Dziennik Gazeta Prawana logo

Policyjne wideorejestratory zawyżają pomiar? Opinia z procesu Hołowczyca precedensem

10 lipca 2015, 06:05
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Krzysztof Hołowczyc
Krzysztof Hołowczyc/BMW
Choć jechał o ponad 70 km/h więcej niż pozwala prawo, to i tak ponad 40 km/h mniej niż szacowała drogówka - dziennik.pl dotarł do wniosków z opinii biegłego dotyczącej złamania przepisów drogowych przez Krzysztofa Hołowczyca. Drogówka twierdzi, że słynny kierowca drastycznie przekroczył dozwoloną prędkość. Biegły, który zbadał nagranie, stwierdził, że przekroczenie było, ale znacznie mniejsze.

Sprawa Krzysztofa Hołowczyca ciągnęła się od 29 października 2013 roku, kiedy to patrol policji na krajowej siódemce w okolicach Żurominka w gminie Wiśniewo zarejestrował nissana GT-R jadącego z dużą prędkością w stronę Warszawy. Za kierownicą siedział słynny "Hołek". Drogówka na podstawie pomiaru stwierdziła, że na drodze przy ograniczeniu do 90 km/h przekroczył on prędkość o 114 km/h. Rajdowiec nie przyjął mandatu i sprawa trafiła do sądu.

Ten, po rozpatrzeniu opinii biegłego, ukarał kierowcę grzywną. Ale w wyroku znalazła się informacja o przekroczeniu prędkości znacznie mniejszym, niż to wpisane przez policję do mandatu. Sąd przychylił się bowiem do opinii biegłego.

Wideorejestrator sprawny, ale źle obsłużony?

Z analizy specjalisty wynika, że policja pomiar prędkości, z jaką poruszał się samochodem Hołowczyc, przeprowadziła za pomocą sprawnego i posiadającego wymagane prawem dopuszczenia wideorejestratora. Mimo to, jego zdaniem "za wynik pomiaru prędkości należy uznać 161 km/h".

Szybki rachunek i wygląda na to, że Hołowczyc na ograniczeniu do 90 km/h jechał o 71 km/h za szybko, a nie tak, jak twierdzi drogówka, o 114 km/h.

Skąd taka różnica?

Nagranie dostarczone przez policję jako dowód w sprawie zawiera tylko jeden pomiar prędkości. W opinii biegłego sposób jego dokonania był prawidłowy, choć nie był optymalny, ponieważ zastosowano dość krótki odcinek pomiaru (100 m), a pojazd obwinionego zajmuje bardzo małą część kadru (pomimo zastosowania 13-krotnego powiększenia). Co zdaniem eksperta nie dyskwalifikuje pomiaru, a jedynie utrudnia jego analizę. 

Biegły sądowy podkreśla, że w tym konkretnym przypadku policjanci byli zmuszeni szybko dogonić przemieszczający się pojazd (nissana GT-R), dokonać pomiaru, jednocześnie minimalizując niebezpieczeństwo powodowane przez dwa szybko jadące pojazdy (obwinionego i radiowóz). 

- napisał w opinii biegły.

Po tym, jak sąd w Mławie za właściwe uznał prędkość wskazaną przez biegłego a nie tę wpisaną do mandatu przez drogówkę, policja obawia się, że przypadek słynnego rajdowca stanie się precedensem, na który będą powoływać się inni kierowcy złapani przez wideorejestrator. Sprawa jest o tyle istotna, że od niedawna obowiązują przepisy, wedle których za przekroczenie prędkości np. o 45 km/h dostaniemy mandat, ale przy ponad 50 km/h - stracimy prawo jazdy na trzy miesiące.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj