Elżbieta Witek musiała być zdziwiona przeglądając Fakt. - Szofer z ciemnej limuzyny gna jak na zatracenie. Na pokładzie ma drugą, po prezydencie, ważną osobę w państwie - Elżbietę Witek - donosi tabloid.

Reklama

Witek na kanapie Audi A8 miała wracać do sejmowego hotelu po wywiadzie w telewizyjnym. – Jej kierowca najwyraźniej uznał, że skoro wiezie taką "szychę", przepisy go nie dotyczą. Przekroczył dopuszczalną prędkość o prawie 40 km/h i przejechał przez skrzyżowanie na czerwonym świetle – relacjonuje bulwarówka.

Limuzyna Witek na czerwonym świetle, Tusk wcześniej stracił prawo jazdy

Młodszy inspektor Wojciech Pasieczny, były policjant drogówki stwierdził, że za takie zachowanie na drodze grozi 6 punktów karnych i mandat od 300 do 400 zł.

Tam, gdzie zatrzymałby się inny samochód jadący 50 km/h, to samochód pani marszałek jechałby jeszcze 86 m. Jeżeli przed samochodami byłby pieszy, to prawdopodobnie przeleciałby przez dach pojazdu – stwierdził policjant i dodał, że w Norwegii za przekroczenie prędkości o 35 kilometrów można pójść do więzienia.

Po tych doniesieniach politycy zaczęli porównywać tę sytuację do niedawnej przygody Donalda Tuska, który za przekroczenie prędkości stracił prawo jazdy na trzy miesiące. Mundurowi szefa PO ukarali też mandatem w wysokości 500 złotych i 10 punktami karnymi.

Reklama

Marek Belka nie szczędził uszczypliwości pod adresem Witek.

- Limuzyna pani Witek zdobyła, według Faktu, 12 punktów za jednym przejazdem po stolicy. Wyprzedziła tym samym Legię Warszawa, Donalda Tuska i dzielnie walczy o pozycję z Niecieczą. Czy pani Witek już przeprosiła? Odeszła z życia publicznego? - zapytał premier.