Carsharing, czyli system wynajmu aut, z reguły na krótki okres, ma służyć zarówno mieszkańcom Katowic i odwiedzającym miasto gościom, jak i uczestnikom rozpoczynającego się w najbliższą niedzielę szczytu klimatycznego ONZ - COP24.

Podstawą uruchamianego przez obie instytucje systemu elektromobilności są 23 stacje ładowania i 20 samochodów elektrycznych. Za tydzień, 3 grudnia, dziesięć takich aut (pięć BMW i3 i pięć Renault ZOE) będzie udostępnione mieszkańcom i gościom - wypożyczyć, uruchomić i oddać samochód pozwoli specjalna aplikacja testowa eCar, przygotowana przez Tauron. Od tego samego inne samochody (e-Golf i Nissany LEAF drugiej generacji) będą do dyspozycji uczestników szczytu klimatycznego.

Katowicka sieć terminali do ładowania samochodów elektrycznych składa się z czterech szybkich stacji ładowania (DC) oraz 19 przyspieszonego ładowania (AC). Stacje zlokalizowano tak, by autem elektrycznym można było swobodnie poruszać się po całych Katowicach. Oprócz stacji w centrum (m.in. przy Międzynarodowym Centrum Kongresowym czy Hotelu Vienna House) są też punkty ładowania w dzielnicach Katowic: na osiedlu Witosa, w Ligocie, Bogucicach, Bażantowie czy Giszowcu. Korzystanie ze wszystkich terminali jest bezpłatne.

Dla grupy Tauron - jak deklarują jej przedstawiciele - projekt w Katowicach to początek budowy oferty dotyczącej elektromobilności, a system ładowarek i sprzężona z nim usługa carsharingu traktowane są jako tzw. pilotaż kompetencyjny. - Grupa chce zebrać doświadczenia zarówno z zakresu obsługi floty samochodów elektrycznych, jak i przetestować oprogramowanie służące do zarządzania infrastrukturą oraz procesem ładowania - podał Tauron.

W ramach projektu w Katowicach będą testowane samochody czterech najpopularniejszych w Polsce marek samochodów elektrycznych, a także ładowarki różnych producentów. Umożliwi to sprawdzenie działania całego systemu w różnych konfiguracjach, a także pozwoli na ocenę wpływu wykorzystania aut elektrycznych na pracę sieci elektroenergetycznych w rzeczywistych warunkach.

Za prowadzenie działań w dziedzinie elektromobilności w grupie Tauron odpowiada spółka Magenta Grupa Tauron, specjalizująca się w budowie i eksploatacji stacji ładowania pojazdów. Firma powstała w 2016 r. z myślą o tworzeniu innowacyjnych rozwiązań produktowych i modeli biznesowych. Według prezesa spółki Michała Koszałki, uruchomiony w poniedziałek program to "pierwszy krok ku budowie miasta przyszłości". - Rozwiązania z obszaru Smart City, które tworzymy w spółce Tauron Dystrybucja Serwis, powinny ułatwić życie w mieście – ocenił prezes.

Wiceprezes ING Banku Śląskiego Joanna Erdman podkreśliła, że bank aktywnie wspiera i promuje nowoczesne rozwiązania. - Jedną z gałęzi gospodarki, którą chcemy wspierać, jest elektromobilność. To dla nas olbrzymi i perspektywiczny rynek. Z naszych analiz wynika, że oprócz ceny, drugą najpoważniejsza barierą w upowszechnieniu samochodów elektrycznych jest infrastruktura. Nasze obecne działania idą w kierunku zmniejszenia tych barier – wskazała wiceprezes.

W maju br. grupa ING opublikowała raport o elektromobilności, przygotowany wspólnie z firmą doradczą EY. Eksperci prognozują, że do 2023 r. sprzedaż samochodów elektrycznych podwoi się; ich cena będzie stopniowo spadać, wraz z rozwojem technologicznym - obecnie próg rentowności jest osiągany dopiero po przejechaniu 50 tys. km rocznie.

W ocenie analityków, prognozowane podwojenie sprzedaży aut elektrycznych w ciągu najbliższych pięciu lat będzie efektem rozwoju technologii produkcji baterii, a co za tym idzie spadku cen samochodów tego typu; nie bez znaczenia będą też rosnące wymogi środowiskowe związane z emisją gazów cieplarnianych. Eksperci szacują, że w 2023 r. auta elektryczne będą stanowić ok. 6 proc. wszystkich sprzedawanych samochodów.

Obecnie największą przeszkodą w rozwoju tego rynku jest cena samochodów elektrycznych, w tym cena baterii, odpowiadająca nawet za połowę całego kosztu auta. Eksperci EY i ING uważają, że nowe technologie produkcji baterii Li-ion z jednej strony spowodują spadek ceny, z drugiej odpowiedzą na oczekiwania użytkowników - czyli pozwolą na swobodne przejechanie 600 km.

Drugą najpoważniejszą barierą jest infrastruktura. Użytkownicy elektrycznych aut oczekują większej liczby miejsc do ładowania, zwłaszcza szybkiego. Z badania przeprowadzonego przez ING w Holandii wynika, że prawie 75 proc. kierowców oczekuje, że ładowanie baterii będzie trwać maksymalnie 15 minut.

Poza ceną samego auta (czyli w dużej mierze ceną baterii) ważnym parametrem jest też koszt użytkowania takiego samochodu i różnica pomiędzy ceną energii elektrycznej, a ceną innych paliw: benzyny, ropy czy gazu. Według ekspertów EY, w rozwoju mogłoby pomóc, poza niższą ceną baterii, zwolnienie z podatku VAT - wtedy próg rentowności byłby osiągany już przy 30 tys. kilometrów rocznie.

Unia Europejska wymaga, by do 2020 r. zbudowano infrastrukturę pozwalającą na płynne poruszanie się EV w zaludnionych aglomeracjach. Plan rozwoju elektromobilności przyjęty przez polski rząd zakłada zbudowanie prawie 7 tys. punktów ładowania.

W lutym br. prezydent podpisał ustawę o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Nowe prawo zmierza do upowszechnienia w Polsce elektromobilności oraz transportu z wykorzystaniem paliw alternatywnych. Ma to nastąpić poprzez stworzenie systemu zachęt do zakupu aut elektrycznych, rozwój infrastruktury do ładowania, wsparcie tych technologii w transporcie publicznym. Ustawa nakłada na samorządy obowiązek rozwoju ekologicznego transportu.

Zgodnie z ustawą, do końca 2019 r. infrastruktura ładowania będzie powstawała w miarę możliwości na zasadach komercyjnych. Potem określone samorządy (powyżej 100 tys. mieszkańców i 60 tys. samochodów) powinny tworzyć plany budowy uzupełniających je publicznych sieci. Samorządy powinny współpracować przy tym z dystrybutorami energii, a ci budować następnie stacje ładowania, na końcu wyłaniając dla nich zarządców.