W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 1324 samochody elektryczne oraz hybrydowe typu plug-in. To o 24 procent więcej niż w roku 2017, więc dynamika wzrostu imponuje. Niestety liczba wszystkich samochodów elektrycznych w Polsce to zaledwie 3,5 tys. sztuk, co stanowi zaledwie promil wszystkich poruszających się po naszych drogach. Dla porównania, w ubiegłym roku w Europie Zachodniej zarejestrowano milionowy samochód elektryczny, a na ten wynik najbardziej zapracowały takie kraje jak Norwegia, Niemcy, Wielka Brytania oraz Francja.

Nie jest tajemnicą, że zainteresowanie samochodami elektrycznymi oraz hybrydowymi typu plug-in jest wprost proporcjonalne do wsparcia finansowego jakie oferuje na tym polu państwo. Norwegowie od lat mogą korzystać z niższych opłat i podatków przy zakupie takich aut, sytuację poprawia też tania energia elektryczna, która w 99% pochodzi z elektrowni wodnych. U naszych zachodnich sąsiadów (tych bliższych i dalszych) zainteresowanie elektrykami pobudza dodatkowo sytuacja w jakiej znalazły się pojazdy napędzane silnikami Diesla, szczególnie tymi starszej generacji. Zamykane są przed nimi bramy kolejnych miast, a opinia publiczna sporo uwagi poświęca niebezpieczeństwom jakie wynikają z zanieczyszczenia powietrza. W Polsce jeszcze do ubiegłego roku więcej mówiło się na ten temat niż faktycznie robiło. Sytuację zmieniła dopiero Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która nakłada na instytucje państwowe i samorządowe, ale też na obywateli wiele ekologicznych obowiązków. Jej zapisy nie dla wszystkich są zrozumiałe, ale liczne konferencje, w tym ta towarzysząca wydarzeniu jakim jest Fleet Electric Day, organizowany 11 kwietnia w Warszawie, w Global Expo, pozwalają płynniej poruszać się w nowych przepisach prawa. Począwszy od stycznia 2020 roku naczelne i centralne organy administracji państwowej oraz jednostki samorządu terytorialnego z liczbą mieszkańców przekraczającą 50 tys., będą musiały posiadać w swojej flocie minimum 10% pojazdów elektrycznych. Do roku 2025 udział tych pojazdów ma sięgnąć co najmniej 30%. Zarówno państwo polskie jak i samorządy będą musiały rozwijać infrastrukturę do ładowania pojazdów elektrycznych. Modernizacji zostanie poddana flota komunikacji zbiorowej, powstaną też strefy czystego transportu, w których nie będą mogły poruszać się auta z silnikami spalinowymi. Pierwsza – próbna od ubiegłego roku działa już na krakowskim Kazimierzu.

Czy jesteśmy gotowi na to, żeby przesiąść się na elektryki? I tak, i nie. Argumentem na tak jest stale rosnąca liczba modeli samochodów. Dziś takie pojazdy ma praktycznie każdy producent, a ich liczba będzie tylko rosła. Na niedawnym salonie samochodowym w Genewie to właśnie modele elektryczne i hybrydowe były najczęściej pokazywane premierowo. Zainteresowanie silnikami elektrycznymi oraz napędem hybrydowym nie jest przypadkowe. Producenci samochodów nie mają wyjścia i pod naciskiem unijnych polityków muszą ograniczać emisję pojazdów i to nie tylko wybranych lecz wszystkich. Na dzień dzisiejszy średnia dla każdej marki to 130 gramów CO2/km. Od przyszłego roku limit ten będzie wynosił 95 gramów CO2/km. W kolejnych latach kaganiec stanie się jeszcze ciaśniejszy. Co to oznacza w praktyce? Sprzedaż każdego samochodu, który emituje ponadnormatywne ilości dwutlenku węgla musi być zrównoważony innym nisko lub zeroemisyjnym pojazdem. Bilans musi się zgadzać, w przeciwnym wypadku producent (a w konsekwencji klient) będzie musiał zapłacić karę, która będzie doliczona do każdego nowego samochodu. Te są dotkliwe, ponieważ 1 g CO2/km kosztuje aż 95 euro. Łatwo jest zatem przeliczyć jak bardzo mogą podrożeć nowe auta.

Blady strach padł na wszystkich, np. Volkswagen, który produkuje najwięcej aut na świecie w ciągu najbliższych 6 lat zaprezentuje aż 70 modeli elektrycznych w obrębie wszystkich swoich marek, inwestując w rozwój elektromobilności roczny budżet Ukrainy. Ambicje produkcyjne Volkswagena sięgają 22 milionów aut elektrycznych w ciągu najbliższych 10 lat.

Polskie ambicje dotyczące planów elektryfikacji w motoryzacji sięgają miliona samochodów do 2025 roku. Ten optymistyczny scenariusz jest mało realny, nawet przy wsparciu ze strony państwa, którego na ten moment nie ma. Zwolnienie z akcyzy, możliwość korzystania z buspasów oraz darmowego parkowania w centrum miast to za mało, żeby przekonać Kowalskiego do zakupu auta elektrycznego. Te są po prostu za drogie, a ściślej mówiąc dużo droższe niż w innych europejskich krajach. Dla przykładu, nabywcy pojazdów elektrycznych we Francji mogą liczyć na dopłatę w wysokości 6 tys. euro oraz dodatkowy bonus w wysokości do 2 tys. euro w przypadku wymiany starego, konwencjonalnego pojazdu na EV. Klienci w Niemczech mają prawo do premii środowiskowej w wysokości 4 tys. euro przy nabyciu samochodu zeromisyjnego lub 3 tys., gdy zdecydują się na hybrydę typu plug-in. Wysokie dopłaty przewiduje program rumuński: 9,5 tys. euro przy zakupie modelu całkowicie elektrycznego i 4,2 tys. euro w przypadku nabycia hybrydy typu plug-in.

