W skrócie:

  • Nowy cel złodziei: Kradzieże kabli z ładowarek EV odnotowano już w niemal każdym województwie.
  • Sukces policji: Zatrzymano sprawców, którzy zdewastowali ładowarki w 12 miastach, kradnąc przewody o wartości ponad 450 tys. zł.
  • Wysokie koszty: Naprawa jednej stacji po kradzieży to wydatek od 15 tys. do nawet 21 tys. zł.
  • Nie tylko dla zysku: Choć złodzieje liczą na miedź (4–10 kg w kablu), eksperci wskazują na drugi motyw: celowy sabotaż i wandalizm.
  • Surowe kary: Za kradzież i niszczenie mienia grozi do 5 lat więzienia, a w przypadku recydywy nawet więcej.

Nowa plaga: kradzieże kabli z ładowarek

Kable do ładowania samochodów elektrycznych i hybryd typu plug-in stały się nowym obiektem pożądania złodziei w Polsce. Przypadki niszczenia infrastruktury odnotowano już praktycznie w każdym województwie. Te kradzieże nie tylko utrudniają, ale wręcz uniemożliwiają korzystanie z samochodów elektrycznych, powodując opóźnienia w podróżach i dostawach towarów.

Reklama

Proceder generuje również ogromne straty po stronie operatorów stacji ładowania. Co więcej, rozbudowa tej infrastruktury jest bardzo często dotowana ze środków publicznych. Oznacza to, że złodzieje niszczą mienie, które w znacznym stopniu sfinansowało państwo z naszych podatków.

Wojna o ładowarki. 5 lat więzienia to dopiero początek

Operatorzy ładowarek na własną rękę starają się walczyć z przestępcami. Standardem staje się m.in. monitoring czy systemy alarmowe. Takie rozwiązania zwiększają szanse na wykrycie sprawców, a sankcje karne są dotkliwe.

– Za kradzież grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Odcięcie kabla można również podciągnąć pod przestępstwo zniszczenia mienia, zagrożone analogicznie wysoką karą – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM. – To nie wszystko. Kradzieże kabli stacji ładowania wiążą się z umyślnym niszczeniem cudzej rzeczy, a ich sprawcy działają publicznie z oczywiście błahego powodu. Takie przestępstwa spełniają zatem znamiona występków o charakterze chuligańskim. To sprawia, że orzeczona przez sąd kara może być jeszcze surowsza – wyjaśnia.

Reklama

450 tysięcy zł strat przez kradzieże. Rekordowy duet wpadł w ręce policji

Przestępcy wpadają coraz częściej. Pod koniec października policja złapała sprawcę, który odcinał kable na terenie Lubina i Polkowic. Mężczyźnie nie pomogło nawet zamaskowanie twarzy, a ze względu na działanie w warunkach recydywy, może spędzić za kratami nawet 7,5 roku. Podobne zatrzymania miały miejsce w województwie pomorskim. We Wrocławiu na 11 sprawdzonych ładowarek aż 10 pozbawiono przewodów do ładowania. Na Śląsku przestępcy nie oszczędzają stacji ustawionych przy sklepach Biedronka.

Policjanci z Tomaszowa Mazowieckiego rozbili właśnie duet, który uczynił sobie z tego procederu stałe źródło dochodu w 12 miastach, odcinając przewody o łącznej wartości ponad 450 tysięcy zł. Zatrzymani 21- i 39-latek usłyszeli łącznie niemal 50 zarzutów.

– To rosnący problem zarówno dla użytkowników, jak i operatorów stacji. W zależności od skali zniszczeń urządzenia, straty mogą sięgnąć od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych – wyjaśnia asp. szt. Aleksandra Cieślak z komendy policji w Tomaszowie Mazowieckim.

Kia EV4 Ładowarki na celowniku złodziei. W Tomaszowie Mazowieckim policja zatrzymała sprawców – straty: 450 tys. zł / Tomasz Sewastianowicz

Miedź czy nienawiść do "elektryków"?

Obcięte kable najczęściej trafiają na złomowisko, jednak właściciele takich punktów także nie mogą spać spokojnie. W Polsce za paserstwo grozi do 5 lat więzienia. Na podstawie ustawy o odpadach osoby sprzedające metale "z odzysku" muszą ujawnić źródło ich pochodzenia, a właściciele skupów mają obowiązek weryfikować ich tożsamość.

Apel do rządzących o zmianę prawa i kontrole

– Zwróciliśmy się m.in. do prezydentów 37 największych miast w Polsce z apelem o przeprowadzenie kontroli w skupach złomu – wyjaśnia Aleksander Rajch, wiceprezes PSNM. – Sprawcy muszą mieć świadomość, że kradnąc kable, niszczą także infrastrukturę transportową. To dodatkowo motywuje organy ścigania do działania i naraża złodziei oraz paserów na kary całkowicie niewspółmierne do ewentualnych zysków – dodaje.

Zachód już to przerabiał. Niemcy liczą straty w milionach euro

Polska nie jest odosobnionym przypadkiem. To, co dzieje się u nas, jest echem fali, która wcześniej zalała Europę Zachodnią. Koncern EnBW, największy niemiecki operator, odnotował w ubiegłym roku ponad 900 kradzieży w przeszło 130 punktach.

– Koszt naprawy po kradzieży kabla to średnio 3,5 tys. euro – wyjaśnia rzeczniczka EnBW cytowana przez agencję dpa. Po przeliczeniu daje to ok. 15 tys. zł. Firma Ionity wspomina nawet o kosztach rzędu 5 tys. euro (ponad 21 tys. zł) za jeden incydent.

Dlaczego kradną? Dwa powody

Kabel zawiera od 4 do 10 kg miedzi. Złodziej dostanie za niego w skupie ok. 50 euro. To niewiele, dlatego eksperci wskazują na drugi motyw: czysty wandalizm lub sabotaż ideologiczny. Przeciwnicy elektromobilności ucinają kabel i zostawiają go w krzakach, byle tylko unieruchomić stację.

– Każda awaria podważa zaufanie klientów do niezawodności infrastruktury – zauważa przedstawicielka Ionity.

Straty liczone w milionach

Operatorzy montują monitoring oraz kable z pancerną otuliną. Tesla i Ionity stosują kable z wkładkami barwiącymi, które pękają przy przecięciu, trwale brudząc sprawcę i łup. Branża apeluje jednak o krok dalej: zakwalifikowanie kabli jako elementów infrastruktury energetycznej państwa. Taka zmiana pozwoliłaby karać złodziei znacznie surowiej – nie za kradzież mienia, a za uderzenie w bezpieczeństwo kraju.

Policjanci kontrolują kierowcę i samochód Policjanci kontrolują kierowcę i samochód / Policja / KWP GORZOW