Przegląd techniczny samochodu według nowych reguł wprowadzi w życie ustawa, którą opracowało Ministerstwo Infrastruktury. W efekcie reformy kierowcy mogą spodziewać się zagęszczenia sita. Znamy już szczegóły rządowej rewolucji...
Obowiązek fotograficznego potwierdzenia obecności pojazdu na badaniach technicznych – to zmiana, o której dziennik.pl informował już w sierpniu. Teraz z rządowych obostrzeń zapisanych w ustawie wynika, że dokumentacja przeglądu będzie musiała zawierać wyraźne zdjęcia przedstawiające całą bryłę pojazdu z dwóch przekątnych z przodu i z tyłu oraz wskazanie drogomierza. Co istotne, pomysłodawcy chcą, by zdjęcia były przechowywane przez pięć lat o dnia przeprowadzenia badania technicznego (wcześniej proponowano dwa lata). Po co tyle zachodu? Fotografie mają być dowodem i umożliwić identyfikację oraz weryfikację, czy dany pojazd faktycznie został poddany przeglądowi. To oznacza koniec podbijania pieczątki w dowodzie rejestracyjnym auta, które nawet nie pojawiło się ścieżce diagnostycznej stacji kontroli pojazdów.
Nowa i podwójna opłata. Zaostrzenie sankcji dla kierowców
Kierowcy będą musieli bardziej pilnować daty przeglądu pojazdów. Ustawa wprowadza bowiem nową opłatę za przeprowadzenie badania technicznego po terminie wpisanym w dowodzie rejestracyjnym. Ministerstwo zakłada, że jeśli ktoś stawi się na przegląd po upływie 30 dni po wyznaczonej dacie, wówczas będzie musiał zapłacić podwójną stawkę opłaty, którą miałby wyjąć z kieszeni dotrzymując terminu.
Badanie techniczne samochodu osobowego kosztuje dziś 97 zł. 162 zł jeśli auto jest wyposażone w instalację gazową LPG. Przegląd okresowy motocykla to 62 zł, a ciężarówki 153 zł.
A jeśli ktoś wyrobi się z przeglądem w ciągu 30 dni od wyznaczonej daty, wówczas nie musi liczyć się z karną opłatą. Pieniądze za przegląd od spóźnialskich kierowców przedsiębiorca prowadzący stację kontroli pojazdów ma oddawać do skarbca Dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego podległego resortowi infrastruktury.
Skąd taki pomysł? Urzędnicy nie kryją, że to sposób na zdobycie pieniędzy, które mają sfinansować ostrzejszy nadzór nad badaniami technicznymi. Jednak przede wszystkim ministerstwo chce zdyscyplinować kierowców do terminowych przeglądów. W ocenie twórców nowych rozwiązań zatrzymanie dowodu rejestracyjnego np. przez policję nie robi już na nikim wrażenia, ponieważ "jest to sankcja jedynie o charakterze administracyjnym".
– wyjaśnił resort infrastruktury.
To koniec lewych przeglądów
Kosztowne konsekwencje przewiedziano także dla przedsiębiorców prowadzących SKP. Ze strony TDT grozić im będzie do 10 tys. zł kary, jeśli dopuszczą oni do przeprowadzenia badania technicznego przez osobę niebedącą diagnostą lub przegląd będzie realizowany nieprawidłowo i w dodatku bez wymaganego sprzętu kontrolno-pomiarowego czy w budynku niespełniającym wymagań.
Z kolei diagnosta, który zostanie przyłapany na odstępstwach od sztuki przeprowadzania przeglądu np. bez użycia wymaganego sprzętu, musi liczyć się z karą do 2 tys. zł.
– uzasadniają przedstawiciele ministerstwa.
Z danych Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że co roku w Polsce ponad 10 tys. uprawnionych diagnostów wykonuje 15 mln badań technicznych na blisko 5 tys. stacji.
Ministerstwo przewiduje, że nowe przepisy wejdą w życie od 1 stycznia 2021 roku.Przegląd techniczny to obowiązek
powiedziała dziennik.pl Julia Rachwalska, reprezentująca operatora systemu Yanosik. – – wyjaśniła.
Przegląd nie spodoba się kierowcy?
A jeśli ktoś uzna, że przegląd jego auta został przeprowadzony z naruszeniem przepisów prawa to będzie miał dwie możliwości: po dwóch dniach ponownie stawić się na przegląd na tej samej stacji lub wystąpić do Dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego z wnioskiem o przeprowadzenie ponownego badania technicznego na innej SKP. Wówczas TDT wyznaczy stację w odległości 50 km od miejsca zamieszkania kierowcy, a ten dostanie dwa dni na wykonanie ponownego badania we wskazanym punkcie. Wówczas przegląd jest już nadzorowany przez diagnostę i pracownika Transportowego Dozoru Technicznego, który posiada uprawnienia diagnosty.
W przypadku jeżeli zostaną stwierdzone nieprawidłowości w sposobie przeprowadzenia badania przez diagnostę podczas ponownego przeglądu na tej samej stacji, wtedy kierowca nic nie płaci. Koszt pokryje przedsiębiorca prowadzący daną SKP.
–– wyjaśniło ministerstwo.