Samochód elektryczny w 2021 roku jest marzeniem 50 proc. Polaków – wynika z najnowszego badania preferencji kierowców przeprowadzonego przez polską firmę doradczą InsightOut Lab do spółki z ekspertami marki Volkswagen. Analitycy sprawdzili też czy i jak w 2020 roku zmieniło się zdanie na temat e-aut. Jak wygląda wiedza po roku "rozwijania" elektomobilności w cieniu pandemii?

Reklama
Elektryczny Volkswagen ID.3 z największym akumulatorem 77 kWh ma zapewnić 549 km zasięgu na jednym ładowaniu / Volkswagen / Mariusz Barwinski

W kwietniu zeszłego roku kiedy ankietowanych zapytano o chęć posiadania elektryka, "raczej tak" i "zdecydowanie tak" odpowiedziało 52 proc. badanych. Różnica mieści się w granicy błędu statystycznego. Bez zmian pozostaje również odsetek Polaków deklarujących, że biorą pod uwagę zakup samochodu elektrycznego – na przełomie sierpnia i września 2020 r. wynosił on 22 proc., czyli tyle samo co w najnowszej edycji badania.

Co ciekawe, zmniejszyła się liczba tych, którzy zaprzeczają planom takiego zakupu – w 55 proc. w ubiegłym roku, do 50 proc. w 2021. – Ci, którzy jeszcze kilka miesięcy temu nie rozważali zakupu auta na prąd, dziś dołączyli do grona osób wahających się – odpowiedź "trudno powiedzieć" zaznacza dziś 28 proc. badanych, w minionym roku było to 23 proc. – wyjaśniają trend analitycy.

Zasięg musi być większy. Ponad 400 km

Radykalnie wzrosły wymagania dotyczące zasięgu, jaki powinny zapewniać samochody elektryczne, by zdaniem ankietowanych były "użyteczne na co dzień".

W kwietniu 2020 r. aż 48 proc. ankietowanych wskazało na zasięg do 200 km. W tegorocznej odsłonie badania odsetek ten spadł do 32 proc. O 11 proc. do 36 proc. przybyło osób domagających się zasięgu przekraczającego 400 km na jednym ładowaniu akumulatora.

A jaki zasięg na jednym ładowaniu mają auta elektryczne dostępne w sprzedaży? Przy tym pytaniu stan wiedzy właściwie się nie zmienił. Wciąż najczęściej wskazywanymi przedziałami pozostają 151-200 km (20 proc. vs. 22 proc. w 2020 r.) oraz 201-300 km (21 proc. vs. 19 proc.). Nieco mniej ankietowanych zaznaczało odpowiedzi 51-100 km (17 proc., tyle samo co rok wcześniej) oraz 101-150 km (18 proc. wobec 16 proc. w 2020).

Porsche Taycan / dziennik.pl

Samochód elektryczny ładowany z gniazdka? Nie da się...

Ile kosztuje naładowanie do pełna kompaktowego auta elektrycznego przy wykorzystaniu domowego prądu? Dziś 32 proc. uważa, że zmieszczą się w kwocie 50 zł.

– To wynik tylko symbolicznie większy niż w ubiegłym roku (wówczas wynosił 30 proc.). Jednocześnie wzrosła liczba osób mających zdanie, że jednorazowe naładowanie kompaktowego auta elektrycznego domowym prądem kosztuje powyżej 200 zł - z 19 proc. do 21 proc. – wyliczają autorzy badania.

Wciąż wyraźna większość ankietowanych Polaków twierdzi, że samochodu elektrycznego nie można podłączać do zwykłych gniazdek 230 V. Takiego zdania jest aż 66 proc. badanych. Kiepsko. Choć zaczyna przybywać uświadomionych, ponieważ przez ostatnie 9 miesięcy odsetek "niewiedzy" zmniejszył się o 7 p.p. Jeszcze w kwietniu 2020 r. o braku możliwości ładowania z gniazdka mówiło aż 73 proc. osób!

Volkswagen ID.3 / Dziennik Gazeta Prawna

Samochód elektryczny to nie hybryda?

Pod koniec kwietnia 2020 r. co dziesiąty dorosły Polak (10 proc.) na pytanie, czy kiedykolwiek miał okazję jechać samochodem elektrycznym jako kierowca, odpowiadał, że tak. Biorąc pod uwagę ówczesną liczbę aut na prąd zarejestrowanych w Polsce wynik ten był nierealistyczny, nawet jeśli uwzględnilibyśmy samochody elektryczne dostępne w usłudze carsharingu (wiele osób korzysta z jednego, tego samego samochodu).

