Wyrok wydany w środę przez Sąd Okręgowy w Poznaniu nie jest prawomocny.

Reklama

Do zdarzenia doszło w czerwcu 2020 roku w miejscowości Bolewice pod Nowym Tomyślem. Prokuratura oskarżyła Leszka G. o to, że "pozbawił życia Romana M., oraz usiłował pozbawić życia Sylwię M.".

Leszek G. kierując samochodem osobowym, umyślnie zjechał na pas ruchu przeznaczony dla pojazdów jadących z przeciwka, doprowadzając do zderzenia z samochodem, którym jechali Roman M. i Sylwia M. "Kierowca Roman M. poniósł śmierć na miejscu na skutek doznanych obrażeń wielonarządowych, natomiast pasażerka samochodu Sylwia M. doznała obrażeń w postaci obrzęku mózgu, złamania trzonu mostka, złamania żeber, stłuczenia płuca, złamania obojczyka" – wskazano w akcie oskarżenia.

Leszkowi G. zarzucono także prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, oraz niezatrzymanie pojazdu mimo rozpoczętego za nim pościgu policji. Zdaniem śledczych, oskarżony przed zdarzeniem chciał popełnić samobójstwo z powodu problemów ze swoją ówczesną partnerką; do wypadku miał doprowadzić celowo, a zatem – jak wskazała prokuratura - musiał się liczyć z tym, że swoim działaniem może spowodować śmierć osób jadących w tym pojeździe, stąd przedstawiony mu zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa.

Oskarżony nie przyznaje się do zabójstwa

Reklama

Proces mężczyzny ruszył w grudniu ub. roku. Leszek G. nie przyznał się do zarzutu zabójstwa. Przyznał się jedynie do spowodowania wypadku, jazdy pod wpływem alkoholu i ucieczki przed policją.

W środę sąd uznał oskarżonego winnym wszystkich zarzucanych mu czynów i wymierzył mu karę łączną 11 lat i dwóch miesięcy pozbawienia wolności. Orzekł także wobec oskarżonego m.in. 8-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, a także zadośćuczynienie w wysokości 50 tys. zł na rzecz Sylwii M.

Sędzia Andrzej Klimowicz podkreślił w uzasadnieniu wyroku, że oskarżony "dla własnego celu zabił przypadkową osobę".

Jak ustalił sąd, oskarżony z zamiarem pozbawienia życia siebie, kierując pojazdem mechanicznym z dużą prędkością, rzędu co najmniej 120 km/h, umyślnie zjechał na przeciwległy pas ruchu, tuż na pierwszy i jadący z przeciwnego kierunku samochód, którym poruszali się pokrzywdzeni Roman M., który poniósł śmierć na miejscu i jego żona Sylwia M., która poniosła obrażenia, ale wypadek przeżyła.

Reklama

Oskarżony do skutku w postaci pozbawienia siebie życia nie doprowadził, natomiast jego zachowanie spowodowało śmierć jednego z pokrzywdzonych, a co do drugiego uznał sąd, że to było usiłowanie – dodał.

Sędzia podkreślił, że mając na uwadze dowody zebrane w sprawie, "niewątpliwie oskarżony taki zamiar samobójstwa wyrażał, powodując zaalarmowanie najpierw swojej byłej partnerki, bo już wtedy byli po rozstaniu, jak i swojej matki, która z kolei zawiadomiła służby ratunkowe, informując, że syn chce popełnić samobójstwo".

Sąd zaznaczył, że w momencie zdarzenia "nic nie stało na drodze, nic nie mogło spowodować zmiany kierunku jazdy, poza ustalonym wcześniej zamiarem popełnienia samobójstwa".