Od początku maja przestało obowiązywać rozporządzenie określające warunki badań technicznych pojazdów Sił Zbrojnych RP, policji i innych pojazdów używanych w sposób szczególny. Nowego nie ma, bo ministrowie spraw wewnętrznych i obrony narodowej przez 19 miesięcy nie zdążyli go napisać. Teraz państwowe stacje diagnostyczne nie mogą wykonywać badań. – Rzeczywiście tak jest, czekamy na nowelizację przepisów – przyznaje Krzysztof Hajdas z zespołu prasowego policji.

Hojność budżetu wprawiła właścicieli komercyjnych stacji diagnostycznych niemal w euforię. – Mam eldorado. Przyjeżdżają do mnie policja, straż pożarna i graniczna. Oby jak najdłużej – mówi „DGP” jeden z nich, który ma firmę w woj. podlaskim.

Na każdym radiowozie zarabia 150 zł, o 50 więcej niż na aucie cywilnym. Tyle wynosi dopłata za badanie pojazdu specjalnego. Ilu pojazdów w skali kraju to dotyczy? Sama policja dysponuje 20 tys. Kolejne 10 tys. mają razem Straż Pożarna, Straż Graniczna i Biuro Ochrony Rządu.

Szefowie komend wojewódzkich nie kryją oburzenia. – Oszczędzamy na każdej żarówce, a tu musimy przepłacać – irytują się. Jak szacują, od początku maja do końca czerwca przeglądu będzie wymagało co 10. auto. Koszt: 200 – 300 tys. zł.

Z tymi samymi komplikacjami borykają się wszystkie służby specjalne: od ABW po Służbę Wywiadu Wojskowego. – Czekamy na rozwiązanie problemu prawnego – przyznaje rzeczniczka ABW Katarzyna Koniecpolska. Nie odpowiada na pytanie, czy ich auta przechodzą badania diagnostyczne na komercyjnych stacjach. – Stoją na parkingach i czekają na nowe rozporządzenie, bo zostałyby zdekonspirowane w cywilnych stacjach – wyjaśnia inny rozmówca.

Jeszcze gorzej jest w armii. Tam, zgodnie z prawem, nawet czołgi powinny przechodzić odpowiednie badania. Jednak rzecznik prasowy Sztabu Generalnego nie był nam wczoraj w stanie odpowiedzieć, jakie wyjście z sytuacji znaleziono.

– Jeszcze w tym tygodniu prześlemy ministrom do podpisu nowe rozporządzenie – zarzeka się rzeczniczka MSWiA Małgorzata Woźniak.