Dopłaty do samochodów elektrycznych dla zwykłych kierowców (osób fizycznych) stają się faktem. Ministrowie energii oraz finansów, inwestycji i rozwoju podpisali rozporządzenie w tej sprawie. I tak zgodnie z nowymi przepisami, w przypadku nowego auta na prąd, dopłata może wynieść 30 proc. ceny zakupu, nie więcej jednak niż 37,5 tys. zł. A samochód nie może być droższy niż 125 tys. zł (cena nabycia). Powyżej tej kwoty dopłata nie przysługuje.

Które samochody elektryczne spełniają rządowe kryteria dofinansowania w ramach Funduszu Niskoemisyjnego Transportu? Oto przegląd rynku…

Grupa PSA wystawia w Polsce aż dwóch zawodników w tej kategorii cenowej. Nowy elektryczny Opel Corsa-e Edition kosztuje 124 490 zł. Przy uwzględnieniu 30 proc. rządowej subwencji cena spada o 37 347 zł do 87 143 zł. Producent deklaruje zasięg na poziomie 330 km (według WLTP). W realnym ruchu można oczekiwać, że elektryczna Corsa pokona ok. 300 km, co w przypadku auta miejskiego jest zadowalającym dystansem. Bateria (objęta 8-letnią gwarancją) ma pojemność 50 kWh. Naładowanie szybką ładowarką do 80 proc. powinno trwać około 30 min. Silnik generuje 100 kW (136 KM) oraz 260 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jazda? Opel na prąd wystrzeli od 0 do 50 km/h w 2,8 s, a przyspieszenie do 100 km/h zajmie 8,1 s. Seryjne wyposażenie obejmuje m.in.: układ rozpoznawania znaków ograniczenia prędkości, systemem ostrzegania przed kolizją (również z pieszym) i automatycznego hamowania przy niskich prędkościach, system wykrywania zmęczenia kierowcy. Dla zainteresowanych zakupem Corsy-e, Opel wprowadził możliwość rezerwacji online. Warunkiem zabukowania auta jest 1000 zł kaucji zwrotnej.

Elektryczny Peugeot e-208 w najtańszej wersji Active to wydatek 124 900 zł, więc także spełnia kryteria dofinansowania. Po uwzględnieniu 30 proc. wsparcia francuski model powinien kosztować 87 430 zł (o 37 470 zł mniej niż w cenniku). Samochód został wyposażony w silnik o mocy 136 KM. A dzięki akumulatorowi o pojemności 50 kWh oferuje 340 km zasięgu (wg WLTP). Sporo, jak na miejskie auto i najwięcej w segmencie. Obok Corsy-e, która wykorzystuje ten sam elektryczny zestaw. Przyspiesza do setki w 8,1 sekundy. Prędkość maksymalną ograniczono elektronicznie do 150 km/h – to nie powala, ale w miejskim aucie da się z tym żyć. Do silniejszego hamowania silnikiem przydaje się tryb "B".

Rządowe bonifikaty najbardziej powinni docenić kierowcy, którzy zdecydują się na zakup elektrycznej Skody CITIGOe iV. Podstawowa wersja Ambition została wyceniona na 81 900 zł. Jednak z okazji premiery auto w limitowanej serii będzie oferowane taniej – od 73 300 zł (odmiana Ambition). Cena wyższej wersji Style startuje z poziomu 81 300 zł. Po skorzystaniu z 30 proc. dofinansowania z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu ceny elektrycznej Skody spadną odpowiednio do 51 310 zł i 56 910 zł. Przy tym poziomie kosztu zakupu CITIGOe iV ze swoją miejską 3,6-metrową karoserią może stać się dla Kowalskiego przepustką do świata samochodów akumulatorowych. Elektryczny silnik generuje 61 kW (83 KM) oraz 210 Nm. Moment obrotowy jest przenoszony na przednie koła za pośrednictwem 1-biegowej przekładni. Energię przechowuje zestaw akumulatorów litowo-jonowych o pojemności energetycznej 36,8 kWh, które składają się z 168 ogniw. Taki magazyn elektryczności powinien wystarczyć na pokonanie 260 km. A szybkość ładowania zależy od mocy ładowarki. W domowych warunkach z wykorzystaniem ładowarki naściennej po podpięciu pod prąd zmienny (7,2 kW) uzupełnienie pustego akumulatorowa do 80 proc. potrwa 4 godziny i 8 minut. Zwykłe gniazdko to ponad 12,5 godziny ładowania. Na stacji ładowania prądem stałym o mocy 40 kW, wyposażonej w złącze CCS, akumulator CITIGOe można naładować do 80 proc. jego pojemności w godzinę. Jazda? CITIGOe przyspieszy od 0 do setki w 12,5 sekundy. Zryw z 60 km/h do 100 km/h zajmie 7,6 s. Prędkość maksymalną ograniczono do 130 km/h.

Bliźniaczy Volkswagen e-up! kosztuje od 96 290 zł. Po uwzględnieniu 30 proc. rządowego wsparcia niemiecki model będzie ostatecznie kosztować 67 403 zł (o 28 887 zł mniej niż w cenniku). Wyposażenie seryjne obejmuje m.in. automatyczną klimatyzację, radio Composition Phone, nawigację i system rozpoznawania znaków drogowych dzięki aplikacji Maps + More oraz We Connect App. Na elektryczny układ napędowy Volkswagen udziela gwarancji na 8 lat lub do przebiegu 160 tys. km.

