Więcej wypadków, więcej zabitych i rannych - taki jest skrócony bilans minionego 2016 roku na polskich drogach.

Jeśli chodzi o liczby, to z najnowszych wstępnych danych KGP, do których dotarł dziennik.pl, wynika, że w minionym roku doszło do 33 350 wypadków (o 283 więcej niż w 2015), w których zginęło 2293 osoby (o 47 więcej), a 40 343 zostało rannych (411 więcej). W ocenie policji do wzrostu liczby zabitych przyczyniła się gorsza statystyka wśród pasażerów - w tej grupie, w 2016 zginęło o 72 osoby więcej niż rok wcześniej (538 w 2015).

Co ważne, sytuacja pogorszyła się po raz pierwszy od ponad pięciu lat, czyli od momentu, w którym m.in. wzdłuż polskich dróg zaczęto stawiać coraz więcej fotoradarów i kiedy powstało Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (od 1 lipca 2011 roku rozpoczęto kontrolę przy pomocy fotoradarów).

To przez ślepe fotoradary?

Czy zatem ten niepokojący trend może mieć związek z pozbawieniem Straży Miejskich i Gminnych od 1 stycznia 2016 możliwości używania fotoradarów? Okazuje się, że policja od chwili odebrania SMiG tych urządzeń cały czas trzymała rękę na pulsie.

- Analizy stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego są prowadzone na bieżąco. Dostrzegając wzrost liczby wypadków i ich ofiar, Biuro Ruchu Drogowego KGP - niezależnie od własnych analiz - we wrześniu wystąpiło do ośrodków badawczo-naukowych o rozważenie możliwości przeprowadzenia analiz zmierzających do zdiagnozowania przyczyn pogorszenia stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego w 2016 r. - powiedział dziennik.pl mł. asp. Antoni Rzeczkowski z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji.

Pozytywną statystyką jest przeszło 10-procentowy spadek liczby zatrzymanych nietrzeźwych kierowców. W 2016 drogówka złapała 115 116 osób na podwójnym gazie za kierownicą, czyli o 13 415 mnij niż w 2015 (128 531 złapanych). Policji udało się zmniejszyć liczbę zabitych wśród pieszych - w 2016 pod kołami zginęło o 74 osoby mniej.

KGP zorganizowała w tej sprawie spotkanie z przedstawicielami Politechniki Krakowskiej, Politechniki Gdańskiej, Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie, Instytutu Badawczego Dróg i Mostów, Przemysłowego Instytutu Motoryzacji i Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

- Przedstawiciele świata nauki zgodnie wskazali, że "wahania" liczby wypadków drogowych, zabitych i rannych w krótkim okresie czasu są zjawiskiem naturalnym na całym świecie, a co za tym idzie należy być ostrożnym w wyciąganiu szybkich i jednoznacznych wniosków, ponieważ wpływ na stan bezpieczeństwa ruchu drogowego ma bardzo wiele czynników - relacjonuje Rzeczkowski.

Naukowcy wskazują, że uczciwą ocenę stanu faktycznego muszą poprzedzić szczegółowe badania, a te uzależnione są głównie od możliwości ich finansowania. Jeśli znajdą się pieniądze, to miarodajne wnioski będzie można wyciągnąć dopiero na podstawie występujących trendów - najlepiej po upływie 3 lat, jednak nie wcześniej niż po pełnym roku.

Potrzebne pieniądze, a policja radzi sobie sama

KGP jednak wskazuje, że już po upływie pięciu miesięcy od wprowadzenia nowego prawa sama pokusiła się o próbę oceny konsekwencji pozbawienia SMiG tych urządzeń. Zbadano konkretne miejsca, z których zniknęły fotoradary.

- Z informacji, jakie nadeszły z komend wojewódzkich i stołecznej, wynikało, że w 36 proc. miejsc stan bezpieczeństwa uległ pogorszeniu, w 37 proc. pozostał bez zmian, natomiast w 27 proc. uległ poprawie - ujawnia Rzeczkowski. Jednoczenie zastrzega, że wyniki te mają charakter ogólny. - Pięć miesięcy to zbyt krótki okres do wyciągania jednoznacznych wniosków - mówi policjant.

