- Mrozy trzymają, a ty wciąż szukasz stacji ze specjalnym zimowym paliwem? Przestań, bo robisz to niepotrzebnie
- Niewidzialna ręka rynku? Nie, przepisów – czyli dlaczego zimą twój samochód jest bezpieczny
- Diesel, parafina i -20 stopni Celsjusza
- Kiedy masz prawo mieć problem z paliwem na mrozie?
- Benzyna też nie lubi zimy, ale nie chodzi o parafinę
Mrozy trzymają, a ty wciąż szukasz stacji ze specjalnym zimowym paliwem? Przestań, bo robisz to niepotrzebnie
Styczeń powoli zmierza ku końcowi. Ale zima rozgościła się w Polsce na dobre, a ostatnie dni przyniosły solidne mrozy. Trochę ustąpią, ale zima na razie całkiem nie odpuści. Wielu kierowców, zwłaszcza tych posiadających samochody z silnikiem Diesla, z niepokojem patrzy na prognozy pogody. Kiedy temperatura spada do -10 czy -15 stopni Celsjusza, powraca wątpliwość: czy paliwo typu Arctic albo Premium będzie dostępne na stacji?
Odpowiedź jest przewrotna: nie musisz go szukać, bo innego paliwa po prostu nie ma prawa tam być. Jeśli dzisiaj podjeżdżasz pod dystrybutor, niezależnie czy jest to wielki koncern paliwowy przy autostradzie, czy mała stacja w powiatowym miasteczku, lejesz do baku produkt przystosowany do srogiej zimy. Nie jest to kwestia dobrej woli sprzedawcy, marketingu czy dostępności paliwa premium. To kwestia obowiązującego prawa.
Jeśli więc teraz, w środku zimy, jeździsz po mieście i szukasz specjalnych oznaczeń ze śnieżynką na dystrybutorach, możesz przestać. Prawo wyręczyło cię w tym temacie dawno temu.
Niewidzialna ręka rynku? Nie, przepisów – czyli dlaczego zimą twój samochód jest bezpieczny
Większość kierowców nie zdaje sobie sprawy, że jakość paliw w Polsce jest ściśle regulowana przez kalendarz. To nie rafinerie decydują, kiedy "rzucić" na rynek odporną na mróz ropę. Robi to za nie Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska w sprawie wymagań jakościowych dla paliw ciekłych. Dokument ten dzieli rok na trzy okresy: letni, przejściowy i zimowy.
Dziś, w drugiej połowie stycznia, znajdujemy się w samym sercu okresu zimowego. Co to oznacza w praktyce? Że każda kropla paliwa sprzedawana legalnie na terenie Rzeczypospolitej Polskiej musi spełniać najbardziej rygorystyczne normy odporności na niskie temperatury.
Ważne
Dla przypomnienia i uspokojenia nerwów – okres zimowy, w którym paliwa mają arktyczne parametry, trwa:
- Dla benzyny: od 1 listopada do końca lutego.
- Dla oleju napędowego: od 16 listopada do końca lutego.
Skoro mamy powoli koniec stycznia, to znaczy, że stacje paliw miały obowiązek całkowicie przestawić się na "zimówkę" już ponad dwa miesiące temu! Ryzyko, że trafisz dziś na letnie paliwo, jest bliskie zeru – bo takie przypadki wychwytują kontrole Inspekcji Handlowej, które w sezonie zimowym są wzmożone. Przez taki czas na pewno też nie zostało w dystrybucji na stacjach nic z letnich zapasów.
Diesel, parafina i -20 stopni Celsjusza
Dlaczego to tak ważne właśnie teraz, gdy mróz trzyma? Zwłaszcza olej napędowy to paliwo kapryśne i wymagające. W niskich temperaturach wytrącają się z niego kryształki parafiny. To naturalny proces fizykochemiczny. Jeśli parafiny będzie za dużo, zablokuje ona filtr paliwa. Efekt zna każdy, kto choć raz musiał zostawić swojego diesla na dłużej pod chmurką na zewnątrz: rozrusznik kręci, silnik może nawet zaskoczyć na sekundę, po czym gaśnie, bo pompa nie jest w stanie zassać zżelowanej ropy przez zatkany filtr.
W okresie z letnim paliwem ten proces może zacząć się już przy lekkim przymrozku. Ale paliwo, które tankujesz dzisiaj (zgodnie z normą dla okresu zimowego), musi mieć tzw. Zimną Temperaturę Zablokowania Filtra (CFPP - Cold Filter Plugging Point) na poziomie co najmniej -20 stopni Celsjusza.
