Policja w tym roku ostro dobrała się do skóry kierowców ze zbyt ciężką nogą. Od początku roku do 4 kwietnia funkcjonariusze drogówki zatrzymali już prawie 11 tys. praw jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o tzw. 50+ – wynika z najnowszych danych Komendy Głównej Policji, do których dotarł dziennik.pl. W porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku to niemal o 50 proc. więcej! Tylko podczas ostatniej akcji "Prędkość" zorganizowanej 1 kwietnia "prawko" przynajmniej na trzy miesiące za jazdę po mieście o ponad 50 km/h na szybko straciło 300 delikwentów. I to nie jest spóźniony żart na prima aprilis, a policja zapowiada jeszcze mocniejsze dokręcenie śruby.

– Wygląda na to, że kierowcy niczego się nie nauczyli i mimo intensywnych działań policji organizowanych od kilku miesięcy nadal notorycznie przekraczają dozwoloną prędkość. A ta ciągle jest najbardziej śmiercionośną przyczyną wypadków, których niestety notujemy więcej. Dlatego nie wykluczamy reakcji, która utemperuje niebezpieczne zachowania – powiedział dziennik.pl podinsp. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego KGP.

Ze wstępnych danych KGP wynika, że pierwszy kwartał 2019 roku zakończył się tragicznym bilansem – gorszym w porównaniu do trzech pierwszych miesięcy zeszłego roku. Mimo, że liczba wypadków (6050) i rannych (7147) jest na zbliżonym poziomie, to osób zabitych w tym roku jest o 15 proc. więcej (w tym roku zginęło już 626 ludzi). W 2018 roku kierowcy spowodowali 27,5 tys. wypadków. W tym do 6256 doszło przez zbyt wysoką prędkość. A zginęło w nich 778 osób – to 36 proc. wszystkich zabitych w wypadkach spowodowanych przez kierujących pojazdami.

– Na pewno, gdyby kierowcy jeździli zgodnie z przepisami, byli bardziej uważni wówczas nie musielibyśmy ich karać mandatami i zatrzymywaniem prawa jazdy. A tak nie pozostawiają nam wyboru – podkreśla przedstawiciel KGP. W ocenie policjanta zbyt szybka, często ofensywna jazda jest nie tylko zachowaniem nagannym z prawnego punktu widzenia, ale i po części moralnego.

– Taki kierujący może wzbudzać wśród innych uczestników ruchu skrajne odczucia – od strachu rozpoczynając na agresji kończąc. A agresja na drodze również wpisuje się na listę ciężkich grzechów polskich kierowców. Czego dowodem są nagrania spływające na specjalne skrzynki e-mail komend wojewódzkich policji. Takie materiały często są podstawą do wszczęcia postępowania w sprawie o wykroczenie – zauważył.

Agresja i prędkość prowadzą do tragedii

Potwierdzeniem słów policjanta mogą być alarmujące najnowsze wyniki badań psychologicznych kierowców, które przytacza Instytut Transportu Samochodowego.

– Z badań przeprowadzonych przed trzema laty przez Instytut Transportu Samochodowego wynika, że ponad 80 proc. kierowców deklaruje, że przynajmniej raz w tygodniu zdarza im się obserwować agresywne zachowania na drogach tj. oślepianie światłami, niebezpieczne zmiany pasa ruchu lub wyprzedzanie, zajeżdżanie drogi, jazdę na zderzaku, nadużywanie klaksonu, ruszanie z piskiem opon, krzyki, obelgi itp. Jednocześnie tylko niewiele ponad 30 proc. badanych przyznaje, że im samym zdarzają się takie zachowania – mówi dziennik.pl Ewa Odachowska, psycholog z ITS.

Na domiar złego, nowe wyniki badań zrealizowanych przez ITS potwierdzają te negatywne zjawiska. Polscy kierowcy nadal mają dużą skłonność do podejmowania ryzykownych i agresywnych zachowań. Analiza wskazuje, że blisko 90 proc. badanych kierowców uważa krzyczenie na innych uczestników ruchu za wyraz agresji drogowej, ale tylko 40 proc. spośród nich wiąże takie zachowanie z ryzykiem. Pozostałe 50 proc. nie kalkuluje prawdopodobieństwa wystąpienia potencjalnego zagrożenia na skutek takiego zachowania.

Psychologowie ITS potwierdzili także występowanie luki świadomości kierowcy dostrzegają agresję u innych uczestników ruchu drogowego, ale własnej już niekoniecznie. Co ciekawe rezultaty badań Instytutu są także zbieżne z obserwacjami psychologów w innych krajach. Stopień agresji oraz występowanie luki świadomości, wpływające na sposób prowadzenia pojazdów wiążą się m.in. ze stylem życia w danym kraju.

Badacze zwracają również uwagę, że niezależnie od szerokości geograficznej agresja wywołana zachowaniem innych użytkowników dróg, będąca nierzadko wynikiem własnego zachowania, ma ten sam mianownik może prowadzić do sytuacji bezpośrednio zagrażających życiu.

Uprzejmy dalej zajedzie

– Agresja na drodze może mieć wiele źródeł, począwszy od typu temperamentu predysponującego do takich zachowań, poprzez brak umiejętności radzenia sobie ze stresem i emocjami, a skończywszy na przeżywaniu osobistych napięć, dlatego nie tylko w dniu grzeczności za kierownicą starajmy się okazywać życzliwość wobec innych użytkowników ruchu drogowego. Ustępujmy pierwszeństwa uprzywilejowanym, studźmy negatywne emocje uśmiechem, żartem i przyjacielskim gestem. Inni kierowcy odwdzięczą się nam tym samym radzi Odachowska z ITS.

Wszyscy uczestnicy ruchu powinni pamiętać, jak ważny jest wzajemny szacunek na drodze. Nawet z pozoru mały gest jak pomachanie drugiemu kierowcy, by włączył światła mijania może być niekiedy zbawienny – mówi dziennik.pl Joanna Susło, Yanosik. Uprzejmość może przerodzić się w poprawę bezpieczeństwa. I nie tylko. Dla przykładu, takie zachowania jak wpuszczanie np. dwóch samochodów z drogi podporządkowanej kiedy tworzą się korki może nie tylko poprawić wzajemne stosunki na drodze, ale także znacznie usprawnić ruch w mieście. Pomagajmy sobie na trasie, informujmy o bieżącej sytuacji na drodze i dziękujmy za otrzymaną pomoc – skwitowała.

W 2018 roku użytkownicy systemu Yanosik podziękowali sobie na trasie ponad 169,2 mln razy.