Wszystko zaczęło się ponad 50 lat temu. W 1966 roku - trzy fordy GT40, jeden za drugim minęły metę 24-godzinnego wyścigu Le Mans. Tym sposobem amerykański koncern przerwał pasmo sukcesów Ferrari w tej imprezie i nie oddał tronu przez kolejne trzy lata. Na początku XXI wieku ford GT powrócił - był napompowaną wersją zwycięscy z Le Mans.

Ford GT pierwszy raz w Polsce

Ale dopiero pokazana w 2015 roku trzecia generacja legendarnego modelu wstrząsnęła światem motoryzacji. Ford wyczarował współczesnego GT niczym królika z kapelusza. To była petarda. Równie piorunujące wrażenie zrobił jeden z egzemplarzy tego auta specjalnie sprowadzony na IX edycję Ogólnopolskich Targów Motoryzacyjnych i Biznesowych - Fleet Market 2017 zorganizowanych w Warszawie. Samochód pojawił się w Polsce po raz pierwszy i zwabił tłumy. Co w nim tak niezwykłego?

Nowy Ford GT miał być produkowany przez dwa lata i to w limitowanej liczbie 500 sztuk. Jednak zainteresowanie, jakie wywołał przeszło najśmielsze oczekiwania chyba nawet samego koncernu - tylko w ciągu jednego miesiąca chęć kupna GT zgłosiło niemal 11 tys. osób, a przeszło 6,5 tys. wypełniło kompletny formularz zamówienia. Przedstawiciele firmy przyznają, że ugięli się pod naciskiem ogromnej góry listów od zainteresowanych kierowców i dlatego przedłużyli produkcję o kolejne dwa lata. Łącznie ma powstać 1000 sztuk modelu GT. A o tym, kto dostąpi zaszczytu kupna tego auta decydowała centrala Forda. 

Ponad 2,3 mln zł za GT? Dwóch Polaków powiedziało "TAK"

I jak się dowiedzieliśmy dwa egzemplarze trafią do Polski. Każdy z tajemniczych nabywców, których wniosek o zakup modelu GT został rozpatrzony pozytywnie, zapłacił za swój nowy samochód po ok. 550 tys. euro (po przeliczeniu ponad 2,3 mln zł). Proces zakupu przypominał urządzanie luksusowego apartamentu - do obu klientów Ford Performance dostarczył specjalny zestaw składający się z ośmiu próbek lakierów na miniaturowych modelach GT, materiałów wykończeniowych oraz felg. Kupujący mogli też dobrać kolor klocków hamulcowych i nawiązujące do wyścigów pasy, przebiegające przez długość nadwozia. Wszystko po to by przyszły właściciel sam skonfigurował wymarzony egzemplarz do produkcji.

Na co może liczyć dwóch Polaków, których zamówienie zaakceptował Ford? Sercem nowego GT jest podwójnie doładowane 3,5-litrowe V6 o mocy 656 KM (745 Nm). Jednostkę, wzorem legendarnego poprzednika i jak przystało na supersamochód, zamocowano centralnie. Moc jest przenoszona na tylną oś za pośrednictwem dwusprzęgłowego 7-biegowego automatu. Hamulce? Ceramiczne, dodatkowo wspiera je stający dęba tylny spoiler.

Konstrukcja nowego GT została wykonana z włókna węglowego. W efekcie jeśli wierzyć słowom inżynierów, udało się uzyskać niską masę własną auta (1385 kg), a mniejsza waga to lepsze osiągi i zachowanie na drodze. Co więcej - producent twierdzi, że nowy GT ma jeden z najlepszych stosunków mocy do masy. Sprint od zera do 100 km/h trwa ok. 3 sekund. Prędkość maksymalna 348 km/h.

Polak, który zaprojektował Forda GT

W przeciwieństwie do poprzednika do środka wpuszczają drzwi unoszone do góry a nie zachodzące na dach. A po przeciśnięciu się przez szeroki próg kierowcę wita wnętrze zaprojektowane przez Adama Bazydło. Polski stylista przeszedł do Forda z Peugeota i właśnie jego pierwszym zleceniem w amerykańskiej firmie był model GT.

Kabina GT to kokpit auta wyścigowego. Z wnętrzem fiesty nie ma nic wspólnego. Sztywne fotele kubełkowe mają regulowane oparcia, ale siedziska są nieruchome i połączone z karbonową wanienką, stanowiącą "kręgosłup" struktury nośnej auta. Zależnie od wzrostu kierowcy żeby przygotować się do jazdy należy odsunąć lub przybliżyć pedały, wyregulować małą kierownicę i zapiąć pasy szelkowe. Do szczęścia pozostaje włączyć silnik i wcisnąć gaz.