Firma TomTom po raz szósty przyjrzała się korkom w 390 miastach z 48 krajów. Dane zbierała na podstawie informacji z urządzeń nawigacyjnych holenderskiego producenta, wykorzystywanych przez kierowców. Wynika z nich m.in., że od 2008 r. poziom zakorkowania wzrósł w skali globalnej o niemal jedną czwartą.
Podobnie jak przed rokiem w czołówce miast, w których jeździ się najtrudniej, znalazła się Łódź. W światowym zestawieniu polskie miasto uplasowało się na piątej pozycji. Najgorsza sytuacja jest w Mexico City, gdzie kierowcy w ubiegłorocznych korkach stracili aż 227 godzin, a wskaźnik zatłoczenia tamtejszych ulic (congestion level – pokazujący, o ile wydłuża się przeciętny czas podróży, gdy pojawiają się zatory) wyniósł 66 proc. Kierowcy z Łodzi mogą się spodziewać wydłużenia czasu podróży średnio o 51 proc., a podczas wieczornych godzin szczytu nawet o 88 proc. W skali roku spędzają w podróży średnio 178 godzin więcej – wynika z raportu TomTom.
–– tłumaczy Andrzej Markowski, psycholog ruchu drogowego.
Mimo to sytuacja w Łodzi uległa poprawie. Rok wcześniej Łódź zajmowała trzecie miejsce w światowym zestawieniu (za Mexico City i Bangkokiem).
Tomasz Andrzejewski z łódzkiego Zarządu Dróg i Transportu przekonuje, że poprawa płynności ruchu w mieście może być większa niż to wynika z raportu firmy TomTom. – – wskazuje. Znaczenie dla miasta miało też otwarcie w lipcu ubiegłego roku odcinka autostrady A1 między Strykowem a Tuszynem, w praktyce pełniącym funkcję obwodnicy Łodzi. – – podkreśla Tomasz Andrzejewski.
W krajowym rankingu na drugim miejscu uplasował się Lublin (ze wskaźnikiem wynoszącym 40 proc.), następnie Kraków (38 proc.), Warszawa (37 proc.) i Wrocław (35 proc.). W sumie ranking uwzględnia 12 miast z Polski.
Spadek zatłoczenia dróg odnotowano nie tylko w Łodzi, ale także w Szczecinie (24 proc., spadek o 2 pkt proc.) oraz Warszawie. Szczecin niedawno chwalił się, że w 2016 r. za 20 mln zł wyremontowano 240 tys. mkw. dróg i chodników, czyli powierzchnię zbliżoną do 33 boisk piłkarskich. W stolicy wskaźnik spadł co prawda tylko o 1 pkt proc., ale znalazło to odbicie w rankingu – o ile w zeszłorocznej edycji badania miasto zajęło drugie miejsce wśród polskich metropolii, to teraz wylądowało na czwartym. Zdaniem przedstawicieli stołecznego ratusza już widać pierwsze efekty rozbudowywanej drugiej nitki metra. –– podsumowuje Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza. Do tego dochodzi coraz większa ochota mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej. – – wskazuje nasz rozmówca. Inny powód poprawy sytuacji w 2016 r.: pod koniec 2015 r. oddano do użytku zamknięty na kilka miesięcy most Łazienkowski.
Z raportu wynika, że pod względem zakorkowania sytuacja nie uległa zmianie we Wrocławiu, w Poznaniu i Bydgoszczy. Większe zatłoczenie zarejestrowano natomiast w Lublinie, Krakowie, Trójmieście, Białymstoku, Bielsku-Białej i Katowicach. –– stwierdza Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Naszego rozmówcę szczególnie dziwi pogorszenie płynności ruchu w Trójmieście. – – dziwi się Adrian Furgalski.
Tomasz Wawrzonek, kierownik działu inżynierii ruchu w gdańskim Zarządzie Dróg i Zieleni, jako przyczynę wskazuje wzmożony ruch wakacyjny na trójmiejskich drogach. – – zwraca uwagę.
Zdaniem ekspertów w kolejnej edycji rankingu polskie miasta mogą mieć problemy z poprawą płynności ruchu. Powód: wyraźnie przybywa pojazdów na naszych drogach. Według danych firmy Samar monitorującej rynek motoryzacyjny w minionym roku wyjechało na nie dodatkowe 1,5 mln samochodów, najwięcej od 2008 r. Choć zdaniem Jakuba Farysia z Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego realnie przybyło nam tylko pół miliona aut.–– ocenia.
Inwestycje w nowe drogi czy inteligentne systemy transportowe do sterowania ruchem nie nadążają za dynamicznie rozwijającym się sektorem motoryzacyjnym i migracjami ludności (ściąganie do dużych miast za pracą, przeprowadzki na przedmieścia).
Andrzej Grzegorczyk ze stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego wskazuje, że lokalne władze muszą się teraz skupiać nie tyle na dalszym rozbudowywaniu komunikacji miejskiej i sieci połączeń (te w wielu miejscach są już wystarczająco gęste), ile na skutecznym zachęcaniu mieszkańców do przesiadania się z prywatnych samochodów do autobusów czy tramwajów. – – mówi Andrzej Grzegorczyk.
Z kolei Jakub Faryś z PZPM liczy na efekty budowy kolejnych obwodnic. –– twierdzi.
Andrzej Grzegorczyk uważa jednak, że z czasem inwestycje i system zachęt przestaną wystarczać i pojawią się restrykcje. – – zwraca uwagę ekspert.
Na razie miasta stawiają przede wszystkim na unowocześnianie swojego taboru. Wczoraj w Ministerstwie Rozwoju 41 polskich miast i gmin (reprezentujących 45 proc. taboru autobusowego w kraju) podpisało listy intencyjne, w którym deklarują zwiększenie liczby autobusów elektrycznych w swoich systemach komunikacji. To będzie sprzyjać czystszemu powietrzu, ale autobus elektryczny utknie w korku tak samo jak stary, wysłużony kopciuch.