Spójrz na termometr. Jeśli jest -10 lub -12 stopni, standardowy, najzwyklejszy olej napędowy z każdej stacji powinien sobie z tym poradzić z dużym zapasem bezpieczeństwa. Nie musisz dopłacać do paliw premium, by auto odpaliło przy obecnych mrozach – prawo gwarantuje ci ten standard w cenie podstawowej ropy nie-premium.
Kiedy masz prawo mieć problem z paliwem na mrozie?
Skoro na stacjach jest bezpiecznie, to dlaczego mechanicy wciąż mają ręce pełne roboty z zamarzniętymi dieslami? Często winni jesteśmy my sami, a nie stacje paliw.
Problem pojawia się w autach, które jeżdżą rzadko. Jeśli zatankowałeś swój samochód do pełna w październiku (kiedy obowiązywał okres przejściowy z normą do -10 stopni C.) i postawiłeś go, a teraz, w styczniu, próbujesz go odpalić przy -15 stopniach, to masz prawo mieć kłopoty. W twoim baku wciąż znajduje się paliwo o gorszych parametrach, mimo że na stacjach od dawna jest już to lepsze.
To samo dotyczy aut hybrydowych typu plug-in, w których silnik spalinowy włącza się rzadziej, a Ty jeździłeś na doładowaniu prądem, zapominając o laniu paliwa. W takiej sytuacji, jeśli masz jeszcze miejsce w zbiorniku, warto pojechać na stację i dolać świeżego, w pełni zimowego paliwa dostępnego obecnie, aby wymieszać je z tym starym i poprawić parametry całej mieszanki.
Benzyna też nie lubi zimy, ale nie chodzi o parafinę
Choć najwięcej mówi się o dieslach, kierowcy benzyniaków też korzystają z dobrodziejstw przepisów. Benzyna nie zamarza (nie wytrąca parafiny), ale zimą ma inny problem: lotność.
Aby silnik benzynowy odpalił, paliwo musi odparować i stworzyć z powietrzem mieszankę zapalną. W niskich temperaturach benzyna paruje niechętnie. Dlatego paliwo sprzedawane teraz, w styczniu, ma inny skład chemiczny niż to z sierpnia. Rafinerie zwiększają tzw. prężność par (VP), dodając lżejsze frakcje, co ułatwia rozruch na mrozie.
Tutaj również okres zimowy obowiązuje sztywno do końca lutego. Tankując teraz benzynę, masz pewność, że jest ona wzbogacona pod kątem łatwego rozruchu w ujemnych temperaturach.
Czy warto dopłacać do paliw premium przy większych mrozach?
Skoro zwykłe paliwo musi wytrzymać -20 stopni, a za oknem mamy np. -12, to czy jest sens kupować droższe paliwa uszlachetnione (typu Verva, Ultimate, V-Power)?
To zależy od prognoz i twojego spokoju ducha. Paliwa premium w okresie zimowym często mają parametry znacznie przekraczające wymagania ustawowe. Zamiast obowiązkowych -20 stopni, oferują wytrzymałość do -30, a nawet -35 stopni Celsjusza (często oznaczane jako paliwa arktyczne). A tej zimy takie temperatury, jeszcze niższe niż -20 stopni C, się zdarzały.
Jeżeli:
- parkujesz auto "pod chmurką",
- akumulator nie jest pierwszej młodości,
- mieszkasz w rejonach górskich lub na tzw. biegunie zimna (Suwałki, Podhale),
- zapowiadają nadejście fali mrozów (poniżej -20 st. C),
- to wtedy paliwo premium jest rozwiązaniem. Ale w warunkach typowej polskiej zimy, z temperaturami rzędu -5 do -15 stopni, które obserwujemy aktualnie, standardowe paliwo spełniające normy rozporządzenia jest w zupełności wystarczające.
Tankuj zwykłe paliwo i jedź
Nie dajmy się zwariować. Zima trwa w najlepsze, ale system dystrybucji paliw jest na to przygotowany od listopada. Nie szukaj na siłę dystrybutorów ze śnieżynką – w styczniu każdy dystrybutor jest zimowy.
Pamiętaj tylko, że okres zimowy kończy się wraz z ostatnim dniem lutego. Od 1 marca wchodzimy w tzw. okres przejściowy. Ale do tego czasu jeszcze daleko i do tej daty standardowe paliwa będą spełniały zimowe normy. Na razie możesz być spokojny o to, co wlewasz do baku – pod warunkiem, że tankujesz na bieżąco, a nie próbujesz odpalić auto na mieszance zatankowanej jeszcze jesienią, albo gdy kupiłeś wtedy na zapas paliwo do kanistra, bo "było tanio". Wtedy lepiej zostaw je do wiosny, a zatankuj aktualną mieszankę ze stacji.
Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 26 czerwca 2024 r. w sprawie wymagań jakościowych dla paliw ciekłych (Dz. U. z 2024 r., poz. 1018).