TOMASZ SEWASTIANOWICZ: Ostatni motocykl WSK po 30 latach produkcji opuścił Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego PZL w Świdniku w 1985 roku. Skąd pomysł i środki na reaktywację polskiej marki?

MICHAŁ PIOTROWICZ: Projekt odrodzenia narodził się kilka lat temu w głowach pasjonatów motocykli, a szczególnie naszych rodzimych "wuesek". Snuliśmy plany i marzenia, by tę markę odrodzić, ale wszystko rozbijało się o realia finansowe. Wreszcie z inicjatywny burmistrza Świdnika Waldemara Jaksona pomysł ze sfery marzeń przeniósł się na płaszczyznę biznesową. I dwa lata temu rozpoczęliśmy poszukiwania firm, które byłby w stanie sfinansować to przedsięwzięcie.

Udało się?

Dziś już mogę zdradzić, że takie grono potencjalnych współpracowników i firm, które mogłyby udźwignąć finansowo tę operację udało się nam znaleźć. Będziemy chcieli przez najbliższe pół roku doprowadzić do zawiązania konsorcjum, podpisania listu intencyjnego tak, aby można było rozpocząć prace badawczo-rozwojowe.

Kto wchodzi w skład nowego konsorcjum?

Tego nie mogę ujawnić do chwili podpisania dokumentów.

A długa jest ta lista chętnych do pomocy w reaktywacji WSK?

Chętnych jest bardzo dużo, ale nam zależy na wąskim gronie silnych podmiotów. I takie udało nam się zebrać na Lubelszczyźnie. Zaszliśmy już całkiem daleko, dlatego dla zabezpieczenia przedsięwzięcia jednocześnie stale poszerzamy naszą bazę zainteresowanych współpracą - ku naszemu miłemu zaskoczeniu, spływają zgłoszenia od firm z całej Polski.

Trwają już jakieś prace nad prototypem?

Nazwałbym to fazą koncepcyjną, czyli wiemy do czego chcemy nawiązać i w jakim kierunku rozwijać współczesne motocykle WSK. Wiemy jakie napędy zaproponować, czy też jak ten motocykl sobie wyobrażamy, że będzie wyglądał. A same prace badawczo-rozwojowe są jeszcze przed nami.

Czyli jak będzie wyglądać nowa WSK?

Przewidujemy rozwinięcie motocykla WSK, który nie wszedł do produkcji seryjnej i na jego bazie chcemy zbudować współczesną, nowoczesną maszynę przystosowaną do dzisiejszych realiów technicznych i formalno-prawnych. Bez względu na wybór kierunku będzie to model tradycyjny, może w modnym stylu retro, ale wykonany na miarę XXI wieku.

Kto pracuje nad koncepcją?

Na obecnym etapie głównie ja odpowiadam za ten projekt. Ale w przyszłości, w gronie firm wyłonionych do prac nad prototypem motocykl będzie projektowany przez zawodowca - projektanta przemysłowego.

Myśleliście o współpracy z uczelnią?

Rozmawialiśmy na początku 2015 roku m.in. z Politechniką Lubelską, która jest gotowa do współpracy. Jednak bardziej upatrujemy szans w biznesie i komercyjnych ośrodkach badawczo-rozwojowych. Oczywiście nie zamykamy przed nikim drzwi. Jeśli będzie taka potrzeba i wola, to prace także będziemy zlecali ośrodkom akademickim.

Jednak dziś większą mobilność i gwarancję wykonalności mają firmy komercyjne dysponujące finansami i zapleczem technologicznym. Dochodzi do tego jeszcze krótszy proces decyzyjny oraz nastawienie rynkowe, które w przyszłości może okazać się korzystniejsze w przypadku tego przedsięwzięcia.

Kiedy można spodziewać się czegoś więcej? Może jeżdżącego prototypu?

