Volkswagen T-Roc Cabriolet to pierwszy w historii niemieckiej marki kabriolet na bazie auta typu SUV. Idąc śladem Golfa i modelu Beetle niemiecki producent zafundował nowicjuszowi materiałowy, składany automatycznie dach.

Czary-mary, hokus-pokus, a magiczna dźwignia zmienia Volkswagena - to w szpanerskie kabrio, to w podwyższone coupe. Operacja przebiega całkowicie automatycznie. Od pierwszego "klik" do ostatniego "klak" mija 9 sekund i dach chowa się do specjalnego schowka w przestrzeni bagażowej. Transformacja w otwarte auto może być przeprowadzona w czasie jazdy do 30 km/h.

Na pokładzie nie zabraknie bajerów z dziedziny multimediów. Volkswagen zadbał, by T-Roc topless zawsze był online. Dlatego lista udogodnień obejmuje m.in. nową generację systemu multimedialnego MIB3, wirtualne wskaźniki o przekątnej 11,7 cala zamiast analogowych zegarów czy wypasione audio amerykańskiej firmy Beats o mocy 400 watów.

Jeśli komuś sylwetka T-Roca Cabrio na seryjnych 17-calowych felgach wyda się za mało ostentacyjna, wówczas będzie mógł zażyczyć sobie pikantny pakiet R-line z 19-calowymi kołami, światłami przeciwmgłowymi i dodatkowym ospoilerowaniem. W ramach zestawu producent może dostarczyć także sportowe fotele czy aktywne (zależne od prędkości) wspomaganie kierownicy.

Mocy dostarczą dwie jednostki benzynowe TSI - trzycylindrowa 1.0/115 KM lub 1.5/150 KM. Jako opcję zamiast manualnej przekładni Volkswagen przewidział 7-stopniową, dwusprzęgłową skrzynię DSG.

Volkswagen T-Roc Cabriolet oficjalnie zadebiutuje podczas wrześniowego salonu samochodowego we Frankfurcie. Na rynku pojawi się wiosną 2020 roku. I zanosi się na to, że szalony pomysł VW trafi na podatny grunt. W Polsce też nie brakuje chętnych na egzotyczne auta...