Czy warto kupić chiński samochód? Wygląd może mylić

MG, BAIC, Omoda, Jaecoo, BYD i Forthing to czołowa szóstka chińskich marek najchętniej wybieranych przez kierowców. Ich głównym atutem są atrakcyjne ceny. Jednak zdaniem mechaników koszt zakupu to nie wszystko i nie można ich wkładać do jednego worka.

Reklama

– Z czołowej szóstki wyróżnia się MG i to nie tylko wynikami sprzedaży, ale też realnie atrakcyjnymi cenami oraz jakością wykonania – mówi Adam Lehnort, ekspert sieci ProfiAuto. Samochody chińskiej produkcji, ale brytyjskiej marki, klienci oceniają pozytywnie i można je opisać jako "wiele za niewiele". Na drugim biegunie są auta marki Forthing, które przypominają trochę przestarzałe i budżetowe. Design może mylić, bo na pierwszy rzut oka wyglądają atrakcyjnie, ale wykonane są z przeciętnych materiałów i mające spore braki w wyposażeniu. Do tego stopnia, że nawet zastanawia fakt dopuszczenia do ruchu w Europie. Jednak importerzy chińskich aut znaleźli furtkę w postaci dopuszczenia jednostkowego – wyjaśnia.

BYD jak Toyota i VW? Omoda i Jaecoo jak Kia i Hyundai?

Reklama

Z kolei BYD to gracz, który może stanąć w jednym szeregu z Toyotą, Volkswagenem czy Fordem. Technologicznie auta chińskiego giganta nie odstają, a jakość wykonania jest na takim poziomie, że nie muszą konkurować ceną. Z kolei Omoda i Jaecoo, należące do koncernu Chery, mocno przypominają obecne modele oferowane przez Hyundaia i Kię. To dojrzałe i poprawnie zaprojektowane auta, choć wcale nie są radykalnie tańsze od koreańskiej konkurencji.

– Chińskie marki są w podobnej sytuacji co koreańskie w latach 90., ale mają większą siłę przebicia i bez problemu pokonują bariery, które Hyundai i Kia przełamywały latami – ocenia Krzysztof Ostas, z Moto Floty. – Klienci już nie podchodzą tak sceptycznie do nowości, a widząc coraz gorszą jakość produktów z Japonii, Europy czy USA, nie boją się podjąć ryzyka, jak to miało miejsce ponad 30 lat temu w przypadku koreańskich producentów – zauważa.

Jaecoo 7 / dziennik.pl / Maciej Lubczyński

Jak jest z częściami zamiennymi do chińskich samochodów?

Dziś największe obawy dotyczą naprawy oraz serwisowania samochodów zza Wielkiego Muru. Pojawia się pytanie: skąd wezmę części zamienne jeśli chiński producent nagle zwinie interes i zniknie z Polski? Jednak zdaniem mechaników sytuacja jest łatwiejsza niż dawniej np. ze starszymi modelami SsangYonga. Nie ma problemu, aby zamówić cokolwiek z innego rynku europejskiego, gdzie Chińczycy funkcjonują dłużej, czy nawet bezpośrednio z Chin.

Jeśli jednak ktoś dalej ma obawy o specyficzne, rzadko wymieniane części, jak np. katalizator, wtryskiwacz, alternator czy półoś napędowa, to powinien spróbować zamówić to samo do francuskiego, włoskiego czy koreańskiego samochodu. Może okazać się, że czas oczekiwania na część do chińskiego modelu będzie nawet krótszy. A co o chińskich samochodach sądzą mechanicy, którzy mieli już z nimi styczność?

Mechanicy o silnikach w chińskich samochodach

– Jeśli nie są to pojazdy elektryczne czy hybrydowe, to nie różnią się bardzo od samochodów innych producentów – przyznaje Adam Lehnort. – Mają co prawda często silniki własnej produkcji, ale nie są to konstrukcje “dziwne”, a niektóre przypominają japońskie jednostki sprzed dekady. Są dość przemyślane i nie mają żadnych nietypowych rozwiązań, które często spotykamy w samochodach z Europy. Chińscy producenci nie przyznają tego wprost, ale można zauważyć, że wykorzystują do napędzania swoich modeli jednostki znanych azjatyckich producentów – wyjaśnia.

Ekspert zwraca uwagę, że pod maską przeciętnego chińskiego samochodu dostęp do podzespołów jest łatwy. Nie ma problemu z uzupełnianiem płynów czy podstawową obsługą, choć w niektórych silnikach trzeba zdjąć plastikową osłonę by dostać się do bagnetu olejowego. Podobnie jest z zawieszeniem czy układem napędowym. Niektóre marki korzystają z rozwiązań stosowanych przez wielu renomowanych producentów, co dotyczy skrzyń biegów czy mechanizmów napędu 4x4. Lista dostawców obejmuje takie uznane firmy jak m.in.: ZF, Jatco, Borg Warner czy Getrag.

Omoda 5 / dziennik.pl / Maciej Lubczyński

Czy chińskie samochody rdzewieją?

Ochrona antykorozyjna chińskich samochodów na razie pozostaje zagadką. Jednak zdaniem eksperta ProfiAuto np. MG wydaje się być pod tym kątem bardzo dobrze zabezpieczone. Ma solidną warstwę ocynku i wcale nie taki cienki lakier jak auta z Japonii.

