Po wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu poseł PO Krzysztof Brejza wystąpił z interwencją do szefa Biura Ochrony Rządu. Wysłał do niego 11 pytań dotyczących tego zdarzenia oraz jego okoliczności. I właśnie została zaspokojona jego ciekawość, a przynajmniej częściowo.

- BOR w odpowiedzi na moje pismo podało datę zakupu opancerzonego audi oraz kwotę, jaką za nie zapłacono. Skandalem jest zniszczenie tak drogiego pojazdu zaledwie 2 miesiące po jego przejęciu przez BOR. Ta limuzyna kosztowała ogromny majątek - ponad 2,5 mln zł z pieniędzy podatników. Mają rozmach, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu - powiedział dziennik.pl Brejza.

BOR nie nacieszyło się opancerzonym Audi

Dziennik.pl dotarł do całego pisma, które poseł PO otrzymał od pełniącego obecnie obowiązki szefa BOR pułkownika Tomasza Kędzierskiego. Wynika z niego, że "Audi A8L Security zostało zakupione w wyniku postępowania u udzielenie zamówienia publicznego, z wyłączeniem stosowania przepisów art. 4 pkt 5 ustawy z dnia 29 stycznia 2004 roku Prawo zamówień publicznych. (…) Umowę zawarto w dniu 15 września 2016 roku. Opatrzona została klauzulą niejawności z uwagi na treść załącznika Nr 1 do umowy, który określa wymagania specjalne dla przedmiotu zamówienia. Wartość zakupu 2 531 816,00 zł. Pojazd został przyjęty przez Biuro Ochrony Rządu w dniu 7 grudnia 2016 r. Samochód Audi A8L Security w dniu wypadku wyposażony był w sygnalizacje świetlną i dźwiękową."

BOR straciło dane o prędkości kolumny Szydło. Zniszczony zapis?

Pułkownik Kędzierski stwierdził w odpowiedzi, że żaden z samochodów z kolumny nie był wyposażony w wideorejestrator. Przyznał jednak, że auta biorące udział w zdarzeniu w Oświęcimiu są wyposażone w komputery pokładowe. Ale i to słaba pociecha. - Pojazdy będące w dyspozycji BOR nie zarejestrowały prędkości przejazdu oraz innych parametrów związanych z przejazdem - wyjaśnił szef BOR.

- Tu BOR bez ogródek przyznaje, że danych z dwóch pojazdów ochrony już brak. Czyli automatycznie nadpisały się, bo jeżdżono nimi dalej - najprawdopodobniej celowo - zamiast zabezpieczyć zapis do chwili wypadku - zauważa parlamentarzysta PO. - W serwisie od ręki można było odczytać i zgrać parametry przejazdu dwóch aut ochronnych. Nikt tego nie zrobił - dodaje.

BOR po wypowiedzi Brejzy pokusił się o twitterową ripostę. "Komputer pokładowy to nie czarna skrzynka. Nieznajomość możliwości technologicznych urządzeń, nie uprawnia do nadinterpretacji" - odpowiedziało Biuro Ochrony Rządu.

Tajne procedury

Zwierzchnik BOR w odpowiedzi na pytania Brejzy poinformował go też, że "przejazdy służbowe Prezes Rady Ministrów są realizowane na podstawie instrukcji i procedur określających formy i metody realizowanych przez Biuro Ochrony Rządy działań ochronnych. Uwagi na swój charakter są objęte klauzulą tajności."

Z dokumentu wynika jednak, że BOR przesłało do Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie informacje o pobycie premier Szydło na terenie województwa małopolskiego.

Pułkownik Kędzierski stwierdził wreszcie, że kierowca wsiadł za kierownicę opancerzonego audi A8 szefowej rządu ok. 18.00. A do Krakowa na lotnisko przewieziono tego borowca osobnym transportem, który w trasę z bazy BOR wyruszył o 7.29. - Czas wyjazdu dostosowany był do pierwotnego lotu Prezes Rady Ministrów. Przylot do Krakowa miał nastąpić około godz. 15.00. Wyjazd kolumny Biura Ochrony Rządu z Prezes Rady Ministrów Beatą Szydło z lotniska wojskowego Kraków-Balice nastąpił o godzinie 17.59 - zrelacjonował szef BOR.

- Zaprzecza to wcześniejszym informacjom, albowiem ten funkcjonariusz rozpoczął pracę w godzinach porannych - wskazał Brejza.

Ochrona BOR wypuściła świadków?

W ostatnim pytaniu Brejza dociekał, czy pojazdy BOR wyprzedzały kilka innych aut, które odjechały z miejsca wypadku i czy funkcjonariusze chroniący premier Szydło próbowali zatrzymać kierowców tych samochodów - potencjalnych świadków.

Tu pułkownik Kędzierski zasłonił się postępowaniem prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Krakowie i stwierdził, że tego powodu BOR nie może odnosić się do tych pytań.

Wypadek premier Beaty Szydło

Jak podawała policja, rządowa kolumna trzech samochodów (pojazd premier jechał w środku) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto Beaty Szydło, które następnie uderzyło w drzewo. Poszkodowana została premier, szef jej ochrony, lżejsze obrażenia miał kierowca audi.