Jeszcze pod koniec zeszłego roku w Urzędzie Regulacji Energetyki zarejestrowanych było 7847 koncesji na obrót paliwami ciekłymi. Według poniedziałkowych danych liczba ta spadła do 6585. To efekt działania pakietów paliwowego, energetycznego i transportowego. Pod tymi terminami kryją się zmiany w prawie, które ograniczyły nielegalny obrót, przede wszystkim paliwami. Tu każdego roku budżet państwa tracił miliardy złotych.
Jednak w efekcie wejścia w życie nowych przepisów problemy z utrzymaniem się na rynku mają także uczciwie działający przedsiębiorcy, którzy prowadzą biznes na niewielką skalę i nie są częścią największych sieci sprzedaży paliw.
Skarżą się przede wszystkim na wzrost kosztów działania. mówi adwokat Norbert Lenkiewicz współpracujący z Polską Izbą Paliw Płynnych. PIPP skupia ok. 350 krajowych firm działających w szeroko pojętej branży paliw.
Więcej biurokracji
Od kwietnia przedsiębiorcy muszą w rejestrze SENT umieszczać dane obejmujące m.in. ilość paliwa czy odbiorcę transportu. Jeśli z zamówionego paliwa kontrahent ostatecznie kupi tylko połowę, a druga część zostanie wysłana do kolejnego potencjalnego kupca, to informacja o tym natychmiast musi znaleźć się w rejestrze. Bo jeśli uprawnione do kontroli cystern służby, np. Inspekcja Transportu Drogowego czy policja, zatrzymają transport i stwierdzą, że w pojeździe jest inna ilość paliwa, niż zadeklarowano w SENT, to zarówno przedsiębiorcy, jak i kierowcy grożą dotkliwe kary (w związku z tym oszuści coraz częściej przewożą nielegalne paliwa nie w cysternach, ale w tirach, w których ukrywają zbiorniki).
Najwięcej kosztuje niezgłoszenie transportu do rejestru – przedsiębiorca zapłaci nie mniej niż 20 tys. zł. Na kierowcę może być nałożona grzywna w wysokości od 5 do 7,5 tys. zł. A kary pieniężne to może być dopiero początek, bo firma musi liczyć się z tym, że znajdzie się na celowniku służb podatkowych.
Restrykcyjne przepisy uderzają przede wszystkim w mniejsze podmioty działające poza największymi miastami, które utrzymują się na rynku, prowadząc handel hurtowy, ale na niewielką skalę. Jednorazowa sprzedaż większej ilości towaru pozwalała podreperować zyski, o które trudno w handlu detalicznym. Od kilku lat marże w tym obszarze rynku paliwowego stanowią od 2 do 3 proc. końcowej ceny.
dodaje Lenkiewicz.
Firmom przybyło biurokratycznych obowiązków – na początku roku musiały odnowić swoje koncesje na obrót paliwami i w związku z tym przekazać do URE szczegółowe informacje dotyczące działalności. Teraz zobowiązane są do składania urzędowi comiesięcznych sprawozdań z ilości wytworzonych, przywiezionych i wywiezionych paliw, a także o ich przeznaczeniu.
Na swojej stronie internetowej URE informuje, że pierwszy termin składania dokumentów minął 20 sierpnia i nie wywiązało się z niego 40 proc. przedsiębiorców. Dlatego choć spadek liczby koncesji w dużym stopniu wynika z ucieczki z rynku nieuczciwych, to jednak nowe obciążenia wygoniły z niego także część tych uczciwych.
Rośnie popyt na paliwa
Za to dla części biznesu, który działa zgodnie z prawem i radzi sobie z rosnącą biurokracją, tort do podziału jest coraz większy. Z danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (skupia największe działające na rynku firmy, takie jak: Orlen, Lotos, BP czy Shell) wynika, że w I półroczu oficjalne zużycie paliw samochodowych wzrosło w naszym kraju o 15 proc.
Ale rynek rośnie nie tylko ze względu na ograniczenie nielegalnego obrotu. Polacy coraz więcej zarabiają, do gospodarstw domowych płyną pieniądze z programu "Rodzina 500 plus". W zeszłym roku import używanych samochodów wzrósł o jedną czwartą, przekraczając milion sztuk. Od niemal trzech lat miesiąc w miesiąc kupujemy więcej nowych aut. Tym samym potrzebujemy więcej paliwa. Według wstępnych informacji POPiHN w sierpniu, kiedy na porównywalność danych nie wpływa już w tak dużym stopniu uszczelnienie rynku, oficjalne zużycie benzyny, oleju napędowego i gazu LPG wzrosło ok. 5 proc.
– mówi Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw z POPiHN.
Korzystają na tym przede wszystkim największe firmy paliwowe. Wyłudzenia podatku VAT, z którymi zmagał się rynek, wiązały się przede wszystkim z importem paliw. Wraz z ich wyeliminowaniem dużo więcej paliwa z zagranicy sprowadzają legalnie działające firmy. Członkowie POPiHN w pierwszych sześciu miesiącach roku importowali 96 proc. więcej oleju napędowego niż przed rokiem, a import benzyny zwiększył się o 34 proc. Pełną parą pracują krajowe rafinerie Orlenu i Lotosu.
ocenia Romaniuk.
Mniej niezależnych
Znajduje to odzwierciedlenie w zyskach, które już w zeszłym roku były rekordowe, a w tym zapowiadają się jeszcze lepiej. Orlen, największy gracz na rynku, zarobił w I półroczu niemal 3,5 mld zł, 78 proc. więcej niż przed rokiem. Ograniczenie nielegalnego handlu paliwami to niejedyny czynnik, który tłumaczy rosnące zyski, ale ma istotne znaczenie. Płocki koncern podkreśla, że na nowych regulacjach zyskał cały rynek.
– tak na nasze pytanie o to, jak nowe przepisy wpłynęły na pozycję spółki na rynku, odpowiedziało biuro prasowe Orlenu.
To, że mniejszym firmom nie jest łatwo przetrwać, pokazuje malejąca liczba niezależnych stacji benzynowych. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku z rynku zniknęło 179 obiektów. 170 należało do przedsiębiorców, którzy nie byli skupieni w żadnej sieci.
zwraca uwagę Krzysztof Romaniuk z POPiHN.