Polski samochód elektryczny to zadanie, z którym od 2016 roku stara się uporać spółka ElectroMobility Poland. Firma utrzymuje, że pierwsze modele – hatchback i SUV – zostaną zaprezentowane w połowie 2020 roku. Nad stylem aut pracuje włoskie studio Torino Design, a konsultantem projektu jest Tadeusz Jelec, polski stylista znany m.in. z pracy dla Jaguara.
Teraz okazuje się, że do narodowych e-aut osobowych może dołączyć elektryczny samochód dostawczy. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju podlegające resortowi nauki właśnie ogłosiło decyzję o wszczęciu postępowania publicznego pod kryptonimem "e-Van". Cel? Wyłonienie firm, które opracują elektryczne i wodorowe pojazdy dostawcze do 3,5 t oraz technologie poprawiające ich parametry.
Pomysłodawcy z rządowej agencji zakładają, że dzięki temu uda się – tu cytat:
– uzasadniają przedstawiciele NCBR.
Wodór, prąd i ponad 50 mln w grze
Projekt przewiduje, że nowe elektryki zapewnią co najmniej 250 km zasięgu po jednym ładowaniu. Na wodorze, określanym przez ekspertów jako paliwo przyszłości, auta powinny pokonywać 400 km i więcej. W obu przypadkach ładowność to co najmniej 1000 kg.
Przedsięwzięcie podzielono na cztery etapy. Wykonawcy mają opracować platformę pojazdu i jej dokumentację techniczną oraz koncepcję zabudowy testowej. Następnie ma powstać prototyp oraz dokumentacja techniczną pojazdu i zabudowy testowej. By wreszcie skonstruować przygotowany do testów, zhomologowany pojazd dostawczy o napędzie elektrycznym.
– warunkuje NCBR.
Łączny budżet całego przedsięwzięcia to 52 mln zł. Jeden wykonawca, który opracuje i rozwinie technologię dostawczego elektryka może uzyskać maksymalnie 20,4 mln zł. O dwa miliony więcej dostaną projektanci odpowiedzialni za stworzenie innowacyjnej technologii na potrzeby auta wodorowego – stawką jest 22,4 mln zł.
Zakończenie realizacji przedsięwzięcia zaplanowano na wrzesień 2023 roku.