Dodatkowe badanie techniczne starszych samochodów wykonywane obowiązkowo dla potwierdzenia ich zdatność do ruchu drogowego po przekroczeniu określonego wieku i wielkości przebiegu – to jeden z flagowych pomysłów grupy ośmiu posłów Koalicji Obywatelskiej, który trafił na biurko ministra infrastruktury.
Parlamentarzyści domagają się też wprowadzenia sankcji wobec osób odpowiedzialnych za zlecanie, oferowanie oraz wykonanie usługi usunięcia z pojazdu urządzeń zamontowanych przez producenta w celu ograniczenia emisji substancji szkodliwych dla zdrowia i środowisk. Czyli chcą wprowadzenia dla kierowców i mechaników kar za wycięcie z układu wydechowego filtra cząstek stałych (DPF lub FAP). W swoich żądaniach podpierają się m.in. raportem Najwyższej Izby Kontroli zatytułowanym "Eliminowanie z ruchu drogowego pojazdów nadmiernie emitujących substancje szkodliwe". Dokument NIK ujawnił rok temu, stąd niecierpliwość członków KO...
– stwierdzają z wyrzutem posłowie KO w piśmie dotyczącym eliminowania z ruchu drogowego pojazdów nadmiernie emitujących substancje szkodliwe.
Badanie techniczne samochodu dwa razy w roku to dyskryminacja
Do propozycji parlamentarzystów odniósł się Rafał Weber, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury.
Przedstawiciel resortu zauważa, że dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady z kwietnia 2014 r. w sprawie okresowych badań zdatności do ruchu drogowego pojazdów silnikowych i ich przyczep (…) określa w art. 5 ust. 4 możliwość nałożenia przez właściwy organ państwa członkowskiego obowiązku poddania pojazdu badaniu zdatności do ruchu drogowego przed upływem terminów badania (określonych w art. 5 ust. 1 dyrektywy), jeżeli zaistniały sytuacje określone w tym artykule, m.in. w przypadku gdy pojazd osiągnął przebieg 160 000 km.
– wyjaśnił Weber. – – podkreślił.
Pomiar emisji spalin: posłowie nie mają pojęcia
Przedstawiciel ministerstwa nie omieszkał też wytknąć niekompetencji posłów jeśli chodzi o sposób przeprowadzania pomiaru emisji spalin w trakcie badań technicznych pojazdów.
stwierdził Weber.
– wyjaśnił.
Wycięty filtr DPF: kierowcy diesli mogą odetchnąć?
A co z wycinaniem filtra DPF? odparł przedstawiciel resortu.
Kary za usunięcie z układu wydechowego filtra cząstek stałych leżą w gestii Ministerstwa Sprawiedliwości. Czy resort kierowany przez Zbigniewa Ziobro zechce narazić się kierowcom starszych samochodów z silnikiem Diesla? To pytanie pozostaje otwarte…
DPF lub FAP, czyli filtr cząstek stałych to rozwiązanie, które ma zmniejszać emisję szkodliwych substancji zawartych w spalinach samochodowych, a szczególnie rakotwórczych cząsteczek sadzy. Nie jest tajemnicą, że właściciele aut napędzanych silnikami Diesla masowo usuwają ten element z układu wydechowego. Skąd wzięła się ta moda? W zależności od warunków eksploatacji, DPF trzeba wymienić na nowy po 80-200 tys. km, a to kosztuje od ok. 2 tys. zł do 15-16 tys. zł. Fachowcy z firm zajmujących się regeneracją filtrów zwracają uwagę na to, że trafiają do nich filtry zatkane już po 30 tys. km. I głównie z tych powodów kierowcy decydują się na wycięcie filtra DPF.
Sprawdzą czy filtr DPF został wycięty?
Instytut Transportu Samochodowego w 2018 roku opracował odpowiednie rozwiązanie. powiedział dziennik.pl dr inż. Wojciech Jarosiński z ITS.
Do tego diagnosta miałby wpiąć się w system diagnostyki pokładowej pojazdu (EOBD), by potwierdzić wycięcie filtra cząstek stałych. Kierowcy musieliby też liczyć się z tym, że wyniki badań emisji zanieczyszczeń wchodzących w zakres okresowych badań technicznych będą archiwizowane. W efekcie pojazdy z usuniętym filtrem cząstek stałych nie uzyskają pozytywnego wyniku badania technicznego. By "przejść próbę" trzeba będzie doposażyć pojazd w brakujący filtr DPF.
– powiedziała nam Julia Langa, Yanosik.