Sprzeczność między przepisami kodeksu karnego a regulacjami ustawy o kierujących pojazdami (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1212 ze zm.) sprawia, że choć sąd karny orzeka zakaz prowadzenia pojazdów określonej kategorii, starosta na mocy przepisów administracyjnych rozszerza go na inne kategorie pojazdów.

Reklama

Skąd wziął się problem

Zgodnie z art. 42 par. 1 k.k. sąd może orzec zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju w razie skazania osoby uczestniczącej w ruchu za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, jeżeli z okoliczności popełnionego przestępstwa wynika, że prowadzenie pojazdu przez tę osobę zagraża bezpieczeństwu w komunikacji. W przypadku jazdy w stanie nietrzeźwości albo ucieczki z miejsca wypadku zgodnie z par. 2 tego przepisu sąd może orzec zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów lub wybranych kategorii na okres nie krótszy niż trzy lata.

Tyle że zastosowanie przez sąd środka karnego w postaci zakazu prowadzenia pojazdów jednej tylko kategorii nie oznacza, że kierowca zachowa prawo jazdy w pozostałych posiadanych przez siebie uprawnieniach.

Zgodnie bowiem z art. 12 ustawy o kierujących pojazdami, jeśli sąd odbierze prawo jazdy kategorii: AM, A1, A2 lub A, starosta nie może wydać duplikatu prawa jazdy dla kategorii B lub B1. Jeśli zaś sąd orzekł zakaz prowadzenia pojazdów osobowych (kat. B), nie można w tym okresie wydać duplikatu dokumentu w zakresie posiadanych przez kierowcę uprawnień do kierowania motorem, ciężarówką lub autobusem (patrz: infografika).

To nie pierwsza skarga do TK w takiej sprawie

Reklama

Adwokat Sylwia Solarz-Grabczak wskazuje, że takie ukształtowanie przepisów wprowadza obywateli w błąd co do ich sytuacji prawnej.

- Skarżący, wobec których sąd zastosował zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju, często nie kwestionują tego rozstrzygnięcia. W podobną pułapkę wpadają wszyscy oskarżeni, którzy godzą się na zastosowanie takiego środka karnego w ramach dobrowolnego poddania się karze, gdzie możliwości apelacji są ograniczone. Najczęściej takie osoby nie mają świadomości, że orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju zostanie potem na mocy przepisów administracyjnych rozszerzony - tłumaczy mec. Solarz-Grabczak reprezentująca jednego z kierowców, który w 2019 r. zaskarżył przepisy ustawy o kierujących pojazdami do Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt SK 4/20).

Jednym z zarzutów jest naruszenie zasady ne bis in idem zakazującej podwójnego karania. Orzeczenie na razie nie zapadło.

Tymczasem do TK trafiła już kolejna skarga konstytucyjna w analogicznej sprawie, do której stanowisko przedstawiła właśnie marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Wynika z niego, że zaskarżona regulacja - w zakresie, w jakim pozbawia osoby uprzednio posiadające uprawnienia do kierowania pojazdami określonych kategorii prawa do odzyskania dokumentu potwierdzającego posiadanie uprawnień nieobjętych sądowym zakazem - jest niezgodna z wynikającą z art. 2 konstytucji zasadą ne bis in idem.

Sejm przeciwny podwójnemu karaniu

Marszałek wskazuje, że w obowiązującym stanie prawnym za ten sam czyn zabroniony wymierzane są dwie sankcje - karna i administracyjna, przy czym ich wymierzanie następuje w odrębnych postępowaniach. Środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych (sankcja karna) orzekany jest w postępowaniu karnym, a zakaz wydania prawa jazdy (sankcja administracyjna) w postępowaniu administracyjnym.

- Mamy tu zatem do czynienia ze zbiegiem dwóch reżimów odpowiedzialności (karnej i administracyjnej), które aktualizują się w odniesieniu do tej samej osoby i dotyczą tego samego czynu - zauważa Elżbieta Witek.

Podkreśla, że sankcja administracyjna zawiera silne akcenty represyjne. - Wszak za jej pomocą osobie, której zakazano prowadzenia pojazdów mechanicznych objętych tylko kategorią B, wyrządza się dodatkową dolegliwość polegającą na odjęciu możliwości prowadzenia pojazdów objętych kategoriami C oraz C+E. W istocie mamy tu zatem do czynienia z tego samego rodzaju represją, jaka występuje w wypadku środka karnego zakazu prowadzenia pojazdów - argumentuje marszałek Sejmu.

- Cieszy mnie to, że Sejm konsekwentnie stoi na stanowisku, że zaskarżone przepisy są niezgodne z konstytucją. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że trybunał wreszcie zajmie się tą kwestią, która czeka na rozstrzygnięcie już od 2019 r. - mówi mec. Solarz-Grabczak

Prokurator: liczy się bezpieczeństwo

Innego zdania niż marszałek Sejmu jest prokurator generalny, który w swoim stanowisku wskazuje, że przewidziana w art. 12 ust. 2 ustawy o kierujących pojazdami odmowa zwrotu prawa jazdy w zakresie innych kategorii niż kategoria określona w wyroku sądu karnego nie jest odpłatą za naruszenie prawa, ale środkiem przymusu dla skutecznego wyegzekwowania zakazu prowadzenia pojazdów.

Celem tej regulacji jest doprowadzenie do wykluczenia z ruchu drogowego kierowców, którzy wykazali, że zagrażają bezpieczeństwu w komunikacji. Głównymi funkcjami sankcji w postaci odmowy zwrotu prawa jazdy w zakresie innych kategorii niż kategoria określona w wyroku sądu karnego o zakazie prowadzenia pojazdów mechanicznych są funkcja prewencyjna i funkcja zabezpieczająca - twierdzi prokurator generalny w piśmie skierowanym do TK.

Niedobry automatyzm

Jak zauważa dr Michał Skwarzyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, problem zatrzymywania innych kategorii praw jazdy jest złożony.

- W sądach karnych panuje przeświadczenie, że zatrzymanie przez sąd kategorii B nie powoduje utraty innych uprawnień. Dlatego sądy tak właśnie mówią zawodowym kierowcom. Wielu z nich poddaje się więc karze, sądząc, że utrzyma uprawnienia potrzebne do pracy. Tymczasem po prawomocnym zatrzymaniu uprawnień na kategorię B starosta zatrzymuje uprawnienia na inne kategorie w trybie administracyjnym. Dochodzi więc do kuriozalnej sytuacji - sąd, wymierzając środek karny, określa jego czas trwania i wymiar (kategorię B), a organ administracji rozszerza tę karę na pozostałe kategorie - tłumaczy ekspert.

Jego zdaniem skutkiem takiej sytuacji jest nadmierne karanie w sposób automatyczny. - Nie może być tak, że w każdej sprawie utrata uprawnień dotyczy wszystkich kategorii. To sąd karny winien mieć narzędzie zatrzymania uprawnień w innych kategoriach, np. gdy ktoś prowadził samochód osobowy, mając 4 lub 6 promili, co budzi wątpliwości, czy taka osoba może pracować jako kierowca zawodowy. Ale nie może tu być automatyzmu, który sprawia, że dzieje się tak w każdym przypadku - zastrzega Michał Skwarzyński.

Podkreśla, że należy wymagać od ustawodawcy, aby dopasował do siebie procedury karną i administracyjną, przyznając sądom karnym uprawnienie do informowania starosty o potrzebie sprawdzenia kwalifikacji, zwłaszcza zbadania kierowcy w kontekście uzależnień.