Minister transportu przeznaczy pieniądze z fotoradarów na drogi. Gdyby miał do dyspozycji wpływy z 2012 r., wystarczyłoby co najwyżej na budowę 1 km drogi ekspresowej albo 700 m autostrady.

Resorty transportu i finansów przygotują projekt nowelizacji ustawy o Krajowym Funduszu Drogowym, który zakłada, że środki z mandatów w 2013 r. z fotoradarów nadzorowanych przez GITD przekazane zostaną w 2014 r. na budowę dróg. dW tym tygodniu do Sejmu trafi odpowiedni projekt ustawy – mówi DGP rzecznik resortu transportu Mikołaj Karpiński.

Taki zabieg ma, zdaniem ministra Sławomira Nowaka, zakończyć spekulacje, że celem budowy systemu fotoradarowego przez Inspekcję Transportu Drogowego jest tylko zasilenie budżetu państwa. W ten sposób minister wytrąci zagorzałym przeciwnikom fotoradarów istotny argument z ręki. Chodzi też o efekt wizerunkowy. Rzeczywiście naszym błędem było to, że najpierw wyeksponowaliśmy temat ponad miliarda złotych wpływów z mandatów, a dopiero potem zaczęliśmy mówić o poprawie bezpieczeństwa na drogach - przyznaje urzędnik resortu transportu.

I chyba na efekcie wizerunkowym się skończy, gdyż realne efekty na drogach dzięki pieniądzom z fotoradarów mogą być mizerne – jeżeli wpływy okażą się takie jak w 2012 r. Jak poinformowało nas Ministerstwo Finansów, budżet na mandatach w całym 2012 r. zarobił ok. 32 mln zł. Tymczasem zeszły rok miał przynieść państwu 1,2 mld zł, a w budżecie na ten rok zaplanowano kwotę o 300 mln zł wyższą.

Zdaniem wiceprzewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury Stanisława Żmijana (PO) tak przestrzelone szacunki co do 2012 r. to m.in. efekt poprawy bezpieczeństwa na drogach. I zmiana mentalności kierowców, którzy wiedzą, że są coraz bardziej kontrolowani. A takie rzeczy trudno dokładnie prognozować – dodaje poseł. Taka opinia sprzeczna jest jednak z założeniami ministra Nowaka, który zapowiedział intensywne edukowanie kierowców w zakresie bezpiecznej jazdy.

Przeanalizowaliśmy, co można wybudować za 32 mln zł z mandatów w 2012 r. Kilometr drogi ekspresowej, 700 m autostrady lub wyremontować ponad 30 km dróg lokalnych – szacuje Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Drogi wymagają finansowania na poziomie 25 mld zł rocznie, by za ok. 12 lat dorównać poziomowi europejskiemu – dodaje. Jego zdaniem należałoby włączyć budżet państwa w finansowanie Krajowego Funduszu Drogowego. Innej możliwości nie ma. W krajach europejskich średnio rządy przeznaczają ze swojego budżetu równowartość ok. 1 proc. PKB.

Oczywiście wpływy mandatowe za ten rok mogą okazać się wyższe niż w 2012 r. GITD sukcesywnie dostawia nowe fotoradary. Wkrótce zakończy się montaż 300 nowych, a minister już zapowiedział zakup 160 kolejnych. Do tego doszły nieoznakowane radiowozy inspekcji, a w połowie roku pojawią się systemy odcinkowych pomiarów prędkości. Arsenał środków do namierzania kierowców znacznie się zwiększy.

Cały wywiad dostępny w aplikacji DGP+

ROZMOWA

Nie tylko fotoradar, czyli jak zwiększyć bezpieczeństwo nawet o 90 proc.

Które z państw europejskich powinniśmy stawiać sobie za wzór, wdrażając systemy nadzoru nad ruchem drogowym?
W kontekście samych fotoradarów najlepsze systemy w UE wdrożyły Francja i Niemcy. Jeśli chodzi o całościowe programy poprawy bezpieczeństwa na drodze, to zdecydowanie Holandia, Szwecja i Wielka Brytania. W Holandii prowadzona jest bardzo rygorystyczna polityka drogowa – jeśli na danym odcinku drogi dochodzi do dużej liczby wypadków na motorach, zakazuje im się tam wjazdu. Na 80 proc. holenderskiej sieci miejskiej obowiązuje limit 30 km/h. Szwecja z kolei z sukcesami wdraża na drogach system 2+1, który polega na tym, że co kilka kilometrów są dwa pasy w jedną stronę i jeden w przeciwną, a potem na zmianę. To radykalnie obniżyło liczbę ofiar. Na tak przebudowanych drogach liczba zabitych zmalała o 90 proc., a w przypadku motocyklistów – o 42 proc. Tylko 3 osoby zabite na 100 tys. mieszkańców w 2011 r., podczas gdy w Polsce – 11 osób.

Francja ma już 3 tys. fotoradarów, Niemcy – 4 tys. Ile takich urządzeń potrzebnych jest w Polsce, by osiągnąć podobny spadek ofiar śmiertelnych na drogach jak w tych dwóch krajach?
To nie jest popularna teza: Polska nie potrzebuje setek radarów, ale tysięcy. Potrzeba tych stale zamontowanych, mobilnych, a nawet tych nieoznakowanych radarów, by kierowcy mieli przeświadczenie, że w każdej chwili mogą zostać ukarani. Przykładowo we Francji nie ma ostrzeżeń przed fotoradarami, nikt nie okleja ich na żółto. Poza tym są przymiarki, by zabronić umieszczania lokalizacji tych urządzeń na mapach GPS, z których korzystają kierowcy. W Australii i Stanach Zjednoczonych na pewnych odcinkach dróg policja mierzy prędkość z powietrza. Także w Australii wdrożono system odcinkowego pomiaru prędkości, w ramach którego prędkość mierzona jest na dystansie od 4 do nawet 50 kilometrów.