Formuła 1 to od lat jedno z najbardziej dochodowych przedsięwzięć z pogranicza sportu i rozrywki. Generowane przez nią zyski dzielą dziś między siebie amerykański fundusz inwestycyjny CVC, bank Morgan Stanley oraz rodzinny trust wieloletniego szefa Formuły Berniego Ecclestone’a. Spadkobierca fortuny Fiata zapowiada, że włączy się do tej gry.

Reklama

Zdaniem obserwatorów plan urodzonego w Nowym Jorku Elkanna to dowód, że dziedzic na dobre zasiadł za sterami rodzinnego przedsięwzięcia. Na biznesowego królewicza szykowany był od najmłodszych lat. Wybrał go do tej roli ponoć sam patriarcha rodu Gianni Agnelli. Aby zanadto nie bujał w obłokach (jego ojcem był pisarz i intelektualista Alain Elkann), młodego Johna posłano na turyńską politechnikę i na liczne praktyki w fabrykach Fiata od Birmingham po Tychy oraz Lille.

Według pierwotnego planu okres jego terminowania miał potrwać dłużej – jednak seria śmierci w rodzie Agnellich (w ciągu kilku miesięcy zmarli zarówno Gianni, jak i jego brat i następca Umberto) sprawiła, że Elkann już jako dwudziestoparolatek został wciągnięty na wysokie stanowiska w zarządzie firmy.

Jego władza była zrazu iluzoryczna, a karty rozdawali bardziej doświadczeni menedżerowie i zaufani rodziny na czele z charyzmatycznym Lucą Cordero di Montezemolo (do dziś prezesem Ferrari). Przekazanie władzy nastąpiło dopiero niedawno.

Elkann prezesem Fiata został w kwietniu ubiegłego roku, a cztery miesiące temu formalnie stanął na czele grupy Exor, która skupia wszystkie niesamochodowe inwestycje rodziny Agnellich (od klubu piłkarskiego Juventus Turyn po amerykańskiego giganta budowlanego Cushman & Wakefield).

Plan dla F1

Pomysł przejęcia F1 jest pierwszym dużym przedsięwzięciem Elkanna. Dziedzic Agnellich zdaje się mieć w zanadrzu przemyślany plan. Wciągnął już do współpracy innego biznesowego królewicza, starszego o trzy lata Jamesa Murdocha, który według wszelkiego prawdopodobieństwa przejmie niebawem władzę w medialnym imperium NewsCorp. Oczywiście obaj panowie sami nie zdołają odkupić udziałów w F1 na własną rekę W tym celu potrzebne jest wciągnięcie do współpracy inwestorów z Bahrajnu, Chin czy Abu Zabi, gdzie wyścigi superszybkich bolidów cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Jeśli plan się powiedzie, Elkann zapewni rodzinnemu koncernowi (będącemu jednym z motorów napędowych włoskiej gospodarki) dopływ środków na wiele lat. Turyńska centrala zdaje sobie sprawę z tego, że na dłuższą metę trzeba uniezależniać się od słabnącej z roku na rok koniunktury na samochody w Europie.

Niedościgniony Gianni

Czy to wystarczy, by pójść w ślady wielkiego Gianniego Agnellego? Nie będzie to łatwe. Nestor klanu Fiata był w swoim czasie najpotężniejszym biznesmenem, a być może i człowiekiem w całych Włoszech. Kontrolował wówczas 4 – 5 proc. włoskiego PKB, dając pracę 3 proc. całej włoskiej siły roboczej. Włosi (zwłaszcza ci z północy kraju) kochali go za szpikowanie gwiazdami (Platini, Boniek, Baggio, Zidane) dumy ich „calcio” Juventusu Turyn.

W parze z potęgą biznesową szedł u Agnellego ekstrawagancki styl życia, który uczynił zeń ikonę. Agnelli zasłynął regularnym podejmowaniem na swoim jachcie Henry’ego Kissingera i Jackie Kennedy czy noszeniem zegarków na mankiecie koszuli, co skwapliwie podchwycili najlepsi mediolańscy projektanci mody. Jeden z nich, Nino Cerrutti, otwarcie mówił, że zawsze inspirowały go tylko trzy postacie: James Bond, JFK i właśnie Agnelli. Poprzeczka ustawiona jest więc niezwykle wysoko.