Występują one powszechnie w autach klasy premium, a dzięki nim auta informują kierowców i producentów nie tylko o wypadkach, lecz także o awariach. Niezależni producenci zyskali pierwszego sojusznika. Parlament Europejski zasugerował Komisji Europejskiej konieczność otwarcia systemów operacyjnych aut. – To tylko początek długiej drogi. Projekt trafił do konsultacji wewnętrznych i zainteresowane strony mają przedstawić swoje racje – mówi Alfred Franke, szef Stowarzyszenia Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych, działającego w ramach FIGIEFA, międzynarodowej organizacji o takim samym profilu. Ta organizacja wraz z kilkoma innymi, w tym m.in. ze stowarzyszeniem dilerów CECRA, zawiązały międzynarodowy alians pod nazwą AFCAR.

Reklama

Według nich systemy telematyczne są ważne, bo drogą satelitarną producent czyta dane z komputera pojazdu oraz kasuje zapisane błędy lub aktualizuje oprogramowanie. Tyle że mogą też stanowić zagrożenie dla istnienia zasad wolnej konkurencji, a nawet mogą być narzędziem szantażu dilerów ze strony o potężniejszych koncernów. W razie niestosowania się do procedur koncernów będą one mogły zwyczajnie wyrzucić daną stację serwisową z systemu, a pojazdy kierować do innych placówek. Obawiają się także sytuacji, w której kierowca otrzyma informację: awaria, jedź do ASO „X”, gdy bliżej będzie warsztat niezależny, z którego wolałby skorzystać. Ale system może na to nie pozwolić, a informację o rodzaju awarii będzie miał tylko wybrany przez koncern serwis.

– Trzeba podjąć kroki legislacyjne, które zapewnią, że systemy operacyjne będą otwarte, a dostęp do nich będzie miał operator niezależnego rynku, dysponujący urządzeniem łączności bezprzewodowej i odpowiednim oprogramowaniem – uważa Alfred Franke.

Producenci samochodów już zapowiadają, że nie zamierzają oddawać w tym zakresie pola.

– Samochód nie jest już urządzeniem tylko mechanicznym, ale ma też w sobie dużo elektroniki. Do obsługi potrzebna jest duża wiedza. W przeciwnym razie istnieje poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa podróżnych – tłumaczy Jakub Faryś, szef Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, grupującego producentów samochodów, które jest afiliowane przy europejskim związku ACEA.

Według niego lepiej, by obsługą systemów zajmowali się uprawnieni do tego diagności. Zwłaszcza że oprócz bezpieczeństwa eksploatacji auta po naprawie ważne jest też, by ten samochód nie został uszkodzony w trakcie naprawy.

Eksperci przypominają, że podobna argumentacja była stosowana już w przeszłości przez koncerny w odniesieniu do części mechanicznych i karoserii pojazdów. Niezależne warsztaty i producenci części wywalczyli w końcu prawo dostępu do informacji dotyczących sposobów naprawiania pojazdów, a poza autoryzowane przez koncerny stacje naprawcze wyprowadzono nawet przeglądy okresowe aut na gwarancji. Dzięki temu część kierowców płaci obecnie mniej za naprawy.