Odpowiedź na kolejne pytanie wyjaśniła, skąd tak duży odsetek osób twierdzących, że miało okazję jeździć samochodem elektrycznym. Otóż respondentom, którzy potwierdzili sposobność jazdy elektrykiem (co dziesiąty ankietowany), zadano pytanie dodatkowe: Jakim rodzajem auta z napędem elektrycznym miałeś okazję jechać jako kierowca?

Przeszło połowa, czyli większość (51 proc.) za auto elektryczne uznała "auto hybrydowe, czyli takie zarówno na prąd jak i na paliwo". Na pytanie nie potrafiło odpowiedzieć 14 proc. Jedynie 35 proc. przyznało, że chodzi o samochód w pełni elektryczny, który nie posiada silnika spalinowego. Oznaczało to, że wówczas wielu Polaków stawiało znak równości między hybrydami a samochodami elektrycznymi. Jak jest dziś?

– Powoli się to zmienia. W styczniu 2021 r. 8 proc. dorosłych Polaków deklarowało, że miało okazję prowadzić samochód elektryczny. Różnica ta może wynikać z błędu statystycznego lub z faktu, że zmniejsza się odsetek osób uznających samochody hybrydowe za elektryczne. Co każe przypuszczać, że drugi argument może być prawdziwy? Fakt, że 39 proc. ankietowanych ma na myśli samochód hybrydowy (o 12 p.p. mniej niż w ubiegłym roku), a 49 proc. – auto w pełni elektryczne (o 14 p.p. więcej) – uzasadniają analitycy.

Volkswagen Passat GTE, czyli hybryda plug-in oraz Hyundai IONIQ Electric / dziennik.pl

Samochód elektryczny i hybrydowy to zupełnie różne byty

Wśród samochodów hybrydowych wyróżniamy HEV (Hybrid Electric Vehicle) oraz PHEV (Plug-in Hybrid Electric Vehicle).

W przypadku tych pierwszych współczesny pełny napęd hybrydowy HEV składa się z dwóch dużych silników elektrycznych, które odzyskują energię z hamowania, poprawiają osiągi, wspomagając jednostkę benzynową podczas przyspieszania, oraz umożliwiają jazdę elektryczną np. podczas manewrowania na parkingu, czy podjeżdżania w korku. W układach 4x4 za napęd tylnej osi odpowiada trzeci silnik elektryczny, który współpracuje z hybrydowym układem napędzającym przednie koła.

Hybryda typu plug-in (PHEV) ma większą baterię i mocniejszy silnik elektryczny, który nie służy jedynie do wspierania jednostki spalinowej. W pełni naładowany akumulator pozwala przejechać kilkadziesiąt kilometrów wyłącznie za sprawą energii elektrycznej.

Hybryda plug-in (podobnie jak zwykła hybryda) również odzyskuje energię podczas hamowania, ale dodatkowo można ją ładować ze źródeł zewnętrznych, np. z domowego gniazdka lub ładowarki. W zamyśle hybrydy typu plug-in to na co dzień auta elektryczne, z opcją wykorzystywania silnika spalinowego w dłuższych trasach lub po rozładowaniu baterii.

Różnice pomiędzy HEV a PHEV są zatem kolosalne, choć oba rodzaje napędu kryją się pod wspólnym pojęciem "hybrydy". Na prywatny użytek, zwłaszcza mając garaż z gniazdkiem albo – lepiej – z wallboxem, lepszym wyborem jest hybryda plug-in: jej napęd elektryczny jest bardziej wydajny i można jeździć po mieście korzystając głównie z niego. Przykładowo Volkswagen Golf GTE przez ok. 60 km potrafi zachowywać się jak samochód elektryczny (w tym czasie jego silnik spalinowy odpoczywa).

Trzecią, zupełnie niezależną grupą zelektryfikowanych aut, są samochody w pełni elektryczne (BEV – Battery Electric Vehicle). Można tak nazywać wyłącznie te pojazdy, które do napędu nie wykorzystują – nawet opcjonalnie – silnika spalinowego i które ładuje się ze źródła zewnętrznego. Tylko te auta, spośród wymienionych wcześniej grup, można nazywać elektrycznymi.

Volkswagen Golf GTE, czyli hybryda typu plug-in, daje więcej możliwości: nawet jeśli nie naładujemy go z gniazdka, można akumulator trakcyjny naładować podczas jazdy, a potem dłuższy dystans sprawnie przejechać na prądzie / Volkswagen