Dziennik Gazeta Prawana logo

Ubezpieczyciel musi zapłacić za utratę wartości auta

21 stycznia 2008, 23:29
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Nawet świetnie naprawione auto po stłuczce traci na wartości w stosunku do bezwypadkowego. Utrata w opisie słowa "bezwypadkowy" może kosztować nawet kilka tysięcy złotych. Tymczasem oprócz sfinansowania naprawy samochodu możemy od ubezpieczyciela domagać się wyrównania strat wynikających z wyceny pojazdu - czytamy w DZIENNIKU.

Zwykle dowiadujemy się o tym, że auto jest mniej warte, bo było naprawiane, kiedy chcemy je sprzedać. Przekonał się o tym 33-letni Tomasz Grzybowski z Gdyni, właściciel dwuletniej toyoty yaris, w którą pół roku temu uderzył inny pojazd. Naprawa m.in. bocznych drzwi, wahacza i zderzaka kosztowała prawie 20 tys. złotych i została pokryta z OC sprawcy. "Nie miałem żadnych zastrzeżeń do naprawy, ale gdy powiększyła mi się rodzina, postanowiłem kupić większe auto" - wspomina.

I wtedy okazało się, że jego samochód wcale nie cieszy się wielkim zainteresowaniem. Musiał znacznie spuścić z ceny. "Nie ma znaczenia, że wszystkie uszkodzenia zostały naprawione, klienci i tak podchodzą do takiego auta podejrzliwie, zwłaszcza gdy wymiana dotyczy elementów konstrukcyjnych albo elektronicznych" - mówi Robert Bielecki, ekspert od spraw motoryzacyjnych z portalu Autocentrum. Takie auto traci na wartości od kilku do nawet kilkudziesięciu procent.

Okazuje się jednak, że poszkodowani w wypadkach wcale nie muszą się z tym godzić. Wprawdzie w ustawie o ubezpieczeniach nie ma konkretnych zapisów o refundacji wszystkich strat będących wynikiem wypadku, ale już kodeks cywilny mówi jasno: naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł, oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby nie szkody mu wyrządzone.

"Oznacza to, że jeśli uczestnik wypadku uzna, że auto w jego wyniku straciło na wartości, ma prawo domagać się rekompensaty i wystąpić ze specjalnym wnioskiem do ubezpieczyciela" - przyznaje Marek Molak, sekretarz Komisji Ubezpieczeń Społecznych z Polskiej Izby Ubezpieczeń. Jednak niewielu właścicieli aut wie o takiej możliwości. Powód? Firmy ubezpieczeniowe rzadko o tym informują, nawet jeśli ktoś pyta o to wprost.

DZIENNIK przekonał się o tym, dzwoniąc na infolinię firmy Axa. Podaliśmy się za uczestnika wypadku z samochodem ubezpieczonym w tej firmie i spytaliśmy, czy mamy prawa do odszkodowania w związku z utratą wartości naszego pojazdu. Przełączano nas czterokrotnie, a każdy z pytanych o to konsultantów był najwyraźniej zdziwiony. W końcu w dziale likwidacji szkód dowiedzieliśmy się, że istnieje taka "teoretyczna” możliwość. Należy napisać specjalny wniosek i dostarczyć go do siedziby firmy, jednak ton naszego rozmówcy rozwiał nasze złudzenia co do sensu takiego kroku.

Gdy zadaliśmy podobne pytanie w Hestii, PZU i Warcie, potwierdzono, że przysługuje nam prawo do rekompensaty. "Wypłacamy tego typu odszkodowania" - przyznał Wiesław Puławski, dyrektor Biura Likwidacji Szkód Ergo Hestii. Żaden z przedstawicieli wymienionych firm ubezpieczeniowych nie chciał powiedzieć, ile takich wniosków spłynęło i ile rozpatrzono pozytywnie. Zdaniem ekspertów motoryzacyjnych są to jednak śladowe ilości. To efekt przede wszystkim niewiedzy ludzi, ale także oporu towarzystw, które wiedzą, że większość odesłanych z kwitkiem ludzi zrezygnuje z dalszych roszczeń. "Tymczasem trzeba walczyć o swoje prawa i jeśli trzeba, pójść do sądu. Co taki człowiek w końcu jest winny, że ktoś rozwalił mu samochód?" - mówi twardo Krystyna Krawczyk z Biura Rzecznika Ubezpieczonych.


Robi to specjalny program komputerowy, gdzie wpisuje się najważniejsze parametry auta. Dzięki algorytmom matematycznym oblicza się wartość pojazdu i szacuje szkody.


To zależy od tego, co trzeba było naprawić. Są specjalne kategorie części, które mają na to wpływ. Najbardziej dotkliwe są uszkodzenia nadwozia, wtedy auto może stracić nawet kilkanaście procent. Tę kwotę ubezpieczyciel powinien oddać.


Bo zdecydowana większość ubezpieczycieli na taki wniosek odpowiada standardową formułką, że naprawa była wykonana profesjonalnie, że auto zachowało swoje walory zarówno estetyczne, jak i użytkowe. Wtedy pozostaje jedynie pisać odwołania, a ostatecznie pozwać ubezpieczyciela do sądu.


Niestety długo, bo od 3 do 5 lat. Dlatego nie ma się co dziwić, że wiele osób macha ręką i odpuszcza.


Rzeczoznawców obowiązuje specjalna instrukcja do określania ubytków wartości handlowej pojazdu. Jest tam napisane, że nie powinno się dokonywać takich obliczeń w przypadku pojazdów starszych niż trzyletnie. Jednak nie oznacza to, że jest to zabronione.

*Jarosław Nowak, jest niezależnym rzeczoznawcą samochodowym z Warszawy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj