Dostał VIN przez telefon. To był początek koszmaru
Wszystko zaczęło się od ogłoszenia. Piękne Audi, stan idealny, cena kusząca. Kupujący zachował się rozsądnie: poprosił o numer VIN, aby sprawdzić historię pojazdu w bazie.
Raport był "czysty", więc doszło do spotkania w gminie Nowy Wiśnicz. 39-latek był tak pewny swego, że zdecydował się na transakcję, która zabolała go wyjątkowo mocno. W ramach rozliczenia oddał swojego Seata o wartości 105 000 zł i dopłacił 25 000 zł w gotówce.
130 000 zł za "igłę" po szkodzie całkowitej
Zadowolony odjechał nowym nabytkiem, ale sielanka trwała tylko kilka godzin. Już następnego dnia auto zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Gdy mężczyzna przyjrzał się sprawie bliżej, odkrył brutalną prawdę. Sprzedawca, 47-letni mieszkaniec gminy Nowy Wiśnicz, podczas rozmów telefonicznych podał mu numer VIN od zupełnie innego egzemplarza.
Kiedy policjanci sprawdzili faktyczny numer wybity na nadwoziu sprzedanego Audi, okazało się, że samochód brał udział w 7 zdarzeniach drogowych. A ostatnia przygoda została zakwalifikowana jako szkoda całkowita. Wrak, który wizualnie przypominał samochód marzeń, był w rzeczywistości składakiem, którego naprawa kosztowałaby majątek.
Błyskawiczna akcja policji. Odzyskali majątek w ostatniej chwili
Oszust czuł się pewnie i odmówił przyjęcia zwrotu, ale sprawą zajęli się mundurowi. Dzięki ich szybkiej interwencji udało się odzyskać zarówno gotówkę, jak i Seata, który nie zdążył jeszcze zniknąć na rynku.
Jak nie dać się oszukać? Porada policji
Policja ostrzega, by nigdy nie polegać wyłącznie na numerze VIN wysłanym w SMS-ie czy podanym przez telefon. Zawsze:
- Porównaj numer z ogłoszenia z tym, który jest fizycznie wybity na nadwoziu (kielichy, podszybie, słupek).
- Sprawdź dowód rejestracyjny i porównaj zawarte w nim dane z tabliczką znamionową pojazdu.
- Jeśli sprzedawca "zapomniał" dowodu lub utrudnia dostęp do numeru na nadwoziu – natychmiast zrezygnuj z zakupu.