Wyrok może zachęcić innych kierowców do kwestionowania mandatów, tym bardziej że budzące wątpliwości iskry łatwo rozpoznać. Wątpliwości w sumie dotyczą dokładnie 102 ze 120 radarów iskra-1 rosyjskiej produkcji zamontowanych w policyjnych alfach romeo - informuje radio Tok FM. Ale po kolei...

Firma, która dostarczała je razem z autami dla drogówki, tej dyskusyjnej partii nie kupiła u oficjalnego polskiego dystrybutora - urządzenia udało jej się dostać taniej u dostawcy z Ukrainy. Mierniki mają inaczej zapisane numery fabryczne - te z Polski mają ciąg cyfr łamany przez liczbę oznaczającą rok (np. 1234/2009), te z Ukrainy mają natomiast tylko ciąg cyfr i liter (np. 12345B). Według dostawcy są to te same radary, które oferuje oficjalny polski dystrybutor.

Ta kwestia jest jednak przedmiotem sporu, bo według części ekspertów urządzenia różnią się budową, a tym samym nie mogły być dopuszczone do użytkowania na podstawie tej samej dokumentacji.

Legalizację jednego z takich urządzeń zakwestionował niedawno sąd rejonowy w Sierpcu (Mazowieckie). Postępowanie dotyczyło przekroczenia prędkości, a policjanci zmierzyli ją przy pomocy iskry ze wspomnianej puli 102 urządzeń.

Biegły, który wydawał opinię w sprawie, stwierdził, że legalizacja radaru na podstawie wcześniejszego "zatwierdzenia typu" oficjalnego polskiego dystrybutora była błędem. Bo - jak tłumaczył - iskra co prawda z zewnątrz wygląda tak jak te oferowane przez polskiego dystrybutora, ale jego zdaniem miernik wewnątrz jest zbudowany inaczej, więc nie można stwierdzić, że urządzenia są tożsame.

Potwierdzeniem tych słów ma być oświadczenie rosyjskiego producenta, firmy Simicon, które znalazło się w aktach sprawy. Producent gwarantuje, że "wyłącznie" urządzenia produkowane na zamówienie "polskiego wyłącznego dystrybutora" spełniają wymogi określone w polskich przepisach. 

W rezultacie sąd stwierdził, że z opinii biegłego i oświadczenia producenta, że radar był używany przez policję nielegalnie. W konsekwencji uznał, że wynik pomiaru dokonanego tym urządzeniem nie może być podstawą ustalenia prędkości kierującego, a tym samym ukarania go.

- Z informacji, jakie mam od producenta, wiadomo, że pierwotna wersja iskry nie przechodziła testu odporności na zakłócenia elektromagnetyczne, który w Polsce jest dość wyśrubowany. Dlatego trzeba było tak zmodyfikować elektronikę, aby urządzenia mogły przejść te testy - mówi Jarosław Teterycz, ekspert w dziedzinie pomiaru prędkości. Stąd, jak mówi, powstała osobna partia radarów na polski rynek, które są również specjalnie oznaczane. Dodatkowo urządzenia mają się też nieznacznie różnić oprogramowaniem.

Policja - która korzysta z iskier - nie chce ustosunkowywać się do kwestii ich legalności. - Dla nas wiążącym dokumentem jest ten wydany przez Główny Urząd Miar. Jeżeli okazałoby się, że decyzja została wydana niezgodnie z prawem, to jest to bardziej kwestia spawy prokuratorskiej - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. 

Wiadomo, że proces z Sierpca będzie miał swój dalszy ciąg. Policjanci zapowiedzieli, że będą się od wyroku w pierwszej instancji odwoływać.