Mogę potwierdzić, że w ostatnich dniach w Warszawie i na Mazowszu zatrzymano 10 osób, którym przedstawiono zarzuty wyłudzeń komunikacyjnych. W grupie tej był swoisty podział ról, jedne osoby zajmowały się sprowadzaniem samochodów, inne ich rejestrowaniem, a jeszcze inne zgłaszaniem fikcyjnych kolizji lub skrajnych przypadkach reżyserowaniem zdarzeń drogowych. Jak na razie suma strat poniesionych przez firmy ubezpieczeniowe przekracza milion złotych - powiedział portalowi tvp.info prokurator Radosław Wasilewski, naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Warszawie. 

Jak wyglądała metoda działania przestępców? Oszuści kupowali na szrotach lub za granicą uszkodzone pojazdy dobrych marek. Zazwyczaj wraki w cenach złomu. Następnie kolejne osoby rejestrowały te pojazdy jako sprawne. 

- Do rejestracji przedstawiono już pojazd tej samej marki i koloru. Tu pojawia się pytanie, w jaki sposób było to możliwe, bez oglądania pojazdu. Samochody były wysoko ubezpieczane. Następnie inni członkowie gangu zgłaszali firmom ubezpieczeniowym kolizję. I wtedy pokazywano już wraki, które dla pewności były dodatkowo "poprawione". Nie wierzymy w cuda, podejrzewamy, że przestępcy mogli skorumpować przedstawicieli firmy ubezpieczeniowej, bo nikt wnikliwie nie sprawdzał okoliczności kolizji, a wypłaty trafiły do oszustów - mówi jeden ze śledczych pracujących przy sprawie. 

Oszuści nie tylko dokonywali kolizji na papierze, ale gdy chcieli wyłudzić większe odszkodowanie potrafili dostarczyć uszkodzony samochód w bezpieczne dla nich miejsce i tam zaaranżować kolizję, do której wzywano policję. 

Jak donosi portal tvp.info znaczna część zatrzymanych to osoby, które w przeszłości były zatrzymywane za wyłudzenia komunikacyjne. Śledztwo w tej sprawie trwało ponad rok. Policjanci i prokuratorzy zapowiadają kolejne zatrzymania.