Konsorcjum odpowiedzialne za reaktywację WSK i koncepcję motocykla chcielibyśmy zaprezentować na 10. Jubileuszowym Zlocie Motocykli WSK i innych, który odbędzie się w ostatni weekend sierpnia 2017. A od chwili zawiązania spółki zakładamy, że potrzebujemy trzech lat żeby motocykl znalazł się w produkcji i na drogach.

A gdzie miałby być produkowany?

Na pewno nie w zakładach w Świdniku. Grupa Leonardo skupia się na swoim głównym biznesie, na produkcji śmigłowców. Jest to dla nas jak najbardziej zrozumiałe. Motocykl będzie wytwarzany gdzie indziej, ale wciąż na Lubelszczyźnie.

Silniki do nowych WSK byłyby konstrukcją polską?

Założenie jest takie, aby jak najwięcej elementów docelowo było wytwarzanych w kraju. Na pewno silnik w 100 proc. byłby opracowany i produkowany w Polsce.

Jakiej pojemności byłyby to jednostki?

Najmniejszą pojemnością, tak jak w najpopularniejszym pierwowzorze, będzie silnik 125 ccm. Oprócz bazowej jednostki przewidujemy też model flagowy o pojemności 1000 ccm. I to byłaby duża maszyna dla poważnych mężczyzn.

Cena?

Na pewno będzie konkurencyjna. Duży procent podzespołów będzie produkowany w Polsce, dlatego zakładamy, że cena będzie nieznacznie wyższa w stosunku do obecnie oferowanych pojazdów pochodzenia azjatyckiego.

Planujemy, aby te motocykle miały narodowy sznyt i jakość wyższą od tego, co oferują produkty z importu z Chin czy innych krajów. Zresztą takie są też oczekiwania potencjalnych klientów - dużo osób zgłasza się do nas, mówiąc „tylko niech to będzie produkt polski”. Nawet z sugestią, że zaakceptują nieco wyższą cenę, byle WSK powstawała w kraju. A to się wiąże z nowymi miejscami pracy i z kooperacją z innymi firmami, które również na tym skorzystają. Nie widzę przeszkód, by nowa WSK-a miała zawieszenie i układ hamulcowy opracowany przez polskich inżynierów, choć pierwotnie planujemy skorzystać z gotowych wyrobów firm globalnych, podobnie jak robią to inni renomowani producenci.

Eksport?

Nie zamykamy się przed tym pomysłem. Cała idea odrodzenia WSK-i spotkała się z niesamowicie ciepłym odbiorem. Również Polaków mieszkających za granicą. Płyną do nas sygnały z Niemiec, Francji i USA. Ci ludzie, chociaż to towarzystwo głównie kolekcjonerów i pasjonatów, czekają na ten produkt nawet jeśli miałaby to być wyłącznie seria próbna. Zgłaszają gotowość zakupu jednej z pierwszych sztuk nowej WSK-i. Także osoby, które rozważają zakup pierwszego motocykla, a znają WSK-ę z opowieści ojców czy dziadków przychodzą i dopytują, kiedy motocykl będzie można kupić. I tu uważam, że bardzo ciekawy sektor rynku moglibyśmy zagospodarować.

A Pan jeździł WSK-ą?

Cały czas jeżdżę. Hobbystycznie zajmuję się odnawianiem zabytkowych motocykli, a WSK w garażu zajmuje szczególne miejsce.

Ale tylko jedna jest na stanie?

(Śmiech) Mam kilka jeżdżących i kilka czeka na przywrócenie do życia. Jeszcze nie robiłem inwentaryzacji. Kiedy już złożę wszystkie, wtedy się okaże. Zapraszam na sierpniowy zlot, tam robimy cykliczną wystawę sprzętu i wtedy będzie można je policzyć.

Jak bliscy zapatrują się na te zainteresowania?

Hobbystyczna praca nad zabytkowymi jednośladami i reaktywacją marki wymaga wielu godzin czasu wolnego spędzonych poza domem. Rodzi to drobne napięcia (śmiech), ale na szczęście wszyscy mamy jakieś pozazawodowe zainteresowania i szanujemy to wzajemnie.