Także Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych "Tor", podkreśla wymóg głębszej analizy. - Skoro powtarzamy, że na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego wpływ ma wiele czynników występujących równocześnie, to czy przy pogorszeniu statystyk wystarczy tylko brak jednego z nich w postaci likwidacji fotoradarów samorządowych, by odwrócić pozytywny trend? Czy wzrost ofiar śmiertelnych nastąpił w okolicach strzeżonych dotychczas przez urządzenia straży gminnych? - pyta.

Ekspert po jednej stronie stawia badania Instytutu Transportu Samochodowego wskazujące, że połowa kierowców zaczęła przekraczać ponownie prędkość w miejscach dotychczasowych lokalizacji fotoradarów, a po drugiej statystyki Wrocławia do I kwartału br., gdzie po likwidacji, nastąpił spadek liczby wypadków i ofiar.

- O ile popierałem ideę odebrania samorządom kompetencji w zakresie pilnowania przestrzegania prędkości, o tyle za błąd uważam nieznalezienie kilku milionów złotych w rezerwach budżetowych na sfinansowanie ich przejęcia przez GITD, w sytuacji gdy roczne straty dla gospodarki z tytułu wypadków przekraczają astronomiczne 50 mld zł - kwituje Furgalski w rozmowie z dziennik.pl.

Gdzie ginie najwięcej ludzi?

Jak udało się nam ustalić, obecnie Biuro Ruchu Drogowego KGP jest na etapie opracowania kompletnej analizy, która ma dać obraz wpływu fotoradarów stacjonarnych użytkowanych przez SMiG na stan bezpieczeństwa na polskich drogach. Znajdą się w niej dane za 10 miesięcy 2016 r. w porównaniu do okresu użytkowania w latach 2013-2015 w korelacji do daty ustawienia fotoradarów. Nam udało się zdobyć wycinek z tego dokumentu - kluczowe wnioski za okres dziesięciu miesięcy tego roku w konfrontacji do analogicznego okresu 2015 r.

Autorzy wskazują, że istotny wzrost wypadków śmiertelnych odnotowano poza obszarem zabudowanym. W miejscowościach sytuacja zmieniła się nieznacznie. A największy wzrost wypadków śmiertelnych i ich ofiar miał miejsce w maju i w czerwcu 2016 (długie weekendy i początek wakacji). Więcej wypadków śmiertelnych zdarzyło się na drogach krajowych i wojewódzkich.

Policja podkreśla duży wzrost zabitych wśród pasażerów - powód to m.in. jazda bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, zbyt dużo osób w aucie czy tragedie z udziałem "blaszaków" przerobionych chałupniczo na auta do przewozu ludzi. Znaczne wzrosty liczby wypadków śmiertelnych nastąpiły wśród rowerzystów i motocyklistów.

Pasażerowie giną. Piesi mogą czuć się bezpieczniej?

Drogówka wskazuje na poprawę bezpieczeństwa na autostradach, przy jednoczesnym pogorszeniu na sieci dróg ekspresowych. Największą liczbę zdarzeń odnotowano jednak na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych.

Pomimo ogólnej tendencji pogarszania się stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego, zmniejszyła się liczba potrąceń pieszych, a tym samym liczba zabitych w tej grupie. Nastąpił jednak sukcesywny wzrost liczby wypadków spowodowanych przez kierujących pojazdami na wyznaczonych przejściach.

KGP twierdzi, że nic jej nie wiadomo o tym, by prowadzone były kompleksowe badania, które pozwolą ustalić, czy w miejscach dotychczasowej lokalizacji fotoradarów nastąpił istotny wzrost średniej prędkości pojazdów oraz czy miało to wpływ na zwiększenie liczby wypadków drogowych.