Korki to nie tylko nerwy ale też pieniądze ulatujące z dymem spalin. Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte i serwis Targeo.pl pracujący w siedmiu największych miastach Polski - Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Gdańsku - tracili w korkach w 2013 r. średnio 13,1 mln zł dziennie, czyli 289 mln zł miesięcznie i 3,46 mld zł rocznie.
- mówi Rafał Antczak z Deloitte Business Consulting.
W 2013 roku koszt korków dla statystycznego mieszkańca-kierowcy wynosił w ubiegłym roku średnio 2905 zł rocznie, co stanowiło średnio 70 proc. miesięcznego wynagrodzenia. Dwa lata wcześniej było to 2811 zł, co stanowiło 77 proc. miesięcznego wynagrodzenia.
Nominalnie największe koszty korków rocznie ponoszą kierowcy w Warszawie (3,5 tys. zł) oraz Poznaniu i Krakowie (po około 3,2 tys. zł), a najmniej w Gdańsku (tylko 2,3 tys. zł), Łodzi i Katowicach (po około 2,5 tys. zł).
Analitycy przyjęli, że skoro podatki pośrednie stanowią połowę ceny benzyny spalonej w korkach, to budżet państwa w 2013 roku zarobił na nich prawie 520 mln zł - był to spadek o ponad 18 mln w porównaniu z rokiem 2012 i 2011.
Najwięcej budżet państwa zarobił w Warszawie, gdzie było to aż prawie 83 mln zł (wzrost o 23 proc. w porównaniu z 2011 r.), a najmniej w Katowicach - 39 mln zł (wzrost o 8 proc.).
Najwięcej budżet państwa stracił w Gdańsku, gdyż dochody z tytułu VAT i akcyzy od paliwa spalonego przez kierowców w korkach spadły o 30 proc. w porównaniu do 2011 r. i dały dochód podatkowy w wysokości nieco ponad 40 mln zł.
wyjaśnia Antczak.