Mazda ujawni samochód elektryczny w trakcie salonu w Tokio – donosi Automotive News Europe i podaje, że japoński producent pod koniec października wystawi przed publicznością auto wyposażone w silnik zasilany prądem, który wyprodukuje ok. 140 KM mocy i 264 Nm momentu obrotowego. Energia będzie przechowywana w zestawie akumulatorów litowo-jonowych o pojemności energetycznej 35,5 kWh. Taki magazyn powinien wystarczyć na pokonanie od 150 do 250 km. A co o tych rewelacjach sądzą ludzie z Mazdy?

– Potwierdzam, w Tokio pokażemy nasz samochód elektryczny, którego sprzedaż w Europie, w tym w Polsce rozpocznie się w 2020 roku – powiedział dziennik.pl Szymon Sołtysik, PR Manager Mazda Motor Poland. – To będzie zupełnie nowy model klasy kompaktowej o nietuzinkowym designie i wielu ciekawych rozwiązaniach – dodał.

Mazda elektryczny układ napędowy testowała na drogach, ale ubrany w matowo-czarną karoserię crossovera CX-30, który w wersji spalinowej właśnie wjeżdża na polski rynek. Prototypy z gniazdem do ładowania zamiast wlewu paliwa nazwano e-TPV (electric Technology Prove-out Vehicles). Można się zastanawiać: po co japońskiej marce elektrowóz, skoro mają tak dobre silniki konwencjonalne? Otóż Mazda wprowadzając e-rewolucję, chce obniżyć emisję dwutlenku węgla na tyle, by nie płacić kar za przekroczenie limitów. Już od 2020 roku producenci będą musieli stawić czoła nowej granicy 95 g CO2/km.

Mazda jedzie na prąd, ale... pod prąd

– Mamy strategię elektryfikacji, bo nie da się osiągnąć limitu 95 g/km bez napędów zelektryfikowanych – powiedział dziennik.pl Wojciech Halarewicz, wiceprezes ds. komunikacji Mazdy w Europie i podkreślił, że ten pierwszy elektryk wykorzystuje autorską technologię Mazdy.

Będzie to mały kompaktowy samochód elektryczny, ale o zupełnie innej koncepcji. Mazda nigdy nie robi takich aut jak konkurencja, jeżeli byśmy wprowadzili rywala Hyundaia Kona, e-Golfa czy BMW i3 to od razu byśmy przegrali. Nasz samochód będzie zupełnie inny – zaznaczył Halarewicz.

Inny? I tu wróćmy do zasięgu nowej e-Mazdy. Zakładane 250 km wystarczy w mieście i to nawet na kilka dni jazdy, ale co jeśli ktoś będzie potrzebować auta na dłuższą eskapadę? Japoński producent pomyślał i o takiej ewentualności, dlatego plany przewidują wprowadzenie e-auta, które zostanie wyposażone dodatkowo w silnik spalinowy pełniący rolę generatora doładowującego baterie.

Ktoś powie, że to nic nowego, przecież np. koncern GM stosował podobne rozwiązanie w Chevrolecie Volt. Mazda jednak ma stawiać na – uwaga! – silnik Wankla (dla niewtajemniczonych właśnie tego typu jednostka napędzała sportową Mazdę RX-8). Przewagą japońskiej konstrukcji z wirującym tłokiem nad konwencjonalnym silnikiem będą małe gabaryty – dzięki temu łatwiej im zmieścić ten mechanizm pod maską. Atutem będzie też wysoka moc jednostkowa. Ale to jeszcze nie koniec...

Producent z Hiroszimy jednocześnie zamierza wykorzystać kompatybilność silnika Wankla z gazem LPG. A to oznacza, że jednostka pełniąca rolę generatora energii elektrycznej do ładowania akumulatorów, będzie przystosowana do spalania tak popularnego w Polsce gazu propan-butan. Tym samym japońska marka za jednym zamachem wprowadzi pierwszy na świecie samochód elektryczny z zasilaniem... LPG.

I właśnie za to ludzie kochają Mazdę – niewielka firma nie podąża ślepo za światowymi trendami, ale konsekwentnie robi swoje!