Poinformował rzecznik piotrkowskiej prokuratury, prokurator Witold Błaszczyk. Wyjaśnił, że do zakończenia postępowania potrzebna jest jeszcze uzupełniająca opinia biegłych psychiatrów. - Jak ona tylko wpłynie, właściwie będzie już pełny materiał dowodowy i postępowanie powinno się zakończyć - dodał.

Reklama

Pod koniec lipca ub. roku na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim, 51-letni Kamil Durczok uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku trasy. Jadąc samochodem BMW w kierunku Katowic, najechał na pachołki oddzielające pasy ruchu. Następnie jeden z pachołków uderzył w auto nadjeżdżające z przeciwka. Nikt z uczestników kolizji nie ucierpiał.

Okazało się, że dziennikarz miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury, gdzie przedstawiono mu dwa zarzuty - sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości, oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości.

Jak wyjaśnił Błaszczyk, te dwa zarzuty zostały połączone w jeden czyn. - Właściwie to jest to samo, tylko uznano, że to było jedno zachowanie. Jednocześnie jechał w stanie nietrzeźwości i w tym stanie spowodował zagrożenie wystąpienia katastrofy w ruchu lądowym. Tym samym uznano, że jest to jedno przestępstwo wypełniające znamiona dwóch czynów zabronionych - powiedział rzecznik.

Mężczyźnie może grozić kara do 8 lat pozbawienia wolności.

W trakcie śledztwa dziennikarz przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu. Śledczy skierowali wniosek do sądu o areszt dla podejrzanego, ale sąd nie przychylił się do niego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.