Tomasz Sewastianowicz: Kiedy i jak doszło do tragedii?

Łukasz Niedzielski, polsko-norweska kancelaria prawna Garstecki & Torgersen AS: Wypadek miał miejsce około godziny 21.00 pod koniec sierpnia 2016 roku w okolicach lotniska Gardermoen koło Oslo. Pragnę zaznaczyć, ze nawet w południowej części Norwegii o tej porze roku zmrok zapada zdecydowanie później niż w Polsce. Być może technicznie rzecz ujmując zjawisko Purkiniego występuje także w środku nocy, jednak według biegłego - co istotne z punktu widzenia sprawy - zakłócenia widzenia występują na przełomie dnia i nocy, czyli w trakcie ostatniego etapu zmierzchu.

Zjawisko Purkiniego? Brzmi bardzo tajemniczo…

Norweskie media określają to zjawisko "magicznym". Mówiąc w ogromnym skrócie: oko ludzkie nie jest w stanie skutecznie "obsługiwać" ciemnej i zacienionej drogi oraz wciąż jeszcze bardzo jasnego nieba jednocześnie. Gdy dodatkowo "obiekt" jest czerwony i znajduje się na ciemnym tle, staje się on do ostatniego momentu "niewidzialny" na skutek efektu Purkiniego.

Jak wpadliście na trop tego zjawiska?

Klient w swych zeznaniach na policji i w sądzie wielokrotnie twierdził, iż pieszy ubrany był na czarno/ciemno. A z akt sprawy jednoznacznie wynikało, że sportowa kurtka pieszego była intensywnie czerwona. To nas zaintrygowało i skłoniło do szukania rozwiązania tej zagadki. Również obwiniony kierowca poszukiwał najprzeróżniejszych badań, opinii i ekspertyz dotyczących bezpieczeństwa podczas jazdy nocnej. W ten sposób natrafiliśmy na informacje o tym, że kolor czerwony jako pierwszy przestaje być widoczny dla ludzkiego oka w ciemnościach. Zjawisko to jak się okazało jako pierwszy naukowo opisał Jan Evangelista Purkynie, czeski fizjolog i histolog.

A czego domagał się norweski sąd? Jak wyglądał przebieg sprawy?

W akcie oskarżenia zarzucano nieumyślne spowodowanie śmierci i rażącą niedbałość podczas prowadzenia pojazdu. Kierowcy groziło 60 dni bezwzględnego więzienia, utrata prawa jazdy na trzy lata z obowiązkiem ponownego egzaminu i 375 tys. koron odszkodowania na rzecz rodziny ofiary ponad standardowe odszkodowanie z OC auta. Sąd pierwszej instancji uznał polskiego kierowcę za winnego – stwierdził, że dopuścił się rażącej niedbałości, pozbawiono go też uprawnień. 

Co ważne, sąd jednak był podzielony. Większość, czyli ławnicy chcieli uniewinnienia a sędzia zawodowy skazania wg. wszystkich punktów aktu oskarżenia. Już wtedy tematem był efekt Purkiniego, jednak nie mieliśmy biegłego. Ostatecznie wszyscy uczestnicy postępowania apelowali.

I znaleźliście eksperta...

Biegłym tym była pani prof. Rigmor C. Barkas, dyrektor Narodowego Centrum Optyki, Wizji i Zdrowia Oczu uniwersytetu południowo-wschodniej Norwegii. W sądzie opisała szczegółowo, ile stopni poniżej horyzontu było słońce, jaką konkretne mają moc światła mijania na poszczególnych odcinkach itp. Istotne były także zeznania innych świadków dotyczące ich postrzegania barw w tej konkretnej sytuacji. Konkluzja była jednoznaczna: efekt Purkiniego spowodował, iż w tej sytuacji nie było możliwości zaobserwowania pieszego wcześniej, niż to miało realnie miejsce.

Co ważne, podczas prac nad sprawą spotkałem się ze strony norweskiego środowiska naukowego z opinią, iż zjawisko Purkiniego nie może prowadzić do uniewinnienia, gdyż każdy kierowca ma z założenia obowiązek sobie z nim "poradzić". Jednak moim zdaniem to niesłuszne, gdyż norma prawna nie może narzucić kierowcy spełnienia wymagań, których obiektywnie człowiek w pewnych sytuacjach nie jest w stanie spełnić. Sąd apelacyjny doszedł do takiego samego wniosku i uniewinnił polskiego kierowcę.

To wyrok precedensowy? Jakie są reakcje w Norwegii?

Z dostępnych dla mnie informacji wynika, iż jest to pierwszy taki wyrok w historii. Warto mieć na względzie, iż linia orzecznicza w tego typu sprawach w Norwegii jest zdecydowanie bardziej restrykcyjna wobec kierowców, niż ma to miejsce np. w Polsce.