Dopłaty do samochodów elektrycznych dla klientów indywidualnych trafiły pod nóż zanim jeszcze weszły w życie. Zapowiedziana przez rząd dotacja miała wynosić 30 proc. ceny auta, ale nie więcej niż 37,5 tys. zł. Miała, ponieważ jak wynika z informacji serwisu WysokieNapięcie.pl ministerstwo klimatu stwierdziło, że nie będzie tak hojne i zmniejszy dofinansowanie o połowę – do 18 750 zł. Nietknięty ma zostać 30 proc. poziom wsparcia oraz graniczna cena auta, do jakiej będzie przysługiwać dopłata (125 tys. zł). Szykowaną zmianę miał potwierdzić szef resortu Michał Kurtyka. Osłodą ma być fakt, że dzięki ucięciu kwoty rządowego wsparcia z pieniędzy ma skorzystać więcej kierowców – ponad 4 tys. w 2020 roku.

Reklama

– Przygotowywana jest nowelizacja rozporządzenia – przyznał minister. – Najprawdopodobniej wsparcie wyniesie poniżej 20 tys. zł. Dzięki temu z pomocy skorzysta więcej zainteresowanych – wyjaśnił i przypomniał, że dotychczasowe limity ustalane były w 2018 roku, gdy ceny aut elektrycznych na rynku były znacznie wyższe.

W spokoju rząd zostawił nowelizację, która zwalnia od podatku dochodowego od osób fizycznych i od osób prawnych wsparcie na e-pojazdów, udzielanego ze środków Funduszu Niskoemisyjnego Transportu (FNT).

Cięcia dopłat w ogniu krytyki

Planowane cięcia w dofinansowaniu krytykuje Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), czyli największa organizacja branżowa kreująca rynek elektromobilności w Polsce.

– Zapowiedzianą zmianę trudno ocenić pozytywnie – powiedział dziennik.pl Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA i wskazał, że wyższe niż w Polsce wsparcie przewidziano nie tylko w krajach Europy Zachodniej, takich jak Niemcy i Francja, ale również np. w Rumunii czy znacznie mniejszej Słowacji.

Obniżenie dopłat o połowę dla wielu potencjalnych nabywców okaże się czynnikiem decydującym o rezygnacji z zakupu samochodu elektrycznego – stwierdził Maciej Mazur. – Niepokoi fakt, że wprowadzenie zapowiedzianych zmian nie zostało w żaden sposób skonsultowane z branżą, co w kontekście początkowego etapu rozwoju elektromobilności w Polsce stanowi niezbędny warunek stanowienia prawa dostosowanego do realiów rynkowych – zauważył i przypomniał, że ogłoszenie pierwszego naboru wniosków ma się rozpocząć jeszcze w I kwartale 2020 roku.

– Jednak na chwilę obecną opinia publiczna nie uzyskała oficjalnie od strony rządowej mających kluczowe znaczenie informacji na temat dokładnego terminu rozpoczęcia dopłat, wysokości środków alokowanych na wsparcie czy zasad składania wniosków – wyliczył.

Zdaniem dyrektora PSPA analogiczne braki informacyjne dotyczą wsparcia kierowanego do przedsiębiorców i samorządów.

– W rezultacie znaczna część potencjalnych beneficjentów FNT odwleka plany zakupowe, a polski rynek elektromobilności już od wielu miesięcy znajduje się w stanie zawieszenia – skwitował Maciej Mazur.

Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, z którego będą wypłacane środki na dofinansowanie, powstał w lipcu 2018 r. Zasilany jest m.in. z tzw. opłaty emisyjnej doliczanej do benzyn i oleju napędowego. FNT na początku 2020 r. dysponował 320 mln zł.

W myśl nowych warunków dofinansowania (maks. 30 proc. wartości auta, ale nie więcej niż 18,75 tys. zł), najtańszy samochód elektryczny w Polsce, czyli Skoda CITIGOe iV w cenie od 81 900 zł po uwzględnieniu rządowej dotacji ma kosztować 63 150 zł. Przy wcześniejszych założeniach – zwrot z państwowej kasy na poziomie 37,5 tys. zł – cena tego auta spadłaby do 51 310 zł.

Jak Niemcy i Norwegia jadą na prąd

Z analizy rynków, na których e-mobilność rozwija się najszybciej (Chiny, USA oraz niektóre państwa europejskie) przeprowadzonej przez Volkswagen Financial Services Polska wynika, że istnieje bezpośredni związek między tempem tego rozwoju, a wsparciem ze strony administracji państwowej i samorządowej.

Reklama

Wzorem może być Norwegia, w której jako w pierwszym państwie na świecie sprzedaje się obecnie więcej nowych aut elektrycznych niż tych z tradycyjnym napędem spalinowym. Taka sytuacja jest efektem wprowadzenia systemu zachęt skupiającego się głównie na ulgach podatkowych. Jedną z nich jest zwolnienie nabywców elektrycznych samochodów z 25 proc. podatku VAT. Dzięki kolejnej uldze, zwolnieniu z podatku od rejestracji pojazdu, można zaoszczędzić nawet do 10 tys. euro (ok. 42 tys. zł). Do tego właściciele ekologicznych aut nie muszą płacić podatku drogowego. To dodatkowy profit rzędu 290-340 euro rocznie. A to tylko wybrane benefity posiadania auta elektrycznego - wszystkie dostępne w Norwegii ulgi podatkowe mogą obniżyć cenę zakupu nawet o 50 proc.

Dobrym przykładem są też Niemcy, które poza ulgami (zwolnienie z VAT, z podatku od posiadania/użytkowania samochodu) wprowadziły system dopłat do zakupu auta. Mogą na nie liczyć zarówno osoby prywatne, jak i firmy. Dopłaty te wynoszą 4 tys. euro (ok. 17 tys. zł) dla klientów prywatnych i 3 tys. euro dla firm. Jedynym ograniczeniem jest tutaj górny limit ceny katalogowej auta – 60 tys. euro (ok. 254 tys. zł). Wśród ulg warto jeszcze wymienić ulgę podatkową wyliczaną od pojemności akumulatora. Jej maksymalna kwota może sięgnąć nawet 10 tys. euro (ok. 42 tys. zł).

Poza ulgami i dopłatami popularną formą zachęt wprowadzonych przez obydwa kraje, ale i większość liczących się w Europie rynków e-samochodów, są także takie udogodnienia, jak: bezpłatne parkingi w centrach miast, możliwość korzystania z buspasów czy szereg innych benefitów wprowadzanych przez władze lokalne.