– Pracowicie zaczynamy nowy 2019 rok. Policjanci ruchu drogowego we wtorek 8 stycznia od godziny 6.00 do 22.00 będą prowadzić w całym kraju działania pod nazwą "Kaskadowy pomiar prędkości" – powiedział dziennik.pl podinsp. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego KGP.

– W tym czasie służbę patrolową ma pełnić ok. 5 tys. funkcjonariuszy ruchu drogowego. To pierwsza tego typu ogólnopolska akcja z sześciu zaplanowanych w tegorocznym harmonogramie – dodał i zastrzegł, że poza działaniami planowanymi przez KGP naczelnicy poszczególnych garnizonów policji sami również mogą w zależności od potrzeb zdecydować o organizowaniu dodatkowych kontroli.

– Zwłaszcza, że polscy kierowcy mają jeszcze wiele do nadrobienia, jeśli chodzi o świadomość jazdy z przepisową prędkością – stwierdził policjant podsuwając jako przestrogę najnowsze dane KGP. Wynika z nich, że w 2018 roku na polskich drogach odnotowano ponad 31,5 tys. wypadków, w których zginęły 2843 osoby. Do większości doszło w terenie zabudowanym, ale najbardziej tragiczne w skutkach miały miejsce poza miastem.

– Tam kierowcy pozwalają sobie na więcej, mocniej wciskają gaz. W efekcie nadmierna prędkość ciągle zbiera tragiczne żniwo – podkreśla Kobryś. – Z tej przyczyny kierujący spowodowali ponad 6,1 tys. wypadków, w których zginęło 751 osób, co stanowi jedną czwartą wszystkich zabitych – wyliczył.

Dla porównania wymuszenie pierwszeństwa przejazdu, doprowadziło do niemal 7,5 tys. wypadków, w których zginęło 321 osób. Zdaniem policjanta liczby jasno pokazują, jak śmiercionośne może być ignorowanie ograniczeń prędkości.

– Dlatego staramy się żeby przez prewencję i kontrole drogowe takie jak "Kaskadowy pomiar" dotarło do kierowców, że na drogach publicznych nie ma przyzwolenia na bezmyślne wciskanie gazu – wyjaśnił. – A jeśli kogoś rozpiera energia, to dla dobra własnego i innych powinien wybrać się na tor. Tam pod okiem instruktora może okazać się, że poza jazdą z gazem w podłodze jego umiejętności są tak naprawdę żadne – poradził przedstawiciel KGP.

A na czym polega kaskadowy pomiar prędkości?

– Kontrola jest prowadzona na tej samej drodze, w tym samym czasie, ale w różnych miejscach. Mogą brać w niej udział dwie, trzy lub więcej załóg radiowozów policyjnych ustawionych kolejno po sobie na określonym, często krótkim, odcinku trasy. Wszystko po to, by utemperować kierowców, którzy zaraz po minięciu patrolu wciskają gaz – wyjaśnił Kobryś i dodał, że osoby, które będą łamać przepisy muszą liczyć się z konsekwencjami.

Policjant zapowiedział, że do egzekwowania przestrzegania ograniczeń prędkości będzie wykorzystywany cały nowoczesny sprzęt, jakim dysponuje policja – w szczególności laserowe mierniki z wizualizacją oraz wideorejestratory na pokładach nieoznakowanych radiowozów (także BMW). – Kiedy już dojdzie do kontroli, wówczas funkcjonariusz sprawdzi również trzeźwość kierującego – dodał.

Miejsca, w których kierowcy mogą spodziewać się patroli?

– Co do zasady, policjanci z miernikami prędkości pojawią się tam, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków drogowych z powodu nadmiernej prędkości. Kierowcy dobrze wiedzą, gdzie i kiedy pozwalają sobie na więcej – zapowiedział przedstawiciel KGP i dodał, że patroli w nieoznakowanych radiowozach z wideorejetratorami użytkownicy dróg powinni spodziewać się wszędzie, nie tylko na głównych szlakach.

– Ale tak naprawdę, to nie ma potrzeby nas szukać. Jeśli ktoś będzie jeździć zgodnie z przepisami, wówczas tego typu spotkania nie będą potrzebne – stwierdził.

Policjant przestrzegł też przed panującą aurą. – Warunki pogodowe nie należą do idealnych. O nieszczęście nietrudno zwłaszcza, że nawierzchnia może kierowcę oszukać tzw. czarnym lodem, a to w połączeniu ze zbyt wysoką prędkością może zakończyć się kolizją lub nawet wypadkiem. Dlatego warto zachować szczególną ostrożność – skwitował przedstawiciel KGP.

Podczas ostatniej akcji "Kaskadowy pomiar prędkości" liczba wykroczeń ujawnionych w związku z łamaniem ograniczeń i zbyt szybką jazdą była ponad trzykrotnie większa (w sieci policji wpadło niemal 15 tys. kierowców) niż w dniu bez takiej akcji. Kiedy drogówka przyłapie kierowcę w terenie zabudowanym za przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h, wówczas mundurowi zatrzymają prawo jazdy na 3 miesiące. W trakcie wcześniejszych działań stało się tak 161 razy (65 odebranych dokumentów "zwykłego dnia"). Jak usłyszeliśmy w KGP do 27 grudnia odnotowano ponad 24,8 tys. przypadków utraty uprawnień za tzw. "50+", to o 20 proc. mniej niż rok temu.