Posłanka Elżbieta Stępień z Nowoczesnej w kwietniu złożyła do ministra infrastruktury interpelację w sprawie zrezygnowania ze stosowania "podwójnej ciągłej" na polskich drogach (CZYTAJ WIĘCEJ>>). Chciała w ten sposób uprościć poziome oznakowanie oddzielające ruch pojazdów i zmniejszyć koszty o 50 proc. Mówiąc wprost, zamiast malować dwie linie drogowcy zużyliby farbę tylko na jedną "kreskę".
Co na to resorty infrastruktury? Do interpelacji odniósł się wiceszef Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit.
- podkreślił w odpowiedzi.
Wskazał posłance, że wśród znaków poziomych wyróżnia się m.in. linie segregacyjne (np. znak P-4 "linia podwójna ciągła"), które służą do oddzielania od siebie pasów prowadzących ruch w tych samych albo przeciwnych kierunkach, jak również do wskazywania kierującym, w którym miejscu zmiana pasa ruchu jest zabroniona lub dozwolona. Znak P-4 rozdziela pasy ruchu o kierunkach przeciwnych i oznacza zakaz przejeżdżania przez tę linię i najeżdżania na nią.
- zwrócił uwagę Szmit.
Kodeks drogowy mówi jasno - linia podwójna ciągła stanowi granicę ruchu pojazdów poruszających się w przeciwnych kierunkach. Wiąże się z nią zakaz przejeżdżania i najeżdżania. Przez kierowców powinna być traktowana jak mur, którego nie wolno przekraczać. Drogowcy malują ją np. przed przejściem dla pieszych, na zakrętach czy wzniesieniach. A do oddzielania ruchu pojazdów poruszających się w tym samym kierunku stosowana jest linia pojedyncza ciągła.
Specjalna analiza problemu
Ministerstwo by odpowiedzieć posłance Nowoczesnej zleciło nawet ekspertom od ruchu drogowego analizę jej pomysłu na likwidację podwójnej ciągłej. Specjaliści doszli do czterech wniosków:
- linia podwójna ciągła jest lepiej widoczna, dlatego też w przypadku złej pogody oraz po zmroku będzie lepiej rozpoznawana dla kierowców, niż linia pojedyncza;
- w miejscach o niesymetrycznym podziale jezdni (różna ilość pasów dla każdego z kierunków) linia pojedyncza może wprowadzać kierowców w błąd i przyczyniać się do kolizji czołowych (może być mylona z linią pojedynczą ciągłą służącą do rozdzielenia pasów ruchu przeznaczonych do jazdy w tym samym kierunku);
- szerokość dwóch linii i odstępu między nimi daje widoczne 36-centymetrowe rozdzielanie przeciwnych pasów ruchu, co skłania kierowców do zachowania większych odległości między tymi strumieniami, a więc bezpieczniejszego poruszania się po drogach jednojezdniowych.
- linia podwójna P-4 w osi drogi łączy się w wielu miejscach z liniami o podwójnej szerokości (znak P-1e "linia pojedyncza przerywana - prowadząca szeroka"), z powierzchniami wyłączonymi z ruchu (znak P-21 "powierzchnia wyłączona") obramowanymi z obu stron liniami ciągłymi płynnie przechodzącymi w linię podwójną, czy w linię podwójną jednostronnie przekraczalną (przerywana po jednej ze stron), a więc jest zachowana płynność krawędzi oznakowania poziomego.
Więcej kolizji czołowych
Wiceminister podkreślił, że linia pojedyncza ciągła informuje kierowców jedynie o zakazie przejeżdżania przez tę linię.
stwierdził Szmit.
Zaznaczył jednocześnie, że z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego ta druga informacja jest nawet ważniejsza (ze względu na potencjalne skutki zderzenia czołowego) i powinna być przekazywana w wyraźny sposób przez oznakowanie poziome rozdzielające pasy ruchu o kierunkach przeciwnych.
Linia podwójna ciągła stosowana jest nie tylko w Polsce, ale też w wielu innych państwach europejskich, również tych o wysokim poziomie bezpieczeństwa ruchu drogowego (np. w Szwecji, Danii, Wielkiej Brytanii).
50 proc. mniejsze wydatki na farbę?
W ocenie ministerstwa trudno oszacować potencjalne oszczędności z tytułu mniejszego zużycia farby przy malowaniu linii pojedynczej. A to dlatego, że nie jest znana długość wszystkich dróg publicznych w Polsce, na których zastosowano takie rozwiązanie.
Dodatkowo resort wskazuje, że wiedeńska konwencja o znakach i sygnałach mówi m.in.: "Jeżeli stosuje się jedną linię ciągłą, powinna ona być szersza niż linie oddzielające pasy ruchu stosowane na tym samym odcinku drogi."
- stwierdza wiceminister Szmit.
W ocenie przedstawiciela MIB, nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że linie segregacyjne (zwłaszcza linia P-4, na którą najeżdżanie jest zabronione) są znacznie mniej narażone na ścieranie, niż linie zatrzymania, znaki poziome wyznaczające przejścia dla pieszych, czy przejazdy dla rowerzystów.
Nokaut. Podwójna linia ciągła zostaje
- skwitował Jerzy Szmit.