Zdemolowała stację paliw

Reklama

Policjanci zostali wezwani do interwencji przez obsługę stacji paliw - poinformowała w niedzielę rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji podinsp. Alicja Śledziona. Chodziło o kobietę, która znajdowała się na stacji - miała zachowywać się "agresywnie i irracjonalnie".

Gdy policjanci byli na miejscu, kobieta zdecydowała się na desperacki krok, który teraz będziemy wyjaśniać - wjechała swoim samochodem w budynek stacji, demolując go i stwarzając realne zagrożenie dla przebywających tam osób. Kiedy podjęła decyzję, żeby odjechać z miejsca zdarzenia, policjanci wykorzystali broń służbową, oddając kilka strzałów w kierunku uciekającego pojazdu - powiedziała podinsp. Śledziona.

37-latka odjechała ze stacji, została zatrzymana później. Jak podkreśliła rzeczniczka KWP, nikt nie ucierpiał. Będziemy ustalali - na podstawie zeznań świadków - co mogło doprowadzić do tak drastycznego zachowania - dodała.

Podinsp. Śledziona zaznaczyła, że badanie na zawartość alkoholu w chwili zatrzymania wykazało u kobiety negatywny wynik. Została jej pobrana krew, aby sprawdzić, czy nie była pod wpływem innego środka odurzającego. Wstępne relacje świadków wskazują na to, że zachowanie kobiety było mocno irracjonalne, była w stanie silnego wzburzenia, co może wskazywać na to, że zażywała jakieś środki, które mogły wpływać na jej kondycję psychiczną - powiedziała rzeczniczka.

Długa lista zarzutów

RMF FM donosi, że kobieta usłyszała zarzuty uszkodzenia mienia na kwotę 20 tys. zł. Do tego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia dwóch pracownic stacji i policjanta. Śledczy uznali, że ktoś mógł zostać trafiony fragmentami konstrukcji budynku.

Kobieta odpowie też za zmuszenie policjanta do odstąpienia od podejmowania interwencji, bo uderzyła jednego z funkcjonariuszy lusterkiem samochodu. Kolejny zarzut to ucieczka z miejsca zdarzenia. Przy kobiecie znaleziono też niewielką ilość marihuany.

Kobieta miała pokłócić się z partnerem

Kobieta na stałe mieszka w Holandii, w Polsce nie ma adresu zamieszkania. Nieoficjalnie wiadomo, że pokłóciła się z partnerem. Kobieta miała z nim jechać aż z Holandii. Po drodze zrobiło się na tyle nerwowo, że para zjechała na stację benzynową w Rymaniu. Widząc kłótnię, obsługa stacji wezwała policję.

Reklama