W Polsce szansę na rozwój elektromobilności daje projekt rozporządzenia Ministra Energii, wprowadzający dopłaty w ramach Funduszu Niskoemisyjnego Transportu – 36 tys. zł przy zakupie pojazdu elektrycznego i 150 tys. zł do infrastruktury ładowania. Według raportu opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych oraz firmę Frost & Sullivan, przy optymalnym wykorzystaniu tych środków, całkowity park EV w Polsce wyniesie w 2025 r ok. 300 tys. pojazdów, czyli mniej więcej tyle, ile do tej pory zarejestrowano łącznie Norwegii, a więc w kraju będącym liderem elektromobilności w Europie. Poziom niemal 700 tys. samochodów elektrycznych osiągnęlibyśmy w Polsce w roku 2030 r., a dziesięć lat później liczba ta mogłaby wzrosnąć do nawet 2,5 mln. Wprowadzenie dopłat we wskazanej wyżej wysokości do 2024 r., mogłoby rozpędzić polski rynek do ponad 50 tys. aut elektrycznych rocznie.

Te trzeba gdzieś ładować i to jest argument, który hamuje rozwój elektromobilności w Polsce i nakręca sceptyków. W ubiegłym roku zainstalowano 293 publicznie dostępne punkty ładowania, i w konsekwencji ich łączna liczba zwiększyła się z 552 w 2017 r. do 845 w roku 2018. Ponad połowę z nich (54%) stanowiły punkty szybkiego ładowania, pozostałe dysponowały mocą mniejszą lub równą 22 kW. To kropla w morzu potrzeb, bo bez dobrze rozwiniętej sieci stacji szybkiego ładowania nie da się wygodnie i swobodnie korzystać z samochodów elektrycznych. Oczywiście, można się zżymać, że to tylko hipotetyczna przeszkoda, ponieważ według europejskich badań przeciętny kierowca pokonuje swoim samochodem nie więcej niż 50 km dziennie, a co za tym idzie, może je więc ładować u siebie w garażu. Nie da się jednak odeprzeć argumentu, który mówi, że samochód ma dawać wolność w przemieszczaniu się, a ta jest możliwa tylko wtedy, gdy podróże międzymiastowe będą tak samo wygodne jak dziś. Prognozuje się, że wraz z rozwojem rynku aut elektrycznych, liczba punktów szybkiego ładowania będzie rosła. Niestety nasz system energetyczny na ten moment nie jest gotowy, żeby wyprodukować nadwyżkę mocy, która będzie w stanie zapewnić ciągłość ładowania dla tak dużej liczby pojazdów elektrycznych. Oczywiście najbardziej ekonomiczny dla użytkownika samochodu, ale też najbardziej korzystny z punktu widzenia producentów i dystrybutorów energii scenariusz zakłada ładowanie akumulatorów samochodowych w nocy. Wówczas ma miejsce nadprodukcja energii, a dwutaryfowy licznik pozwala obniżyć koszt takiej operacji nawet o 35%.

Żeby wykształcić takie nawyki potrzebna jest edukacja. Taką możliwość zapewnia Fleet Electric Day - autorski i unikalny projekt, polegający na propagowaniu i demokratyzowaniu pojazdów z napędami alternatywnymi. To test samochodów hybrydowych i elektrycznych połączony z panelem konferencyjnym. Warto tak zaplanować swoje służbowe obowiązki, żeby się na nim pojawić.


Michał Hutyra
Redaktor naczelny magazynu „Fleet – Napędy Alternatywne”

Powyższe tematy będą szczegółowo omawiane podczas panelu konferencyjnego Fleet Eletric Day*, który odbędzie się 11 kwietnia br. w CTK Global EXPO przy ul. Modlińskiej 6D w Warszawie.

Dowiedz się więcej: http://www.napedyalternatywne.pl/

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

*Fleet Electric Day to autorski i unikalny projekt, polegający na propagowaniu i demokratyzowaniu pojazdów z napędami alternatywnymi. Test organizuje niezależna redakcja magazynu „Fleet – Napędy Alternatywne” – www.fleet.com.pl . Podobnie jak w przypadku pierwszej – ubiegłorocznej edycji, w już 11 kwietnia br. w Global EXPO przy ul. Modlińskiej 6D w Warszawie, umożliwimy uczestnikom zapoznanie się z pełną gamą samochodów elektrycznych i hybrydowych oraz zasilanych gazem CNG, dostępnych na polskim rynku. Test jest doskonałą okazją do tego, żeby sprawdzić jak wygląda eksploatacja tego typu pojazdów zarówno w ruchu miejskim jak i podmiejskim. FED daje też uczestnikom możliwość nawiązania kontaktów oraz rozmów z przedstawicielami koncernów motoryzacyjnych. Testowi będzie towarzyszył niezwykle ciekawy panel konferencyjny, który poprowadzą prawnicy oraz eksperci z zakresu elektromobilności. Program panelu konferencyjnego znajduje się na stronie: www.napedyalternatywne.pl , gdzie na bieżąco są uzupełniane kolejne szczegóły, dotyczące zarówno konferencji, jak i testu.
Do udziału we Fleet Electric Day zapraszamy: praktyków z zakresu zarządzania flotami, managerów dużych firm, którzy już posiadają samochody elektryczne lub w najbliższej przyszłości planują zakup, a także przedstawicieli spółek skarbu państwa, administracji publicznej oraz organów samorządowych. Warunkiem udziału jest wypełnienie zgłoszenia na stronie www.napędyalternatywne.pl