Konsorcjum, w skład którego wchodziły firmy SIAC Construction, PBG, Hydrobudowa i Aprivia budowało odcinek Tarnów-Dębica autostrady A4. Kontrakt został zerwany pod koniec lipca 2012 r. Między konsorcjum a Dyrekcją nie ma jednak zgody, co do tego, kto pierwszy odstąpił od kontraktu.

Reklama

25 lipca GDDKiA poinformowała, że konsorcjum nie wywiązywało się z zapisów kontraktowych i przestało realizować budowę autostrady A4 Tarnów-Dębica, dlatego Dyrekcja zerwała kontrakt. GDDKiA próbowała uruchomić gwarancje należytego wykonania kontraktu, twierdząc, że kary umowne należą się zamawiającemu z mocy prawa.

Tymczasem SIAC twierdziło, że to firma pierwsza odstąpiła od umowy. "Mamy niezbędne dokumenty, by to udowodnić. Dyrekcja nie mogła zerwać kontraktu, który my zerwaliśmy wcześniej" - mówił w zeszłym tygodniu dyrektor operacyjny SIAC Construction Finn Lyden. Dodał, że umowa została zerwana z winy GDDKiA, a żądanie wypłacenia przez Dyrekcję gwarancji jest "próbą bezprawnego przywłaszczenia aktywów należących do spółki". Chodzi o 43,7 mln zł. Spór znalazł finał w sądzie, który oddalił wniosek konsorcjum o wstrzymanie wypłaty.

Na konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu Lyden podnosił, że przystępując do prac konsorcjum powinno otrzymać kompletny projekt i dokumentację oraz przygotowany plac budowy. Tymczasem - jak mówił - podczas prac ziemnych przy jednym ze skrzyżowań robotnicy znaleźli zwierzęce kości zakopane z chemikaliami, które miały przyspieszyć ich rozkład. "Oczyszczenie placu budowy i zwrócenie go wykonawcy zajęło GDDKiA 14 miesięcy. Zwróciliśmy się do Dyrekcji o przesunięcie terminu ukończenia robót, poparł nas też inżynier kontraktu, ale takiej zgody nie otrzymaliśmy" - powiedział. "Takie przykłady można mnożyć, mamy je spisane na 120 stronach" - dodał.

Wyjaśnił, że GDDKiA nie tylko nie przychyliła się do prośby o przedłużenie czasu na budowę, ale także zagroziła karami umownymi. Dlatego - jak tłumaczył dyrektor operacyjny SIAC Construction - firma zdecydowała się na odstąpienie od umowy.

Rzeczniczka GDDKiA Urszula Nelken mówiła zaś wtedy, że Dyrekcja odstępuje od realizacji kontraktów "wyłącznie w ekstremalnych sytuacjach, kiedy nie da się już kontynuować budowy na zasadach określonych obowiązującym prawem, także unijnym". Taka decyzja każdorazowo jest poprzedzona wielokrotnymi próbami współpracy z wybranym wykonawcą - zapewniała Urszula Nelken, dodając, że GDDKiA skutecznie odstąpiła od umowy z konsorcjum i wystąpiła o kary umowne, które należą się zamawiającemu z mocy prawa. "W przypadku, kiedy wykonawca nie chce działać zgodnie z podpisaną przez siebie umową i dobrowolnie zapłacić kary, GDDKiA uruchamia gwarancję, która do tego celu została zabezpieczona" - mówiła Nelken.

Decyzja GDDKiA o zerwaniu kontraktu była drugą tego typu ws. podkarpackiego odcinka autostrady A4. Pod koniec maja br. GDDKiA zerwała umowę z firmą Radko na budowę odcinka autostrady od węzła Rzeszów Zachód do węzła Rzeszów Centralny.

A4 ma przebiegać od dawnego przejścia granicznego z Niemcami w Jędrzychowicach k. Zgorzelca przez m.in. Wrocław, Opole, Katowice, Kraków, Tarnów, Rzeszów do przejścia granicznego z Ukrainą w Korczowej. Łączna długość autostrady wyniesie ok. 670 km.