Zdaniem eksperta ds. analiz sektorowych banku Krzysztofa Mrówczyńskiego I kwartał 2012 r. przyniósł jedynie nieznaczne pogorszenie wskaźników rentowności sektora, bardziej widoczne w segmencie produkcji gotowych pojazdów oraz opon. – Choć w latach 2012 – 2013 branża narażona jest na poważne zawirowania, to jednak już w średniej perspektywie ma duże szanse kontynuować wzrost – uważa Mrówczyński.

Według niego silnym bodźcem rozwojowym może się okazać obserwowana od pewnego czasu w krajowym sektorze nowa fala inwestycji zagranicznych. W perspektywie 2 – 3 lat powinno to przynieść przyspieszenie wzrostu produkcji, zwłaszcza w segmencie części samochodowych.

Ale jest też szansa na zwiększenie produkcji samochodów. – Obecna wysoka efektywność polskich fabryk pozwala mieć nadzieję, że przyciągną one inwestycje w linie wytwórcze kolejnych modeli – uważa Mrówczyński. Ich uruchomienie pozwoliłoby wypełnić lukę po wstrzymaniu działalności przez FSO, a także utracie przez Fiat Auto Poland produkcji jej flagowego modelu Panda oraz zapowiedzianym zakończeniu usługowej produkcji Forda Ka.

Zdaniem analityka Pekao w średnioterminowej perspektywie przyszłość krajowego sektora motoryzacyjnego zależy od dalszego rozwoju sytuacji w strefie euro. – Zachodzące w Europie procesy integracyjne, które tak bardzo wsparły rozwój analizowanej branży w naszym regionie, mogą w najbliższych latach ulec spowolnieniu, a nawet odwróceniu – twierdzi ekspert.

Rozpad strefy euro, nawet gdyby z Eurolandu wyszły tylko kraje południa kontynentu, może z jednej strony doprowadzić w krótkim okresie do dalszego załamania popytu na samochody w Europie, z drugiej zaś na nowo ukształtować sytuację konkurencyjną w unijnym przemyśle motoryzacyjnym.

W przypadku zaostrzenia kryzysu ekonomicznego w Europie wywołanego zupełnym rozpadem strefy euro szans rozwojowych polskiego sektora motoryzacyjnego upatrywać należałoby m.in. w zacieśnieniu współpracy z Niemcami. Powrót do narodowych walut i prawdopodobna silna aprecjacja marki niemieckiej sprawiłyby bowiem, że tamtejsze koncerny byłyby zmuszone poszukać korzystniejszych warunków produkcji.