Elektryczny Volkswagen e-Golf z ceną na poziomie 140 tys. zł nie łapie się na rządową dopłatę. Ale jest nadzieja, że znacznie nowocześniejszy, bo stworzony od podstaw jako samochód elektryczny kompaktowy model ID.3, spełni rządowe kryteria. Z naszych informacji wynika, że Volkswagen z ceną najtańszego wariantu tego e-auta postara się zmieścić poniżej progu 125 tys. zł. Jeśli tak się stanie, wówczas bazowy ID.3 z litowo-jonowym akumulatorem o pojemności 45 kWh kosztowałby ok. 87 tys. zł. Biorąc to pod uwagę oraz m.in. zasięg, który przy najmniejszej baterii wynosi ok. 330 km (wg normy WLTP), funkcjonalność i przestronność na poziomie Passata można spodziewać się, że Volkswagen ID.3 dzięki 30 proc. dofinansowaniu ma szansę przyczynić się do elektryfikacji polskich dróg.

Konkurencja jednak nie zamierza tanio sprzedać skóry. Do walki z VW ID.3 szykuje się także Renault Zoe. Obecnie francuski elektryk kosztuje od 135 900 zł. Jednak mamy dobrą informację dla osób zainteresowanych tym autem.

– Planujemy wersję w cenie poniżej 125 tys. zł. Prace trwają, a będzie to model z akumulatorem pozwalającym przejechać 390 km – powiedział dziennik.pl Janusz Chodyła z Renault Polska.

W takiej sytuacji Zoe po uwzględnieniu 30 proc. dofinansowania w najtańszej wersji kosztowałoby ok. 87 tys. zł.

Popularny nad Wisłą Nissan LEAF w najtańszej wersji z zasięgiem 270 km kosztuje od 157 700 zł. Jednak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że japoński producent pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli mu na spełnienie wymogów rozporządzania.

Kolejny często wybierany w Polsce elektryk BMW i3 (ok. 300 km zasięgu) z ceną od 168 900 zł nie łapie się na warunki dla osób fizycznych przewidziane w rozporządzeniu. Elektryczny MINI Cooper SE z zasięgiem na poziomie 239 km (wg WLTP) to obecnie wydatek 139 200 zł. Jednak polskie przedstawicielstwo tej marki należącej do BMW również chce przychylić nieba kierowcom indywidualnym, tak by mogli załapać się na warunki rządowego rozporządzenia.

Pracujemy nad rozwiązaniem, by zaoferować jak najszerszy wybór elektrycznych modeli. I jednocześnie bardzo cieszymy się, że klienci prowadzący działalność gospodarczą także mogą skorzystać z dofinansowania – powiedziała dziennik.pl Katarzyna Gospodarek, szefowa biura prasowego BMW Group Polska. Przypominamy, że przedsiębiorcom będzie przysługiwać dopłata przy cenie e-auta do 125 tys. zł netto.

Elektryczny Smart jest oferowany w dwóch wersjach. Dwuosobowy Fortwo kosztuje od 94 tys. zł, a wariant czteroosobowy Forfour jest droższy o 2 tys. zł. Dzięki 30-procentowej dopłacie oba miejskie maluch mogą finalnie kosztować odpowiednio: 65 800 zł i 67 200 zł.

Hyundai ma obecnie w ofercie dwa elektryczne modele. KONA Electric kosztuje od 165,9 tys. zł, a IONIC Electric to wydatek prawie 178 tys. zł. W przedstawicielstwie koreańskiej marki usłyszeliśmy, że z ewentualnymi decyzjami w sprawie cen wstrzymują się do czasu wdrożenia założeń rządowego systemu dopłat.

Kia nastawia się na elektryczne uderzenie na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2020 roku. Wtedy w Polsce zadebiutują dwa crossovery – e-Niro oraz e-Soul. Cenniki obu elektryków poznamy w grudniu 2019 roku.

Jak otrzymać wsparcie?

Kierowca najpierw płaci 100 proc. ceny auta w salonie i dopiero po transakcji występuje po zwrot 30 proc. Od 19 listopada warunkami otrzymania dopłaty ma być użytkowanie samochodu przez co najmniej 2 lata od zakupu. W tym czasie auto musi być zarejestrowane w Polsce i dopuszczone do ruchu. Ma również posiadać ubezpieczenie od "uszkodzeń, zniszczeń oraz utraty na skutek zderzeń, kolizji, zdarzeń losowych, uszkodzeń przez osoby trzecie oraz kradzieży". Osoba, która skorzystała ze wsparcia musi złożyć w tych sprawach pisemne oświadczenie. W przypadku niespełnienia warunków kwota dopłaty powiększona o odsetki ulega zwrotowi. Należy też złożyć oświadczenie, że na pojazd nie zostało wcześniej udzielone wsparcie ze środków Funduszu Niskoemisyjnego Transportu bądź innych źródeł publicznych, w tym środków UE. Pojazd na zakup którego udzielono wsparcia nie może być przedmiotem zabezpieczenia wierzytelności innej niż umowa kredytowa, zawarta w celu sfinansowania tego pojazdu.