstaw przez polskich inżynierów. Powstały dwa typy tych pojazdów: trzyosiowe podwozie o oznaczeniu 663.45 (nośnik dla wyrzutni HIMARS) oraz czteroosiowy wóz 883.57 w układzie 8x8.
Kabina w nowym Jelczu jest niższa i bardziej nowoczesna, a skorupa wykonana ze stali Armox 500 zapewnia załodze wysoką ochronę balistyczną (1. poziom ochrony balistycznej według normy STANAG 4569). Bardziej wysunięty przód z podcięciem zamiast zderzaków ułatwi przeprawę w terenie. Przewidziano też montaż dodatkowego opancerzenia.
Moc od Maybacha w wojsku. Potężne silniki Diesla ruszą w najtrudniejszy teren
Jelcz w samochodach 3. generacji stosuje jednostki wysokoprężne niemieckiej firmy MTU, której założycielem był sam Wilhelm Maybach. Silniki razem z przekładnią automatyczną ZF przysunięto za przedział pasażerski. Takie rozwiązanie ma m.in. przyspieszyć wymianę zespołu napędowego w warunkach polowych.
Mniejszy model 663.45 skrywa silnik o pojemności 12,8 l i mocy 450 KM. Większy gigant 8x8 otrzymał 15,6-litrowego diesla o mocy niemal 580 KM i potężnym momencie obrotowym 2850 Nm.
Niezależne zawieszenie to całkowicie nowa konstrukcja. Zamiast tradycyjnych sztywnych mostów i resorów piórowych, inżynierowie postawili na układ z podwójnymi wahaczami poprzecznymi, amortyzatorami teleskopowymi, sprężynami śrubowymi oraz stabilizatorami. – Architektura tych pojazdów jest o wiele nowocześniejsza od dotychczasowej, a przy tym zapewnia pokaźny potencjał rozwojowy – zapewniają przedstawiciele spółki.
Pogromca dronów na polskich kołach. SA-35 to nowa jakość na polu walki
To właśnie Jelcz 3. generacji posłużył za platformę dla samobieżnej armaty SA-35 kalibru 35 mm. Aż 400 takich pojazdów stworzy lwią część systemu antydronowego SAN. Do stworzenia tego kolosa wykorzystano armatę morską OSU-35K. Na lądzie SA-35 ma niszczyć samoloty, helikoptery i drony kamikadze.
Eksperci zauważają, że system opracowany przez PIT-RADWAR jest znacznie skuteczniejszy od rosyjskiego Pancyra. O sile polskiej broni stanowi precyzja, cyfrowe głowice optoelektroniczne oraz amunicja programowalna, która pozwala zestrzelić cel zaledwie kilkoma pociskami. Jej szybkostrzelność wynosi 550 strz./min
Kompozytowa wieża z armatą waży 2,6 tony, a sam Jelcz z osprzętem to przynajmniej 5 t. Konstruktorzy z polskiej spółki wskazują, że obok armaty SA-35 na podwoziu nowego Jelcza 6x6 można dołożyć radar, rakiety przeciwlotnicze Piorun i system zakłóceń radioelektronicznych.
Polska superbroń widzi Mińsk i Królewiec. Rakietowe uderzenie z Olecka
Obecnie najpotężniejsze Jelcze w układzie 8x8 są nosicielami wyrzutni Homar-K (koreańskich K239 Chunmoo). Polska armia posiada obecnie ponad 100 zestawów tej niszczycielskiej broni. Stacjonują one m.in. w Olecku, skąd w linii prostej jest tylko 36 km do granicy z Rosją.
Wojsko Polskie ma otrzymać łącznie 288 takich wyrzutni. Zapas amunicji przewiduje pociski precyzyjnego rażenia o zasięgu 80 km oraz 290 km. Co istotne, producent wyrzutni planuje zwiększenie zasięgu rakiet do 500 km. Mapa pokazuje jasno: przy takim zasięgu, rakiety wystrzelone z Mazur mogłyby bez trudu dosięgnąć celów w Mińsku (ok. 330 km). To potężny argument odstraszający w rękach polskich artylerzystów.