Adam Lehnort zwraca uwagę, że jednej zalety nie ma jeszcze żaden chiński samochód – doświadczenia serwisowego, które posiadają mechanicy niezależni. Obecnie bez problemu można znaleźć warsztat nieautoryzowany, który nie tylko naprawi, ale nawet specjalizuje się w naprawach Volkswagena, Peugeota, Renaulta, Hondy, Toyoty, Hyundaia czy Forda. Mechnicy z takich serwisów na wylot znają nietypowe rozwiązania specyficzne dla danego egzemplarza konkretnej marki. Można jednak spodziewać, że niebawem – jak w przypadku samochodów amerykańskich – powstaną niezależne warsztaty wyspecjalizowane w autach chińskich i to będzie nowa żyła złota dla mechaników.

Chcesz chiński samochód? Jednego brakuje do szczęścia

Samochody z Chin są tańsze – różnice sięgają nawet 20 proc. Za typowego SUV-a często można zapłacić od 15 000 zł do 30 000 zł mniej, a zasada konfiguracji jest prosta – tylko najbogatsze wersje. Jednak nie wszystko złoto co się świeci, bo np. auto może mieć wyposażenie, które w praktyce jest zbyteczne. Dotyczy to zwłaszcza systemów asystujących podczas jazdy, nagłośnienia, które tylko na papierze dobrze gra czy masażu foteli, ale tylko tych z tyłu albo wyłącznie kierowcy.

– Warto mieć świadomość, że chińskie samochody obecne na naszym rynku są konstrukcjami jeszcze tworzonymi dla Chińczyków – tłumaczy Lehnort z ProfiAuto. – Tak samo było kiedyś z koreańskimi i dopiero przeniesienie centrum projektowego do Europy mocno poprawiło ich jakość. Auta z Chin to pojazdy często dla pasażerów podróżujących z tyłu, a nie kierowców, bo taka jest tam kultura jazdy. Kto ma auto, ten ma kierowcę. Na przykład pozycja za kierownicą będzie odpowiadała bardziej niskim osobom – zauważa. Stąd np. fotele mają krótkie siedziska. To jednak błahostka w porównaniu z kolejnymi ułomnościami...

Ile pali chiński samochód? Nawet o 3 litry na 100 km więcej

Poważną wadą jest wysokie zużycie paliwa. Przeciętnie chińskie auto pali ok. 2-3 l benzyny na 100 km więcej niż europejski, japoński czy koreański odpowiednik. W praktyce to ok. 13 zł na 100 km, a więc 13 000 zł na 100 000 km. Czyli na koniec może okazać się, że korzyść z niższej ceny zakupu zjadły wydatki na częstsze tankowanie.

Szykuj 2000 zł na nowe opony

Drugi problem to słabej jakości opony zakładane na pierwszy montaż. Komplet porządnych markowych opon kosztuje ponad 2000 zł. Na takich gumach wyjeżdżają auta z Japonii, Korei Południowej, Europy i USA.

Przy wyborze nowego samochodu warto pomyśleć o jego wartości rezydualnej (RV ang. residual value), czyli sumie, za którą można go sprzedać po kilku latach użytkowania. Im ona wyższa, tym niższa utrata wartości, czyli auto mniej będzie nas kosztować w całkowitym rozrachunku. Nowe auto najwięcej traci na wartości w ciągu 3-4 pierwszych lat eksploatacji.

W przypadku chińskich samochodównie wolno zapomnieć o utracie wartości, która obecnie jest ogromna i trzeba będzie kilku lat, nim osiągnie akceptowalny poziom – zaznacza Krzysztof Ostas. – Na początku 2025 roku marka Renault chwaliła się, że w 2024 roku po raz pierwszy w historii odnotowała wartość rezydualną powyżej średniej europejskiej. Kiedy taki poziom osiągnie MG, Jaecoo, Omoda? Trudno powiedzieć – ocenia.

Dacia Duster czy MG ZS? Który samochód po 3 latach straci więcej na wartości

Porównując dobrze wyposażoną Dacię Duster i MG ZS, oba auta z napędem hybrydowym, płacimy za nie tyle samo, czyli ok. 116-117 tys. zł. Prognozowana utrata wartości wg. Info-Ekspert przemawia jednak za rumuńską marką. Dustera odsprzedamy po 3 latach za 70 tys. zł, a MG za 60 tys. zł. Im droższe modele, tym różnice są większe.

MG ZS / Tomasz Sewastianowicz

Ile kosztuje serwisowanie chińskiego samochodu? Gwarancja to nie wszystko. Wyliczenia

Wreszcie serwisowanie, które po latach może okazać się kluczowe. Chińskie marki dają długie, nawet 7-letnie gwarancje. W ten sposób chcą przekonać do siebie tych niezdecydowanych. Jednak ten kij ma dwa końce. To 7-letnie zobowiązanie się do regularnego serwisowania w ASO, co nie jest tanie. Obraz sytuacji daje proste wyliczenie. Jeśli jedna wizyta w serwisie potrafi kosztować 1500 zł, to w ciągu 7 lat wydamy przeszło 10 tys. zł (tylko na zmianę oleju, płynów eksploatacyjnych i filtrów).

Kupując samochód znanej w Europie marki, po 2-3 latach można zrezygnować z usług stacji autoryzowanych i korzystać z niezależnych warsztatów. Gdzie wymiana oleju kosztuje 500-600 zł, a nie 1500-1600 zł, tarcza hamulcowa to wydatek 200 zł, a nie 500 zł, a za filtr powietrza przyjdzie zapłacić 40 zł, a nie 240 zł. Poza tym mając smykałkę mechanika, niektóre naprawy można wykonać we własnym zakresie.

Ile kosztuje serwisowanie chińskiego samochodu? / Materiały prasowe / KONRAD SKURA